smutny samotny chłopiec siedzi na krześle, chowa twarz w dłoniach
Dzieci nie zawsze chcą obarczać rodziców swoimi problemami albo się zwierzać. fot. Pexels

Słyszymy od dziecka, że w szkole było "dobrze". I na tym często kończy się nasza czujność, bo przecież dziecko mówi spokojnym głosem i wygląda na szczęśliwe. Tymczasem za tym jednym słowem może kryć się codzienność, o której nie mamy pojęcia i która dzieje się tuż obok nas.

REKLAMA

Słyszymy, że w szkole było "dobrze"

O przemocy rówieśniczej wciąż mówi się zbyt mało. Zbyt rzadko dorośli na nią reagują i znajdują czas oraz uważność, by jej przeciwdziałać. Dzieci i nastolatki również nie zawsze sygnalizują, że doświadczają przemocy ze strony rówieśników. Wstydzą się, nie chcą sprawiać rodzicom problemów, wierzą, że uda im się to przeczekać albo że są wystarczająco silne.

Ostatnio w mediach sporo mówiło się o szokujących przypadkach przemocy rówieśniczej, która czasami kończy się interwencją policji, a czasami – niestety – odebraniem sobie życia przez ofiarę. Wystarczy wspomnieć o sytuacji z Trójmiasta z udziałem 15-latków czy o śmierci 14-latka, który przez dłuższy czas był regularnie nękany w szkole.

Jako matka często zastanawiam się, czy jestem wystarczająco uważna, czy dbam o relację i buduję zaufanie ze swoimi dziećmi na tyle, by w sytuacji kryzysowej przyszły do mnie i zwierzyły się ze swoich problemów. Chcę wierzyć, że wiedzą, iż mają we mnie oparcie i bezpieczną przystań, i że zawsze będę je wspierać oraz reagować na wszelką krzywdę – także wtedy, gdyby to one ją komuś wyrządzały.

O perspektywie rodzica, którego dziecko może być ofiarą przemocy rówieśniczej, napisał też Krzysztof, twórca bloga Tata i dzieciaki. Mężczyzna na swoim koncie na Facebooku napisał następująco:

"Wyobraź sobie że przychodzi ze szkoły twoje dziecko, uśmiechnięte, zadowolone, pytasz się jak było w szkole, odpowiada że dobrze, tak jak zawsze... patrzysz na nie i przez chwilę czujesz spokój, że wszystko jest okej, że daje radę, że nic złego się nie dzieje… a ono stoi przed tobą i kłamie pierwszy raz tak naprawdę, nie po to żeby coś ukryć, tylko po to żeby jakoś przetrwać" – czytamy.

Wszystko zaczyna się od tego, co w domu

Jako rodzic od razu myślę o swoich dzieciach i wielu sytuacjach, kiedy odpowiadały, że w szkole było "okej", "fajnie", "w porządku". Nie zawsze jest to prawda. Im starsze dziecko, tym częściej pojawia się potrzeba, by coś ukryć, nie mówić o wszystkim rodzicom. Bloger pisze:

"Zamyka się w swoim pokoju, cicho, bez słowa, siada na łóżku i w tej ciszy wraca wszystko, śmiech z korytarza, szepty za plecami, jedno zdanie rzucone niby dla żartu, które trafia dokładnie tam, gdzie boli najbardziej, spojrzenia innych dzieci, które zostają w głowie dużo dłużej niż lekcje, i nagle twoje dziecko siedzi samo i próbuje zrozumieć, co z nim jest nie tak, zaczyna patrzeć na siebie oczami tych, którzy je zranili i powoli zaczyna wierzyć, że może naprawdę jest gorsze".

I muszę przyznać, że dziś wydaje mi się, że wychowuję dzieci tak, by przyszły i powiedziały mi o swoich doświadczeniach. Chcę w to wierzyć, bo staram się być zaangażowaną mamą, która dużo rozmawia, jest szczera i daje przestrzeń do wypowiedzi. Nie wiem jednak, na ile moje starania przyniosą efekty za 5 czy 7 lat, kiedy moje dzieci będą nastolatkami.

Mężczyzna podkreśla coś, co daje mi pewną ulgę, bo mam poczucie, że robię to, co powinnam: "Bo to zaczyna się w domu, w naszych słowach, w tym jak mówimy o innych, jak reagujemy, z czego się śmiejemy, dzieci patrzą i uczą się, że tak wolno, a potem idą do szkoły i robią to samo komuś, kto wraca do domu i mówi było dobrze, a potem siedzi w ciszy i składa się w środku.

[...] Usiądź dziś ze swoim dzieckiem i powiedz mu jasno, że nie zgadzasz się na wyśmiewanie, na poniżanie, na robienie z kogoś 'tego gorszego', bo któregoś dnia ktoś usiądzie obok twojego dziecka w ławce i będzie miał wpływ na to, z czym wróci do domu, czy z prawdziwym uśmiechem... czy z takim, który tylko udaje, że nic się nie stało".

I tu jest apel do wszystkich rodziców. Nie odwracajcie wzroku, nie zamiatajcie problemów pod dywan, nie lekceważcie sygnałów. Każda, nawet najdrobniejsza rzecz, która budzi w was lęk, niepewność czy brak spokoju, zwykle jest istotna. To ta osławiona rodzicielska intuicja.

Na koniec warto pamiętać, że przeciwdziałanie przemocy rówieśniczej nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś złego. Zaczyna się dużo wcześniej – w codziennych rozmowach, w uważności na emocje dziecka, w budowaniu relacji opartej na zaufaniu. To proces, który wymaga czasu, konsekwencji i obecności.

Może nie mamy wpływu na wszystko, co spotka nasze dzieci poza domem, ale mamy ogromny wpływ na to, jakie wartości w nich zaszczepimy i czy będą miały odwagę wrócić do nas ze swoim problemem.