uczennice na szkolnym korytarzu czytają kartki na tablicy informacyjnej
Uczniowie wg prawicy będą deprawowani nowym podręcznikiem do edukacji zdrowotnej. fot. javier trueba/Unsplash

Spór o edukację zdrowotną w szkołach wciąż trwa, a decyzja o jej obowiązkowości wciąż nie zapadła. Kontrowersje wywołał nie tylko sam przedmiot, ale też projekt podręcznika przygotowany przez środowisko medyczne. Prawica ostro krytykuje jego treści, zarzucając ideologizację i niewłaściwe podejście do kwestii płciowości.

REKLAMA

Sprzeciw prawicy wobec edukacji zdrowotnej

Sytuacja związana z edukacją zdrowotną w szkołach wciąż pozostaje napięta. Mimo że przedmiot jest realizowany w placówkach od września 2025 roku, niewielu uczniów jest na niego zapisanych. Ministerstwo Edukacji Narodowej podkreśla jednak, że to ważny i potrzebny element kształcenia we współczesnym świecie.

Szefowa MEN oraz jej zastępcy zaznaczają, że jeśli młodzież nie zdobędzie wiedzy o zdrowiu psychicznym, emocjach czy tożsamości płciowej w szkole, będzie szukać jej w mediach społecznościowych, co może wiązać się z dużym ryzykiem.

Decyzja o obowiązkowości wciąż odwlekana

Od kilku tygodni pojawiają się zapowiedzi, że resort edukacji w końcu podejmie decyzję, czy edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa od roku szkolnego 2026/2027. Takie stanowisko od dawna prezentuje m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując na pogarszającą się kondycję psychiczną młodego pokolenia. Szefowa MEN, Barbara Nowacka, deklarowała, że rozstrzygnięcie w tej sprawie zostanie ogłoszone do końca kwietnia, jednak jak dotąd taka informacja nie została oficjalnie opublikowana.

Pierwotna decyzja o nieobowiązkowym charakterze przedmiotu miała złagodzić napięcia po stronie opozycji, która wskazywała, że wprowadza on do szkół — w ich ocenie — szkodliwą ideologię, m.in. treści związane z LGBT+. Skutek był odwrotny do zamierzonego: jak opisywano na mamadu.pl, uczniowie masowo zbojkotowali edukację zdrowotną, a na zajęcia uczęszcza zaledwie około 30 proc. uprawnionych.

Konserwatyści wieszają psy na podręczniku

Obecnie pojawił się kolejny punkt zapalny — podręcznik do edukacji zdrowotnej opracowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Na razie uczniowie i nauczyciele z niego nie korzystają, ponieważ nie uzyskał jeszcze akceptacji resortu edukacji. Publikacja wzbudziła jednak duże zainteresowanie środowisk konserwatywnych. O tym, jak środowiska prawicowe odnoszą się do samego przedmiotu, jeszcze zanim pojawił się podręcznik, szczegółowo pisał natemat.pl — edukacja zdrowotna znalazła się na celowniku prawicy dosłownie od pierwszego dnia jej istnienia w szkołach.

O podręczniku wypowiedziała się była kurator oświaty Barbara Nowak, która określiła treści w książce jako „działania propedofilskie". W jej mediach społecznościowych pojawiły się słowa: „Podręcznik dla nauczycieli edukacji zdrowotnej zamienia ich w edukatorów seksualnych, promotorów tranzycji". Podobną opinię wyraziła Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, która uznała publikację za „instrukcję deprawacji".

Prof. Chazan: „bez macicy kobieta przeżyje"

Podręcznik skomentował również prof. Bogdan Chazan, znany antyaborcjonista, który — jak podaje portal „Wprost" — ubolewał nad pominięciem w nim tematyki zdrowia prokreacyjnego. Zwracał uwagę, że autorzy przedstawiają płciowość jako kwestię indywidualną, podczas gdy z perspektywy biologii jest to zjawisko obiektywne.

Jego zdaniem taka narracja może prowadzić u uczniów do „rzeczywistych zaburzeń tożsamości płciowej, jak samospełniającej się przepowiedni, lokalnych epidemii pomysłów korekty płci". Podsumowując całość publikacji, prof. Chazan stwierdził, że edukacja zdrowotna w takim kształcie może doprowadzić do wychowania „odczłowieczonych robotów, dla których najważniejsze są satysfakcjonujące relacje określane jako 'aktywność seksualna'". Więcej o komentarzach prof. Chazana pisała moja redakcyjna koleżanka w artykule: „Bez macicy kobieta przeżyje". Prof. Chazan kontra nowy podręcznik dla dzieci.

Edukacja zdrowotna nie seksualizuje — przekonuje ekspertka

Warto zaznaczyć, że eksperci zajmujący się edukacją seksualną konsekwentnie podkreślają, że zarzuty o seksualizację dzieci są bezpodstawne. Jak wyjaśnia w rozmowie z mamadu.pl Martyna Wyrzykowska z Fundacji Sexed.pl, edukacja zdrowotna nie seksualizuje dzieci — uczy je stawiać granice. Seksualizacja i edukacja seksualna to pojęcia o przeciwstawnych znaczeniach — pierwsze opisuje krzywdzące przypisywanie cech erotycznych dzieciom, drugie ma im przed tym właśnie chronić.

Spór daleki od zakończenia

Wszystko wskazuje na to, że spór wokół edukacji zdrowotnej nie wygaśnie w najbliższym czasie. Decyzja o ewentualnym wprowadzeniu obowiązkowego przedmiotu może jeszcze bardziej zaostrzyć podziały, które już dziś są wyraźne zarówno wśród polityków, jak i części rodziców.

Trzeba sobie powiedzieć, że powstały podręcznik wcale nie musi być tym, z którego będą korzystali uczniowie i pedagodzy. Ostateczne rozstrzygnięcie resortu edukacji pokaże, czy uda się znaleźć kompromis między różnymi wizjami wychowania i edukacji młodego pokolenia.

Źródło: wprost.pl