mama patrzy w ekran smartfona
Dziś nie sprawdzam grupy szkolnej syna co godzinę i mam spokojniejszą głowę. fot. mamaDu.pl

Bycie idealną mamą wcale nie oznacza siedzenia non stop na klasowym Messengerze i odpowiadania na każde pytanie w kilka minut. Przez długi czas sama wierzyłam, że dobra mama musi być zawsze na bieżąco, także w szkolnych i przedszkolnych tematach. Dopiero zmęczenie pokazało mi, że ta ciągła dostępność nie jest koniecznością, tylko nawykiem, z którego można zrezygnować.

REKLAMA

To szósty odcinek naszego cyklu "Mamo odpuść". Będziemy w nim opisywać, co warto zostawić za sobą, żeby odetchnąć i poczuć spokój w codziennym rodzicielstwie – od odpuszczenia porównań z innymi mamami po pozwolenie sobie na małe niedoskonałości. Bo bycie mamą nie oznacza bycia idealną, a dbanie o siebie to nie luksus, tylko fundament zdrowia psychicznego.

Bycie idealną mamą wcale nie oznacza siedzenia na klasowym Messengerze

Pułapka bycia "zawsze na bieżąco"

Kiedy zostałam mamą, myślałam, że dobry rodzic to taki, który jest zawsze na bieżąco. Z rozwojem dziecka, z informacjami dotyczącymi jego zdrowia, zachowania, emocji. Taki, który odpowiada szybko na pytania innych mam na grupie przedszkolnej, reaguje od razu na prośby szkolnej placówki, nie zapomina o żadnej wizycie u lekarza i żadnej informacji ze szkoły czy przedszkola.

Kiedy moje dzieci poszły do przedszkola, telefon miałam praktycznie w ręku cały dzień. Byłam zestresowana, bo powiadomienia z grup potrafiły wywołać u mnie napięcie, jakby od nich zależało coś bardzo ważnego.

Dziś wiem, że to była kolejna rzecz, którą mogłam sobie odpuścić, żeby móc trochę bardziej na luzie cieszyć się macierzyństwem.

Pełnoetatowa rola w szkolnym Messengerze

Jestem mamą dwójki dzieci w wieku sześciu i ośmiu lat. Pracuję, ogarniam dom, wożę dzieci na zajęcia dodatkowe, odrabiam z nimi lekcje i pilnuję, żeby poszli do dentysty na przegląd raz na pół roku. A mimo tego ogromu obowiązków przez długi czas dorzucałam sobie jeszcze jedną pełnoetatową rolę – bycie stale dostępną w grupach rodziców w przedszkolu i szkole.

Oczekiwałam od siebie, że będę reagować w ciągu kilku minut. Wydawało mi się, że sama chciałabym, żeby na moje zapytania zawsze ktoś szybko odpowiedział, więc ja też będę tak robiła. Myślałam, że jeśli ktoś zada pytanie, ja powinnam od razu odpowiedzieć.

Że jeśli pojawi się komunikat o składce, wydarzeniu, stroju na apel czy zmianie planu, to ja muszę być pierwsza, która to widzi i ogarnia (a wcale nie byłam przewodniczącą trójki klasowej, tylko nadal chyba borykam się z łatką najlepiej przygotowanej uczennicy).

Tyle że życie idzie sobie swoimi torami i okazało się, że nie da się być idealną we wszystkich tych kwestiach.

Jesteśmy zabiegani, a i tak sobie dokładamy zobowiązań

Mamy prace, spotkania, dzieci, które chorują, obowiązki, zakupy, obiady, zwykłe zmęczenie i potrzebę chwili ciszy. A jednak jako rodzice wpadliśmy w dziwną pułapkę funkcjonowania mediów społecznościowych. Jak pokazują historie kobiet opisane w natemat.pl, polskie matki sfrustrowane i wypalone coraz częściej przyznają, że próba dopasowania się do obrazu idealnej mamy-pracowniczki prowadzi je na skraj wytrzymałości.

Wydaje mi się, że ja i wiele innych matek mamy poczucie, że musimy na wszystko reagować od razu, biegiem – tak jak w internecie, gdzie odpowiedzi na wszystko są natychmiastowe.

