
Influencerka Andziaks poczęstowała znajomego lodami z własnego mleka, a nagranie błyskawicznie wywołało burzę w sieci. Dla jednych to niewinny żart, dla innych przekroczenie granic dobrego smaku. Sytuacja sprawiła, że zaczęto dyskutować, czy mleko matki naprawdę jest dla każdego, czy jednak wyłącznie dla dziecka, dla którego powstało.
W sieci każdego dnia pojawiają się różne nowinki, które sprawiają, że człowiek wciąż potrafi się zdziwić. Za każdym razem, kiedy widzę perfumy dla dzieci o zapachu mleka matki czy luksusowe kosmetyki od Diora dla niemowląt, zaczynam się zastanawiać, gdzie właściwie kończy się ludzka fantazja. Dziś na YouTube natrafiłam na coś, co ponownie utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeszcze wiele mnie w życiu zaskoczy.
Andziaks częstuje znajomych lodami z własnego mleka
Mianowicie Andziaks – influencerka, która kilka miesięcy temu urodziła drugie dziecko – pokazała fragment majówkowego spotkania ze znajomymi. W ogrodzie, przy basenie, poczęstowała jednego z kolegów... lodami zrobionymi ze swojego mleka. Andziaks karmi piersią kilkumiesięcznego syna Franco, więc przy dużej ilości pokarmu prawdopodobnie odciąga go laktatorem i mrozi w specjalnych woreczkach.
Przypomnijmy, że Andziaks urodziła drugie dziecko, rodzice wstawili już jego zdjęcia do sieci zaledwie kilka miesięcy temu, w styczniu 2026 roku.
Na nagraniu widzimy, jak Angelika przynosi do stolika ogrodowego pojemniki z zamrożonym mlekiem. W tle ktoś żartobliwie wspomina o "nowych lodach mlecznych", a kamera pokazuje influencerkę, która z uśmiechem odnosi się do sytuacji.
Mężczyzna, któremu proponuje deser, wydaje się wyraźnie zmieszany i chyba nie do końca wierzy, że to nie żart. Tymczasem ona dodaje, że kolega przy każdym spotkaniu pyta, czy może dostać taki woreczek na wynos do domu.
Warto dodać, że choć dla wielu osób jest to coś obrzydliwego i zupełnie niecodziennego, w niektórych krajach podobne praktyki nie są aż tak szokujące. Z kobiecego mleka powstają już perfumy, biżuteria, kosmetyki i wiele innych produktów.
Faktem jest, że mleko matki ma niezwykle bogaty skład – zawiera przeciwciała, enzymy i substancje wspierające rozwój dziecka, a nawet może wykazywać działanie łagodzące przy niektórych dolegliwościach. Jednak jego spożywanie przez osoby inne niż dziecko, dla którego zostało wyprodukowane przez matczyne ciało, budzi spore kontrowersje. Nawet z perspektywy matki trudno nie odczuwać w tym przypadku pewnego dyskomfortu.
Influencerzy uwielbiają przekraczać granice
Skąd więc bierze się moda na takie zachowania? Częściowo to efekt przekraczania granic w mediach społecznościowych – im bardziej szokujący materiał, tym większa szansa na zasięgi i zainteresowanie. Z drugiej strony pojawia się przekonanie, że skoro mleko matki jest naturalne i zdrowe, to może służyć każdemu.
To zresztą tylko jeden z wielu przykładów. Pisałyśmy chociażby o tym, że Andziaks dała w prezencie 5-letniej córce iPhone'a — "tak przekonaliśmy ją do nowego braciszka", a wcześniej o tym, że Andziaks i Jawor bawią w Dubaju, bo na TikToku nie było ostrzeżeń, a ja mam dość – mimo eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Para nie jest w tym osamotniona — Wersow, Andziaks i Lil Masti z drugim dzieckiem, "królowe sharentingu" dopiero się rozkręcają, pokazując kolejne odsłony życia swoich rodzin online.
Problem w tym, że skład mleka matki jest dopasowany do potrzeb konkretnego niemowlęcia – zmienia się wraz z jego wiekiem i stanem zdrowia. Dla dorosłego nie ma ono takiej samej wartości, a jego spożywanie nie przynosi udowodnionych korzyści zdrowotnych.
Trudno więc mówić tu o realnym działaniu prozdrowotnym – to raczej ciekawostka lub element internetowego eksperymentu niż coś, co warto traktować poważnie. Dorośli często decydują się na jego spożywanie z ciekawości i tylko po to, by przekroczyć pewną granicę.
W styczniu pisałyśmy o tym, że w Nowym Jorku mieszkańcy ustawiają się w kolejce po limitowaną edycję lodów o smaku mleka matki, które pojawiły się w jednej z kawiarni na Brooklynie. Każdego dnia rozdawanych jest zaledwie 50 darmowych porcji, reklamowanych jako "smakujące dokładnie jak od mamy", co tylko podkręca zainteresowanie i napędza tłumy ciekawskich.
Co istotne, deser wcale nie powstaje z ludzkiego mleka – jego bazą jest liposomalna siara bydlęca, czyli suplement inspirowany mlekiem matki. Mimo to pomysł wywołuje skrajne reakcje: jedni traktują go jako sprytny chwyt marketingowy i kulinarne doświadczenie, inni nie kryją obrzydzenia.
Opinie na temat smaku również są podzielone – od zaskoczenia jego łagodnością po porównania do zupełnie innych nut, jak mango. Cała akcja pokazuje jednak coś więcej: granice w eksperymentowaniu z jedzeniem stale się przesuwają, a to, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia, dziś staje się viralową ciekawostką.
Czy wszystko, co naturalne, jest uniwersalne?
Marketing wokół niemowląt staje się coraz bardziej absurdalny. Wystarczy przypomnieć, że Dior wypuścił luksusowe kosmetyki dla niemowląt — absurd, kto to kupuje, pisaliśmy z niedowierzaniem przy wprowadzeniu linii Baby Dior, która wywołała falę kpin w mediach społecznościowych.
Na końcu być może warto zadać sobie pytanie o granice – czy wszystko, co naturalne, automatycznie staje się uniwersalne i dobre dla każdego? W tym przypadku odpowiedź wydaje się dość oczywista. Mleko matki jest wyjątkowe, ale przede wszystkim dla dziecka, dla którego zostało stworzone. Każda inna osoba, która je spożywa, robi to zapewne z niecodziennych pobudek, ale na pewno nie dla tego, że jest to coś zdrowego i pełnego składników odżywczych.
Zobacz także
