
Współczesne matki są bardziej świadome niż poprzednie pokolenia, ale razem z tą świadomością przyszło ogromne przeciążenie psychiczne. Wychowywane do bycia silnymi, samodzielnymi i odpowiedzialnymi, dziś coraz częściej funkcjonujemy na granicy wypalenia rodzicielskiego i zawodowego. Nadal wszystko ogarniamy, choć coraz częściej robimy to kosztem własnego zdrowia, emocji i odpoczynku.
Jeszcze nasze mamy, babcie i my same jako dzieci słyszałyśmy, że "dzieci i ryby głosu nie mają". Przez pokolenia mówiło się, że dziecko ma być grzeczne, czyste i nie przeszkadzać dorosłym. My jesteśmy innym pokoleniem rodziców – bardziej świadomym, które czyta o emocjach, granicach, neuroróżnorodności, rodzicielstwie bliskości i staramy się rady ekspertów wprowadzać w swoje rodzicielstwo.
Nowe pokolenie rodziców kontra dziedzictwo przeszłości
Staramy się nie powtarzać błędów poprzednich pokoleń. Chcemy wychowywać dzieci bez krzyku, bez zawstydzania, z uważnością i czułością. Coraz więcej mam i tatusiów sięga po pozytywną dyscyplinę jako metodę wychowawczą mającą coraz więcej zwolenników, bo chce łączyć empatię z konsekwencją zamiast krzyku i kar. I to jest piękne, pokazuje, że być może nasze dzieci będą mniej skrzywdzonym pokoleniem, kiedy dorosną. Trzeba jednak otwarcie powiedzieć, że z tą świadomością przyszło też ogromne obciążenie, o którym mówi się zdecydowanie za mało.
Współczesny rodzic, a matka to już szczególnie, nie ma już być tylko "wystarczająco dobrą" mamą. Ma być najlepszą wersją siebie, która jest obecna emocjonalnie, zaangażowana, wspierająca rozwój dzieci i organizująca czas całej rodzinie. Pilnującą zdrowych posiłków, badań, zajęć dodatkowych, relacji społecznych i ekranów. A jednocześnie taka, która się rozwija zawodowo, dobrze wygląda, jest ambitna, niezależna i silna.
Właśnie: silna.
Mit silnej kobiety, która wszystko udźwignie
Przez całe życie słyszałyśmy, że kobiety wszystko udźwigną. Że na pewno "damy radę". Że "inne mają gorzej" i że takie silne babki się nie poddają. Wiele z nas uwierzyło, że proszenie o pomoc jest oznaką słabości – sama w to wierzyłam i nadal walczę z tym, by wszystko na każdym kroku robić sama.
Tymczasem warto wiedzieć, jak być silną kobietą i jakich 7 zdań nie mówi kobieta-Alfa – bo prawdziwa siła nie polega na dźwiganiu wszystkiego w pojedynkę, tylko na świadomości własnych zasobów i granic.
Bierzemy coraz więcej na swoje barki, organizujemy życie całej rodziny, pamiętamy o wszystkim i wszystkich, a same siebie ustawiamy gdzieś na samym końcu. I nawet kiedy jesteśmy już skrajnie zmęczone, dalej działamy.
Wypalenie rodzicielskie i zawodowe
To właśnie dlatego tak wiele matek doświadcza dziś wypalenia rodzicielskiego. Nie takiego spektakularnego, kiedy człowiek nie jest w stanie wstać z łóżka. Częściej tego wysokofunkcjonującego, o którym pisze też portal Scary Mommy.
Współczesne kobiety, matki nadal wszystko ogarniają i wciąż twierdzą, że dadzą radę, mimo większej świadomości o tym, że nie muszą i mają prawo być słabsze. Coraz głośniej mówi się jednak, że wypalenie rodzicielskie to nie słabość, to skutek presji i braku wsparcia, a nie efekt naszej niewydolności jako matek.
I tak nie korzystają z tej opcji zbyt często. Dzieci są nakarmione, pranie zrobione, maile wysłane, obiady ugotowane. Z zewnątrz wygląda świetnie i powtarza, że jest dumna z samej siebie, że tak genialnie ogarnia. W środku jedzie na oparach.
Chyba najgorsze jest to, że my nawet nie umiemy odpoczywać.
Kiedy dzieci jadą do babci albo w domu nagle robi się cicho, wiele z nas nie siada z kubkiem kawy, żeby pobyć chwilę ze sobą i swoimi myślami. Nie zastanawiamy się nad tym, co czujemy, czego potrzebujemy, czego nam brakuje.
Zamiast tego nadrabiamy zaległości: sprzątamy szafy, myjemy okna, gotujemy obiady na dwa dni i odpowiadamy na maile. Robimy wszystko to, co czekało, bo gdzieś głęboko mamy poczucie, że na odpoczynek trzeba sobie najpierw zasłużyć. Tyle że ta lista nigdy się nie kończy. Wiem, bo robię zawsze tak samo i wiem też, że zadań do zrobienia i tak sobie znajdziemy całą listę.
Do tego dochodzi jeszcze praca zawodowa. Chcemy być ambitne, kreatywne, rozwijać się i czuć docenione. Chcemy mieć poczucie, że poza macierzyństwem jesteśmy też kimś jeszcze. Rzeczywistość często wygląda inaczej.
Niewyspanie, ciągłe godzenie miliona obowiązków, zwolnienia na chore dzieci, przemęczenie i przeciążenie sprawiają, że coraz częściej czujemy frustrację, że nie dajemy rady tak, jak byśmy chciały. Że jesteśmy ciągle spóźnione, rozproszone, niewystarczające. I to prowadzi już nie tylko do wypalenia rodzicielskiego, ale też zawodowego. Specjaliści coraz częściej mówią wprost, że wypalenie zawodowe to nowa choroba cywilizacyjna i wyjaśniają, jak je rozpoznać i jak sobie pomóc, żeby nie czekać do momentu, kiedy organizm sam wymusi przerwę.
Brak przestrzeni na oddech mimo świadomości, że tak trzeba
Problem w tym, że świat nadal nagradza kobiety za nadmierne poświęcenie. Za to, że ogarniają i wg wielu są niezastąpione. A ja mam ochotę potrząsnąć takimi osobami, które chwalą przepracowanie matki i powiedzieć, że to nie o takie docenienie chodzi! Nikt nie pyta, ile kosztuje je to psychicznie.
Może więc najwyższy czas przestać traktować własne wyczerpanie jak dowód bycia dobrą matką, bo najlepszym rodzicem wcale nie jest ten, który z przepracowania pada na twarz, ale i tak odłoży swoje potrzeby na bok, byleby tylko cała rodzina była zaopiekowana.
Nasze dzieci nie potrzebują matek idealnych, potrzebują matek żywych. Takich, które potrafią usiąść i odpocząć bez wyrzutów sumienia. Które umieją powiedzieć "nie dam dziś rady" albo zostawią pranie i prasowanie i po pracy pójdą z dziećmi na plac zabaw.
I takie, które wreszcie nauczą się prosić o pomoc oraz pokażą swoim córkom, że kobieta nie musi wszystkiego dźwigać sama, a synom, że troska o dom i rodzinę nie jest wyłącznie kobiecym obowiązkiem. Warto pamiętać, że bycie perfekcyjną mamą nie oznacza, że nie można prosić o pomoc – wręcz przeciwnie, to dowód dojrzałości i troski o całą rodzinę.
Zobacz także
