
Coraz więcej dorosłych wraca do rzeczy, które kojarzą się z dzieciństwem – od zabawek po dawne pasje. Kim są kidultsi i dlaczego ten trend rośnie tak szybko? Okazuje się, że chodzi o coś więcej niż tylko sentyment na czasów dzieciństwa.
Jeszcze niedawno dorosłość miała dość jasno określone ramy. Stabilna praca, własne mieszkanie, rodzina, odpowiedzialność. Dziś ten obraz coraz częściej się rozmywa. Pojawia się nowa grupa dorosłych, którzy – choć funkcjonują w świecie obowiązków – świadomie sięgają po rzeczy kojarzone z dzieciństwem.
Kolekcjonują zabawki np. Labubu, układają klocki LEGO, oglądają kreskówki, wracają do dawnych, dziecięcych pasji albo śpią w piżamach-pajacykach z nosorożcem. Co więcej, wcale się z tym nie kryją, wprost przeciwnie. To właśnie kidultsi.
Kim są kidultsi i skąd wzięła się ta nazwa?
Samo słowo powstało z połączenia dwóch angielskich wyrazów: „kid" (dziecko) i „adult" (dorosły). Oznacza osoby dorosłe, które zachowują lub świadomie pielęgnują zainteresowania i styl życia kojarzony z dzieciństwem.
Nie chodzi tylko o zabawki czy gadżety. Kidultsi to szersze społeczne zjawisko – sposób funkcjonowania, w którym dorosłość nie musi oznaczać rezygnacji z przyjemności, lekkości, spontaniczności i beztroski, czyli wszystkiego tego, co kojarzy się z dzieciństwem. Kidultsi celebrują dziecięce postawy, wracają do rzeczy, które dają im poczucie bezpieczeństwa i przyjemne skojarzenia.
Jak wyjaśnia w rozmowie z Twoim Stylem (04/2026) socjolożka Katarzyna Krzywicka-Zdunek z pracowni IR Center, u podstaw tego zjawiska leży nostalgia. Dorośli tęsknią za poczuciem bezpieczeństwa i beztroską, które kojarzą z dzieciństwem.
– To powrót do emocji związanych ze stabilnością i spokojem, ale w pewnym sensie przefiltrowany przez pamięć. Wspominamy przede wszystkim to, co było dobre, pomijając trudniejsze momenty. Taka zromantyzowana przeszłość staje się dla wielu osób punktem odniesienia w dzisiejszym, bardziej niepewnym świecie – tłumaczy ekspertka.
Dodaje też, że właśnie dlatego popkultura coraz częściej sięga po motywy z przeszłości i produkty, które kiedyś były uznawane za typowo dziecięce. Dorośli chętnie do nich wracają, bo odpowiadają one na realną potrzebę emocjonalną. Nie bez powodu trend na 2026 rok wywołuje emocje – milenialsi odnajdują w nim swoje dzieciństwo, szukając odskoczni od przebodźcowanego cyfrowego świata.
Powrót do dzieciństwa – nie bez powodu
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak zwykła moda albo chwilowy trend – np. ten z masowym kupowaniem przez dorosłych Labubu. W rzeczywistości stoi za tym coś więcej.
Eksperci zwracają uwagę na silny komponent emocjonalny. Powrót do rzeczy z dzieciństwa daje poczucie bezpieczeństwa, redukuje stres i pozwala na chwilę wyjść z dorosłych problemów. Dzieje się tak, bo wspomnienia z dzieciństwa, które kształtują nas na całe życie, są emocjonalnie silne i trwałe – skojarzenia z bezpieczeństwem i spokojem zostają z nami na długo.
To szczególnie widoczne było w czasie pandemii, kiedy wiele osób zaczęło szukać prostych, znanych form spędzania czasu. Z jednej strony to nostalgia. Z drugiej – sposób radzenia sobie z napięciem.
Dorośli kupują zabawki – dla siebie
Zjawisko jest na tyle silne, że widać je nawet w liczbach. Według raportów rynek tzw. „kidultów" w Europie wart był już kilka miliardów euro, a dorośli coraz częściej kupują zabawki dla siebie, nie dla dzieci.
Klocki, figurki, puzzle, gry planszowe – to już nie tylko domena najmłodszych. To sposób na relaks, hobby, a czasem nawet element stylu życia. Dobrym przykładem jest rosnąca popularność zestawów LEGO dla dorosłych: klocki LEGO cieszą się ogromną popularnością zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych, a producenci wprost tworzą kolekcjonerskie modele z oznaczeniem 18+.
Popkultura i marketing tylko wzmacniają ten trend, tworząc produkty kierowane jednocześnie do dzieci i dorosłych – jak choćby Labubu, które jest równie chętnie kolekcjonowane przez trzydziesto- i czterdziestolatków.
Styl życia czy ucieczka od dorosłości?
I tu pojawia się najważniejsze pytanie: czy bycie kidultem to świadomy wybór, czy raczej próba ucieczki od dorosłości? Odpowiedź na to pytanie nie jest niestety jednoznaczna.
Z jednej strony mamy osoby, które łączą obowiązki z pasjami. Pracują, podejmują decyzje, ale nie rezygnują z rzeczy, które sprawiają im przyjemność. Warto przy tym pamiętać, że to, co poświęcamy w imię pracy, bywa naprawdę kosztowne – a kidultyzm może być właśnie odpowiedzią na tę cenę: sposobem na odbudowanie przestrzeni dla siebie.
Z drugiej strony są też tacy, którzy mają trudność z wejściem w dorosłe role. Odkładają decyzje, unikają odpowiedzialności, wolą pozostać w bezpiecznym świecie znanych schematów – a to już jest zachowanie patologiczne.
Nowa definicja dorosłości
Być może największą zmianą jest to, że sama definicja dorosłości się przesuwa. Coraz mniej chodzi o spełnianie konkretnych etapów życia w „odpowiednim czasie", a bardziej o indywidualne wybory.
Kidultsi wpisują się w ten trend. Pokazują, że można być dorosłym i jednocześnie pozwalać sobie na rzeczy, które kiedyś uznawano za niedojrzałe. Powrót do dziecięcej radości, zabawy czy kreatywności może być sposobem na zachowanie równowagi w świecie, który stawia przed nami coraz więcej wymagań.
Jak podkreślają eksperci zajmujący się tym zjawiskiem, kluczowe jest jedno – czy potrafimy łączyć jedno z drugim. Bycie dorosłym nie musi oznaczać rezygnacji z tego, co kiedyś sprawiało nam przyjemność. Ważne, aby to był dodatek do życia, a nie jego cel sam w sobie.
Zobacz także