Presja natychmiastowej odpowiedzi

Zdarzało się, że miałam wrażenie, że jeśli nie odpiszę na jakieś pytanie na Messengerze czy WhatsAppie od razu, to coś przegapię albo w oczach innych będę „tą nieogarniętą mamą". A przecież to tylko komunikator w telefonie.

Z czasem zaczęło mnie to męczyć coraz bardziej. Telefon nie przestawał wibrować, a ja zamiast być z dziećmi, byłam mentalnie w kolejnych wiadomościach. Nie jestem zresztą w tym odosobniona – gdy ostatnio przeczytałam tekst z pytaniem, czy rodzic musi należeć do grupy klasowej, to irytujące powiadomienia potrafią skutecznie wyprowadzić z równowagi, uświadomiłam sobie, że wiele matek przechodzi przez dokładnie to samo.

Zaczęłam też zauważać coś jeszcze. Im szybciej rejestrowałam informacje o różnych wydarzeniach w szkole, tym mniej przestrzeni zostawiałam synowi na bycie odpowiedzialnym.

Zanim powiedział mi o ocenie, już ją widziałam w e-dzienniku. Nim poinformował mnie, że na jutro potrzebuje na lekcje farby, ja już to wiedziałam z grupy dla matek.

Jak cyfrowa dostępność odbiera dzieciom samodzielność

Kiedyś o wielu sprawach szkolnych dowiadywaliśmy się na zebraniach czy z notatek, które dzieci robiły na lekcjach. Uczniowie musieli sami pamiętać o zadaniach, terminach, składkach. Dziś wszystko jest podane na czacie, często kilkukrotnie przypomniane i dokładnie omówione.

I choć to często jest wygodne, to jednocześnie odbiera dzieciom część samodzielności. O tym, że stałam się niewolnikiem szkolnej aplikacji, tak wychowamy ułomne pokolenie, pisało już zresztą wiele mam – i trudno odmówić im racji. A potem dziwimy się, że nasze dzieci nie radzą sobie z organizacją czy odpowiedzialnością.

Olej niektóre zobowiązania, ciesz się spokojem

W pewnym momencie poczułam, że to za dużo i jestem tym byciem na bieżąco przytłoczona. Odpuściłam, ale nie od razu i nie bez wyrzutów sumienia. Na początku miałam wrażenie, że coś tracę i coś mnie omija. Ale szybko okazało się, że świat się nie zawalił.

Dziś sprawdzam te grupy raz w tygodniu, chyba że ktoś mnie imiennie gdzieś oznaczy. Tyle wystarczy, żeby nic istotnego mi nie umknęło. Nie reaguję już na wszystko w czasie rzeczywistym. Nie czuję też potrzeby bycia na bieżąco co minutę.

I wbrew obawom, nie stałam się mniej zaangażowaną mamą, ale stałam się spokojniejsza.

Odpuszczanie jako akt troski o siebie

Zyskałam coś, czego wcześniej bardzo mi brakowało: przestrzeń i spokój. Dziś wiem też, że ta ciągła dostępność nie jest niezbędna. To raczej nawyk, który sama sobie stworzyłam i wiem, że wiele matek też chce być takich idealnych i ze wszystkim się wyrabiać. Psycholożki od dawna powtarzają, że żadne pokolenie matek nie było tak wypalone jak my – i ja sama doświadczyłam tego na własnej skórze. A przecież nie wszystko musi być na już.

Nie jestem osobą, która lubi ignorować ludzi, wręcz przeciwnie. Jestem empatyczna, chętna do pomocy, lubię być życzliwa i obecna. Ale nie chcę już być uwiązana do telefonu i mieć poczucia winy, że nie odpisałam w pięć minut.

Ważniejsze dla mnie są dzieci, które potrzebują mnie tu i teraz. Praca, która wymaga skupienia. Dom, który trzeba ogarnąć. I ja sama, bo też potrzebuję czasami chwili oddechu.

I dlatego zwracam się też do innych matek: odpuśćcie sobie bycie zawsze dostępnymi dla wszystkich. Nie musisz być idealną matką każdego dnia – najbardziej musicie być dostępne dla swoich dzieci, reszta sobie jakoś poradzi.