matka i ojciec z dzieckiem na rękach
Ojcowie być może chcieliby się angażować, ale partnerki im to utrudniają. fot. Gustavo Fring/Pexels

Matki mówią o braku zaangażowania ojców, ale druga strona tej historii brzmi zupełnie inaczej. Coraz więcej mężczyzn twierdzi, że chce być obecnymi i aktywnymi rodzicami, ale nie dostaje na to przestrzeni. Głos w tej sprawie zabrał pediatra, prof. Wojciech Feleszko, który wprost mówi o tym, co jego zdaniem dzieje się dziś w wielu domach.

REKLAMA

Wiele współczesnych matek narzeka, że ich partnerzy, będący ojcami, wcale nie są zaangażowanymi rodzicami. Pojawiają się zarzuty, że mimo zmian społecznych zachodzących w ostatnich latach, wielu mężczyzn nadal nie jest – lub nie chce być – czułymi, opiekuńczymi i aktywnymi ojcami.

Z kolei panowie często podkreślają, że problem wynika z braku komunikacji – ich partnerki nie mówią wprost o swoich oczekiwaniach. Wspominają też o wielu godzinach spędzanych w pracy czy podejmowaniu dodatkowych zajęć zarobkowych. Niektórzy odpowiadają na te zarzuty jeszcze inaczej – twierdząc, że ich nadopiekuńcza matka i jej najpopularniejsze zachowania nie pozwalają im w pełni zaangażować się w ojcostwo.

Prof. Feleszko: tatusiowie zostali zepchnięci na boczną pozycję

O podobnym zjawisku niedawno mówił prof. Wojciech Feleszko, pediatra aktywnie edukujący swoich obserwatorów w mediach społecznościowych. Lekarz wziął udział w podcaście "Lepszy Klimat", prowadzonym przez dziennikarkę Paulinę Górską.

W jednym z fragmentów powiedział wprost: "Uważam, że dzisiejsi ojcowie […] zostali zepchnięci przez tę matczyną odpowiedzialność i przez galopujący feminizm gdzieś na taką pozycję boczną, nie do końca mającą wiele do powiedzenia w domach. Ja wiem, że się narażam teraz. I że pójdą słowa krytyki, ale wierzcie mi Państwo ci tatusiowie czasami są bardziej racjonalni, niż nam się wydaje i lepiej zorientowani niż nam się wydaje. I że ich głos jest, moim zdaniem, za mało słyszalny" – przyznał pediatra, który nie ukrywa, że takie obserwacje wynosi również z gabinetu, gdy spotyka się z małymi pacjentami.

Prowadząca podcast zgodziła się i dodała, że często głos taty jest głosem spokoju i rozsądku – mniej emocjonalnym niż ten należący do mamy, która w kwestiach zdrowia dziecka bardzo się przejmuje i bywa skłonna do nadmiernego niepokoju. Tymczasem badania pokazują, że ojcowie są o niebo bardziej zaangażowani w wychowanie dzieci niż jeszcze pokolenie czy dwa temu – sami panowie deklarują, że spędzają z dziećmi po kilka godzin dziennie i chcieliby jeszcze więcej.

Dalej prof. Feleszko odniósł się również do własnych doświadczeń rodzicielskich: "Ja się usprawiedliwię. Bo ja byłem samotnym tatą z dwójką dzieci małych przez 2 lata i naprawdę ten tata potrafi być odpowiedzialny i zadbać o te wszystkie ważne rzeczy" – powiedział szczerze.

Dodał, że czasem wystarczy, by mama dziecka nieco odpuściła – dała partnerowi przestrzeń do działania, bez ciągłego oceniania, poprawiania i odbierania mu poczucia sprawczości. To zjawisko, w którym ojcowie i matki nie są traktowani jednakowo, działa zresztą w obie strony – z jednej strony tata bywa wychwalany za drobiazgi, z drugiej rzadko dopuszcza się go do równorzędnej decyzyjności w codziennych sprawach dziecka.

Kobiety same trochę do tego doprowadziły

Dziś matki są bardzo świadome, odpowiedzialne i zdeterminowane, by wychowywać dzieci jak najlepiej. W tej trosce łatwo jednak zapomnieć, że nie są w tym same. Część postaw, w których partnerzy wycofują się z zaangażowania, może wynikać właśnie z wcześniejszych doświadczeń – ciągłego słyszenia, że robią coś nie tak, że są poprawiani i krytykowani. Z czasem rodzi to poczucie, że cokolwiek zrobią, i tak będzie niewystarczające.

Nawet na przykładzie dzieci widać wyraźnie, że nieustanne wytykanie błędów i brak akceptacji prowadzą do utraty wiary w siebie i spadku motywacji. Człowiek przestaje się starać, wycofuje się, oddaje pole komuś, kto – przynajmniej w jego odczuciu – „robi to lepiej". Za takimi mechanizmami często stoją lęk, presja i ogromne poczucie odpowiedzialności, które w przypadku wielu matek pozostaje bez realnego wsparcia czy równoważenia.

Warto jednak zaznaczyć, że źródła tego napięcia nie da się sprowadzić wyłącznie do feminizmu. Uważam, że w dużej mierze jest ono efektem czasów, w których żyjemy. Dostęp do ogromnej ilości wiedzy, poradników, opinii ekspertów i innych rodziców sprawia, że wychowanie dzieci staje się obszarem nieustannej analizy i porównywania się. Świadomość rośnie – ale razem z nią rośnie też lęk przed popełnieniem błędu.

Rodzice, a szczególnie matki, czują presję, by robić wszystko najlepiej, najzdrowiej, najbardziej świadomie. Nie bez powodu mówi się, że żadne pokolenie matek nie było tak wypalone jak my – łączenie pracy zawodowej, domu i wychowywania dzieci zgodnie z najnowszą wiedzą psychologiczną prowadzi do permanentnego zmęczenia. To właśnie ta presja wywierana na mamy i nadmiar informacji często prowadzą do napięć w relacjach i trudności w oddaniu części kontroli drugiemu rodzicowi – nawet jeśli bardzo by się tego chciało.

Osobiste wyznanie pediatry: "Wiem, czym jest nocne wstawanie"

W komentarzu pod fragmentem rozmowy lekarza z dziennikarką, pojawił się jego dodatkowy komentarz: "Szanowni Państwo, żeby uprzedzić dalsze spekulacje o tym, co tatusiowie wiedzą – pozwólcie, że podzielę się osobistym doświadczeniem. Przez dwa lata byłem samotnym tatą dwóch małych dzieci po tym, jak ich mama zginęła tragicznie.

Wiem, czym jest nocne wstawanie, zaczynanie dnia od gotowania kaszki, karmienie, choroby, spacery, zakupy, pranie, gotowanie i kończenie dnia wspólnym czytaniem książeczek przy łóżeczkach. Dlatego gdy mówię o ojcostwie, nie mówię z pozycji obserwatora.

Mówię z doświadczenia. I bardzo bym chciał, żebyśmy w rozmowie o rodzicielstwie nie odsuwali ojców na bok. Bo wielu z nich naprawdę jest obecnych, czułych i KOMPETENTNYCH".