Na zdjęciu nastolatek pali e-papierosa.
Ponieważ sprzedaż e-papiersów jest zakazana przed 18. rokiem życia, młodzi ludzie szukają innych źródeł zakupu. pexel.com

"Używane długopisy" z internetowych ogłoszeń to – jak alarmują eksperci – często zakamuflowane e-papierosy. O tym procederze opowiedział edukator cyfrowy Bolesław Michalski, który ostrzega rodziców przed tym, że dzieci mają do nich łatwiejszy dostęp, niż nam się wydaje.

REKLAMA

Na pierwszy rzut oka to zwykłe ogłoszenia, jakich wiele. Ktoś sprzedaje używany długopis, tyle że kosztuje on 60, 80 czy nawet 100 zł. I właśnie ta cena powinna wzbudzić największe wątpliwości. Jak się okazuje, pod hasłem "używany długopis" mogą kryć się jednorazowe e-papierosy.

Ogłoszenie, które powinno wzbudzić wątpliwości

O sprawie opowiedział w swojej rolce Bolesław Michalski, znany w sieci jako @opsec4kids. Na jego profil zwykle zaglądają dziesiątki tysięcy rodziców, którzy chcą lepiej rozumieć zagrożenia czyhające na dzieci w internecie.

Jak relacjonuje, jedna z jego obserwatorek natrafiła na podejrzane ogłoszenie przypadkiem, robiąc jakieś inne zakupy. Jak się okazało, "długopis" za 60 zł to był dopiero początek. Jak zacznie się szukać więcej, to odkryjemy cały czarny rynek, ukryty pod pozornie niewinnymi kategoriami. – Kto kupuje jednorazowe długopisy za tyle pieniędzy? Raczej nikt, dlatego zawsze warto być czujnym – mówi Michalski.

Problem polega na tym, że nawet jeśli takie oferty są zgłaszane, szybko pojawiają się kolejne. Sprzedający zmieniają opisy, zdjęcia i kategorie, by ominąć systemy moderacji.

To nie tylko kwestia dostępu do używek. Jak podkreśla ekspert, dochodzi jeszcze jeden poważny problem – pochodzenie tych produktów. Kupując takiego e-papierosa z nieznanego źródła, nikt nie ma pewności, co tak naprawdę znajduje się w środku. A to oznacza brak jakiejkolwiek kontroli nad składem i bezpieczeństwem.

Skala szarej strefy e-papierosów może zaskakiwać

Z danych, na które powołuje się Michalski, wynika, że nawet 60 proc. rynku e-papierosów w Polsce może pochodzić z szarej strefy. Według europejskich badań co drugi e-papieros pochodzi z nielegalnego źródła, a Polska wypada na tym tle szczególnie źle. To ogromna część rynku, która funkcjonuje poza oficjalną kontrolą.

Niepokojące są też działania służb. Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali niedawno osoby, które miały wprowadzić na rynek nawet milion (!) nielegalnych e-papierosów i płynów do nich. Klientów pozyskiwano głównie przez internet i media społecznościowe.

Skala uzależnienia młodzieży od wapowania robi wrażenie. Z badań GIS wynika, że co trzeci 15-latek pali e-papierosy, a w starszych rocznikach problem jest jeszcze poważniejszy. Eksperci nie mają wątpliwości – to największa plaga nastolatków, bo regularnie wapuje aż 8 na 10 uczniów w wieku 16-17 lat. Dlatego rząd zapowiada koniec tanich, smakowych e-papierosów – nowe przepisy mają wreszcie ograniczyć dostęp młodzieży do jednorazówek.

"To łatwiejsze, niż myślisz"

Prawda jest taka, że produkty w internecie jest bardzo łatwo kupić. Dlatego też Bolesław Michalski apeluje do rodziców, by nie ograniczali rozmów z dziećmi tylko do klasycznych zagrożeń, jak gry czy hejt w sieci. Zagrożenia niestety mogą być także ukryte i niespodziewane, tak jak właśnie powyższe praktyki zakupowe.

Ważne jest też to, jak reagować, gdy nasze dziecko pali – psychologowie podkreślają, że sama kara rzadko przynosi efekt. Liczy się rozmowa, zrozumienie motywacji i pokazanie dziecku realnych konsekwencji sięgania po nikotynę.