Jajko Kinder Niespodzianka
Byliśmy pokoleniem, które czekało, a nie klikało. I może właśnie dlatego pamiętamy więcej. fot. Pexels.com

Urodziłam się w latach 80., dorastałam w 90. – w świecie, w którym zabawki miały znaczenie, a nie tylko cenę. Dziś patrzę na moje 9-letnie dziecko i widzę zupełnie inną rzeczywistość pełną ekranów, konsol i natychmiastowej gratyfikacji. I choć świat poszedł do przodu, coraz częściej mam wrażenie, że coś bardzo ważnego zostało po drodze zgubione.

REKLAMA

Czekanie było częścią zabawy

Pamiętam dobrze to uczucie. Nie samo posiadanie zabawki, ale czekanie na nią. Na urodziny, na święta, na wizytę w sklepie, która kiedyś nie była codziennością, tylko wielkim wydarzeniem. Dziś moje dziecko potrafi dostać nową rzecz tak "po prostu", bez okazji. Kliknięcie, dostawa i gotowe.

A kiedyś? Każda rzecz miała swoją historię jeszcze zanim trafiła do naszych rąk.

Kinder Niespodzianka – emocje ważniejsze niż zawartość

logo
Kinder Niespodzianka Pixabay

Nie chodziło tu o czekoladę. Chodziło o to żółte jajeczko w środku i pytanie: co znajdę tym razem? Składanie tych maleńkich zabawek, kolekcjonowanie, wymienianie się na przerwach, szukanie brakujących elementów, dawało nam ogromną frajdę.

Dziś zabawki są większe, droższe, bardziej "zaawansowane". Czy jakiekolwiek dziecko dziś ekscytuje się kawałkiem plastiku złożonym z trzech części tak, jak my wtedy? Odpowiedź jest prosta. Nie.

Karteczki? Ja je uwielbiałam

logo
karteczki magicznelata90.pl

Były jeszcze karteczki do segregatora, małe kolorowe skarby, które zbierało się z taką samą pasją jak dziś leveluje się postaci w grach. Miały różne wzory – pachnące, błyszczące, z postaciami z bajek, zwierzętami, napisami – i każda była ważna. Trzymało się je w specjalnych koszulkach, oglądało, porównywało, wymieniało na przerwach i pilnowało jak największego skarbu. Dla dorosłych to był tylko papier, dla nas – cała kolekcja, powód do dumy i codziennych emocji.

McDonald’s i zabawki, które miały wartość

logo
zabawka z Mc'Donald's Pexels

Wyjście do McDonald'sa było kiedyś wydarzeniem. Zabawki z zestawów nie były przypadkowe. Były częścią kolekcji. Dzieci je zbierały, wymieniały się nimi. Dziś? To tylko plastikowy dodatek, który często ląduje w kącie jeszcze tego samego dnia.

Były też segregatory. Były zeszyty. Naklejki, które się zdobywało, nie kupowało hurtowo. Albumy, które uzupełniało się miesiącami. Czasem brakowało jednej jedynej naklejki – i to była tragedia.

Dziś wszystko jest kompletne od razu. Gotowe. Bez historii. A przecież to właśnie historia była najważniejsza.

Zabawa bez prądu, bez Wi-Fi, bez aktualizacji

logo
pluszaki Pixabay

Kiedyś nie było konsol w każdym domu. Nie było internetu na żądanie. Były podwórka i trzepaki. Były patyki, które stawały się mieczami. Były kapsle, które miały większą wartość niż niejeden dzisiejszy gadżet.

Moje dziecko ma dziś dostęp do świata, o którym ja nawet nie marzyłam. A jednak czasem mam wrażenie, że ten świat jest… uboższy.

Kiedyś zabawki zostawały z nami na lata. Nie było ich wiele, ale były tylko nasze. Jedna lalka. Jeden samochód. Jedna gra. I to wystarczało na miesiące, czasem lata. Nadawaliśmy im znaczenie, budowaliśmy wokół nich historie. Dziś rzeczy przychodzą i odchodzą szybciej niż zdążymy się do nich przywiązać.

Patrzę na moje dziecko i wiem, że ono tego nie zrozumie. Tak samo jak ja nie zrozumiem świata, w którym ono dorasta, ale gdzieś w środku czuję, że tamten świat – mniej wygodny, mniej nowoczesny – był bardziej… prawdziwy.

Bo to nie zabawki były najważniejsze, tylko emocje, które im towarzyszyły.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl