
Rząd chce uporządkować prawa i obowiązki uczniów oraz wprowadzić nowe zasady funkcjonowania szkół. Zmiany mają objąć ponad cztery miliony dzieci i młodzieży. Choć część polityków popiera projekt, inni ostrzegają przed jego skutkami.
Nowe prawo dla uczniów. Rewolucja w szkołach od 2028 roku
Projekt nowelizacji przygotowany przez resort kierowany przez Barbarę Nowacką zakłada duże zmiany w szkołach. Chodzi m.in. o zebranie wszystkich praw i obowiązków ucznia w jednym dokumencie.
Jak podkreśla ministra:
"To porządek, na który polskie szkoły czekały".
W jednym miejscu mają się znaleźć 17 praw, cztery wolności i 10 obowiązków ucznia.
"Jeden dokument, jeden adres. Koniec chaosu" – zapowiedziała Nowacka.
Obowiązkowe rady szkół – dwa lata na przygotowanie
Jedną z ważniejszych zmian będzie wprowadzenie obowiązkowych rad szkół od września 2028 roku. W ich skład wejdą w równych proporcjach rodzice, uczniowie i nauczyciele.
"Dajemy szkołom dwa lata na przygotowanie" – zaznaczyła Barbara Nowacka.
Rady mają współdecydować m.in. o statucie szkoły, planie finansowym i najważniejszych sprawach dotyczących jej funkcjonowania.
Ministerstwo chce też uporządkować kwestie kar i działań wychowawczych. Po raz pierwszy mają być one jasno opisane w ustawie. To efekt długiej dyskusji o tym, że szkoła już nie oceni wyglądu i MEN będzie ustawa o rzeczniku praw ucznia, a także szerszych zmian, w ramach których koniec wtrącania się nauczycieli w wygląd uczniów – MEN pozwoli na to tylko w jednym przypadku.
"Najpierw rozmowa, kontakt, zaangażowanie rodziców. Kiedy to nie wystarczy, dyrektor może wszcząć postępowanie i wymierzać kary. Kładziemy kres praktykom, które nie mają podstawy prawnej" – podkreśliła szefowa MEN.
Celem – jak zaznacza – nie jest karanie, tylko wychowanie uczniów.
Poparcie koalicji rządzącej
Projekt popiera większość klubów parlamentarnych, w tym Koalicja Obywatelska i Lewica. Posłanka Dorota Łoboda zwraca uwagę, że zmiany są odpowiedzią na potrzeby młodych ludzi.
"Uczennice i uczniowie są coraz bardziej świadomi swoich praw, chcą mieć wpływ na szkolną rzeczywistość. Prawa człowieka, godność człowieka, nie zostają zawieszone po przekroczeniu progu szkoły".
Z kolei Dorota Olko uważa, że projekt jest dobry, ale wymaga poprawek, np. skrócenia czasu zatarcia kar.
Ostra krytyka ze strony opozycji
Projekt spotkał się też z mocnym sprzeciwem części polityków. Zbigniew Dolata z Prawa i Sprawiedliwości złożył wniosek o odrzucenie ustawy już w pierwszym czytaniu.
"To jest projekt antyszkolny, antypolski, antynauczycielski" – ocenił.
Dodał:
"Ten projekt jest dokładnie odzwierciedleniem tego, co myślicie o nauczycielach. Skoro trzeba wprowadzać ekstraordynaryjny system rzeczników praw ucznia (...), to znaczy, że w polskiej szkole zdiagnozowaliście jakąś dramatyczną patologię, której sprawcami jesteśmy my, nauczyciele”.
Podobny ton krytyki słychać było już wcześniej – w sprawie edukacji zdrowotnej rodzice pominięci w decyzji MEN, Morawiecki nie zostawia suchej nitki na nowych przepisach, zarzucając resortowi ignorowanie głosu rodziców. W odpowiedzi na podobne ataki ze strony konserwatystów Nowacka zareagowała na tyradę Jędraszewskiego, „zwyczajny hejter w sutannie”, broniąc jednocześnie polskich nauczycieli.
Zastrzeżenia ma także Konfederacja. Witold Tumanowicz ostrzega przed problemami w małych szkołach:
"Już dziś trudno zebrać aktywną radę rodziców, a teraz dokładacie kolejny organ, który będzie opiniował, współdecydował i blokował decyzje. W małych szkołach to może się skończyć zwyczajnym paraliżem".
Co dalej z projektem ustawy
Większość sejmowych klubów opowiedziała się za dalszymi pracami nad ustawą. Ostateczne decyzje zapadną w kolejnych etapach legislacyjnych.
Projekt już teraz budzi duże emocje, bo dotyczy milionów uczniów, rodziców i nauczycieli w całej Polsce.
Zobacz także
Źródło: wiadomosci.dziennik.pl
