
Katarzyna Lubnauer poinformowała o wzroście liczby nauczycieli i spadku wakatów w szkołach. Dane rzeczywiście pokazują poprawę, ale kryje się za nimi niepokojący trend. Przybywa głównie nauczycieli po 60. roku życia, a młodzi nadal nie chcą pracować w zawodzie.
MEN ogłasza poprawę sytuacji. Według danych przedstawionych przez wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer, sytuacja kadrowa w szkołach zaczyna się poprawiać.
„Informuję, że w SIO odnotowano wzrost zatrudnienia nauczyciel i jednoczesne zmniejszenie liczby wakatów wykazywanych zgodnie z przepisami na stronach kuratoriów oświaty" – napisała wiceministra Lubnauer w odpowiedzi na interpelację posła Marcina Józefaciuka w sprawie reformy edukacji „Kompas Jutra" i warunków pracy nauczycieli.
Wzrost zatrudnienia nauczycieli — co mówią liczby?
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak dobra wiadomość dla uczniów i rodziców. Dane Systemu Informacji Oświatowej pokazują, że liczba nauczycieli faktycznie wzrosła. Robert Górniak, autor profilu „Dealerzy Wiedzy" i dyrektor jednej ze szkół w woj. śląskim, wylicza:
„W roku szkolnym 2025/26 zarejestrowanych jest 732 857 nauczycieli, czyli o niemal 7 tys. więcej w porównaniu z rokiem 2024/25, gdy było ich 725 984".
Niestety, skala tego wzrostu budzi wątpliwości: „To chyba ten wzrost, który odnotowała ministra, ale czy jest się czym chwalić, jeśli jest to wzrost o zaledwie 0,96 procent?".
Wzrost tylko wśród najstarszych nauczycieli
Największe zaskoczenie kryje się w strukturze wiekowej nauczycieli.
„Ten wzrost o 7 tysięcy dotyczy nauczycieli po sześćdziesiątce. Było ich rok temu 58 523, a jest 65 663".
To oznacza, że polska szkoła szuka ratunku coraz głębiej w grupie najstarszych pracowników — system edukacji coraz bardziej opiera się właśnie na nich.
„Tak więc udział osób 61+ w rynku pracy nauczycieli skoczył z 8 do niemal 9 procent. Co jedenasty belfer jest w wieku emerytalnym!" – podsumowuje Górniak.
Dlaczego brakuje młodych nauczycieli? Skutki strajku i pandemii
Problem nie jest nowy. Nauczyciele odchodzą ze szkół od lat — odpływ zaczął się już po strajku w 2019 roku. W czasie pandemii sytuacja jeszcze się pogorszyła — wielu nauczycieli zdecydowało się opuścić zawód.
Jacek Pruciak, dyrektor II Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Konopnickiej w Katowicach, tłumaczy: „Nie chcieli ryzykować zdrowia, a przestawienie się na nauczanie online było dla nich trudniejsze niż dla młodszych koleżanek i kolegów".
Niskie zarobki i rosnące przeciążenie
Mimo podwyżek i prób poprawy wizerunku zawodu, młodzi ludzie nie wybierają pracy w szkole. Wielu obserwatorów wskazuje, że nauczyciele wściekli o podwyżki tracą z oczu inny, równie poważny problem — coraz większe przeciążenie pracą, które całkowicie umyka statystykom MEN.
Pytanie o to, ile zarabiają nauczyciele — i dlaczego pensje startowe odstraszają młodych od zawodu — pozostaje jednym z kluczowych w debacie o kryzysie kadrowym.
Luka pokoleniowa się pogłębia — system na krawędzi
To oznacza, że luka pokoleniowa się pogłębia, a system opiera się na osobach, które wkrótce mogą odejść na emeryturę. Warto przy tym pamiętać, że zmiany w siatce godzin wprowadzone przez MEN oznaczają, że nauczyciele w nowym roku szkolnym stracą pracę w określonych specjalnościach — co paradoksalnie współistnieje z poważnymi brakami kadrowymi w innych.
Choć statystyki pokazują wzrost zatrudnienia, eksperci mają poważne wątpliwości, czy można mówić o sukcesie. Zamiast realnej poprawy sytuacji mamy raczej odsunięcie problemu w czasie — dzięki pracy najstarszych nauczycieli.
Zobacz także
Źródło: katowice.wyborcza.pl
