uczniowie pracują na lekcji w klasie
Uczniom zakazuje się korzystania z toalety na lekcjach. fot. This And No Internet 25/Pexels

Nauczyciele stają przed trudnym wyborem między dyscypliną a zaufaniem do uczniów. Otwartość pedagogów bywa wykorzystywana, a granice między swobodą a nadużyciem bywają bardzo cienkie. W efekcie proste prawa do picia czy wyjścia do toalety stają się źródłem konfliktów i napięć w klasie.

REKLAMA

Uczniowie wykorzystują otwartość nauczycieli?

Kiedy chodziłam do szkoły, zdarzali się nauczyciele, którzy nie pozwalali uczniom wychodzić do toalety podczas lekcji. Pamiętam, że jedna polonistka w gimnazjum oburzała się nawet wtedy, gdy tylko 1–2 osoby w ciągu 45 minut zgłaszały potrzebę wyjścia. Zawsze wspominałam to jako przykład traktowania uczniów jak robotów – nie można było pić, jeść ani iść do łazienki w trakcie zajęć.

Ostatnio jednak spotkałam znajomą ze studiów, która jest nauczycielką w szkole podstawowej, i trochę zrozumiałam perspektywę nauczycieli. Opowiedziała mi o klasie, w której uczniowie nagminnie wykorzystywali fakt, że pozwalała na lekcjach pić i korzystać z toalety bez pytania o zgodę. Skończyło się tak, że uczniowie nadużywali jej otwartości, wychodząc z lekcji na 30 minut i spędzając czas w toalecie np. na scrollowaniu mediów społecznościowych.

Przyznała, że myślała, iż uda jej się wypracować z uczniami partnerską relację, ale okazało się, że dzisiejsi uczniowie bywają bezczelni, roszczeniowi i nadużywają dobrych chęci pedagogów, którym zależy na stworzeniu komfortowych warunków pracy na lekcjach.

Pewnie jej przykre doświadczenia to tylko ułamek sytuacji i nie ma co generalizować wobec wszystkich uczniów. Ale nie zmienia to faktu, że jest to trudna kwestia – jedni nauczyciele potrafią ją rozwiązać, a inni muszą wprowadzać listę zakazów, bo inaczej, ich zdaniem, nie da się prowadzić lekcji.

Dasz im palec, chcą całą rękę

Ostatnio przeczytałam na Threads post o podobnym problemie. Użytkowniczka o nicku @debora._.niewiadomska napisała:

„Myślałam sobie ostatnio o absurdalnych sytuacjach w szkole i przypomniało mi się, jakie odkrywcze było dla mnie, gdy w liceum pozwalano nam pić w trakcie lekcji. Jakby to było coś niesamowitego. W gimnazjum, czy podstawówce nawet stawiano za to uwagę do dziennika. Teraz wydaje mi się to absurdalne. Przecież jak chce ci się pić, to łatwiej ci się rozproszyć podczas lekcji. Nie mówię już o korzystaniu z toalety. Absurd, że o podstawowe potrzeby trzeba walczyć".

Ta kobieta ma sporo racji – dla pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków normalne było, że trzeba było iść do toalety na przerwie między lekcjami, bo później pedagodzy nie zawsze chcieli wypuszczać z klasy. Z dzisiejszej perspektywy jest to szokujące, bo oznaczało zabranianie zaspokajania podstawowych potrzeb fizjologicznych. Z drugiej strony, w komentarzach jedna nauczycielka napisała:

„[...] I pielgrzymki siku. Od razu po dzwonku na lekcję. To mnie denerwuje, ale puszczam. Mój rekord ostatnio to 15 osób na jednej lekcji z wycieczką do toalety. Musiałam nadać uczniom numerki (!) jak w kolejce do urzędu, bo mamy taką zasadę, że wypuszczamy pojedynczo, żeby uniknąć głupich żartów czy nieprzyjemnych sytuacji (bo były)".

Kiedy dobra wola nauczyciela staje się pułapką

Takie przykłady pokazują, że uczniowie często nadużywają tych praw, więc nauczyciel nie jest od ratowania świata i nie mając innych sposobów rozwiązania sytuacji, z braku laku zakazuje wyjść w ogóle.

Autorytet pedagoga i roszczeniowość uczniów

Problem z nadużywaniem swobód wpisuje się w szerszy kryzys autorytetu w polskiej szkole. W środowisku pedagogicznym coraz głośniej mówi się o tym, że nauczyciele boją się szkoły bez jedynek bardziej niż uczniów – rodziców, bo stawianie wymagań – czy to w kwestii ocen, czy zasad zachowania – coraz częściej kończy się konfliktem. To samo zjawisko dostrzegają wykładowcy akademiccy, którzy opisują pokolenie Z w oczach wykładowców akademickich jako przewrażliwione i wymagające, a podtrzymanie ich uwagi i respektowania zasad przez 45 minut staje się prawdziwym wyzwaniem.

Granice, zasady i wzajemny szacunek

Z jednej strony zrozumiałe jest, że nauczyciele muszą pilnować porządku i nie dać się wykorzystać, ale z drugiej – uczniowie powinni móc zaspokajać podstawowe potrzeby fizjologiczne bez strachu przed konsekwencjami. Eksperci podkreślają, że szkoła nie może obejść się bez dyscypliny – nie jako kary czy przymusu, ale jako ram, dzięki którym dzieci uczą się odpowiedzialności i szacunku. To delikatna równowaga, która wymaga od pedagogów zarówno wyczucia, jak i konsekwencji. Być może kluczem jest właśnie wzajemny szacunek i jasne zasady, dzięki którym nikt nie czuje się ograniczony ani wykorzystywany.