
Moja teściowa na początku była zachwycona pieczonym schabem i sernikiem – dopóki nie wiedziała, że pochodzą z lokalnego biznesu garmażeryjnego. Kiedy się o tym dowiedziała, była zaskoczona i przyznała, że są smaczne, ale jej zdaniem szkoda pieniędzy na gotowe dania. Usłyszałam, że "myślała, że jestem gospodynią". No to nie jestem – mi też ma być dobrze w święta, a nie tylko wszystkim wokół.
Matki w końcu stawiają swój komfort na 1. miejscu?
Bardzo lubię gotować i daje mi to poczucie odprężenia, ale świąteczna presja i pośpiech skutecznie odbierają tę przyjemność. Dlatego kiedy wiem, że w danym roku Wigilia czy Wielkanoc odbywają się u mnie w domu, część potraw bez skrępowania zamawiam.
Moja teściowa na początku była zachwycona pieczonym schabem i sernikiem – dopóki nie wiedziała, że pochodzą z lokalnego biznesu garmażeryjnego. Kiedy się o tym dowiedziała, była zaskoczona i przyznała, że są smaczne, ale jej zdaniem szkoda pieniędzy na gotowe dania.
A jak jest u innych kobiet? W moim otoczeniu większość wciąż przed świętami "pracuje na pełnych obrotach". Gotują, pieką, dekorują, a w wielkanocny poranek są skrajnie wykończone.
Wiele razy słyszałam, że to bez sensu i że święta powinny być czasem odpoczynku – ale przy kolejnej okazji wszystko wygląda dokładnie tak samo. "Bo teściowa gada", "Bo domowe najsmaczniejsze", "Bo to wszystko takie drogie" – tłumaczą. Nie znoszą presji.
W internecie jednak coraz więcej kobiet przyznaje, że chętnie korzysta z cateringu, jeśli dzięki temu może naprawdę odpocząć albo spędzić czas z dziećmi. Wiele z nich podkreśla, że ignoruje uszczypliwe komentarze ze strony rodziny. Zwracają też uwagę, że skoro to one organizują święta i zapraszają gości, mają prawo robić to na własnych zasadach.
Alensandra
Jak zauważa moja rozmówczyni, zasady kultury osobistej nakazują, by nie krytykować tego, co znajduje się na stole, kiedy jesteśmy gośćmi. Dodała też: "[...] są tacy, którzy uwielbiają gotować, a szczególnie dla innych.
Są też tacy, którzy nie potrafią, albo im się nie chce. I wszystkie te opcje są ok! Jeśli kogoś stać i zaprasza do siebie i zamówi smaczne jedzonko to co w tym złego? Niech każdy żyje tak jak chce i będzie dobrze. Najgorsze co można zrobić to unieszczęśliwić siebie kosztem uszczęśliwiania kogoś. Nic na siłę, a jak komuś nie pasuje, droga wolna".
Marta
Zobacz także
Możesz też usłyszeć, że jesteś leniwa
Widać wyraźnie, że w dzisiejszym świecie, w którym większość z nas żyje w ciągłym biegu, coraz bardziej cenimy spokój i komfort. Dla wielu osób ważniejsze od idealnie zastawionego stołu jest to, by mieć siłę i przestrzeń na bycie razem. Nie brakuje jednak także głosów krytycznych – nie tylko ze strony starszego pokolenia, ale i rówieśników.
Jeden z anonimowych komentarzy brzmi:
"Owszem, poprzewracało Ci się w głowie. Ile tych rzeczy masz zrobić, że catering potrzebny? Gotujesz dla wojska? Mam 2 maluchów, pracuje na etacie i bez problemu przygotuję Wielkanoc, ucząc tradycji dzieci".
Z drugiej strony pojawiają się również głosy teściowych, które podchodzą do tematu zupełnie inaczej:
Kat Lud Mel
Zdecydowana większość kobiet deklaruje jednak dziś większy luz i dystans do świątecznych oczekiwań. Wiele matek przyznaje, że nawet jeśli nie zamawiają całego cateringu, to chętnie kupują gotowe poszczególne potrawy – szczególnie ciasta – by ograniczyć ryzyko i ilość pracy.
Anna
Podejście do świątecznych przygotowań wyraźnie się zmienia. Coraz częściej odchodzimy od modelu, w którym kobieta bierze na siebie cały ciężar organizacji, na rzecz bardziej elastycznych i dopasowanych do współczesnego życia rozwiązań.
Nie każdego na to stać, ale czas też kosztuje
Catering to świetna i wygodna opcja dla tych, których na to stać. Trzeba jednak liczyć się z tym, że zamówienie całego śniadania wielkanocnego w restauracji lub firmie cateringowej zwykle kosztuje więcej niż samodzielne przygotowanie potraw – choć w tym przypadku warto doliczyć także własny czas i wysiłek.
Karolina
mama dwójki dzieci
Dodała, że kiedy 10 lat temu zaczęła zamawiać catering na święta (i Wielkanoc, i Gwiazdkę), jej mama i teściowa łapały się za głowę. Ona jednak miała małe dzieci i wolała spędzić czas na malowaniu pisanek niż przy garnkach. Zależało jej też na odciążeniu mamy i teściowej. Dziś, po kilku latach, obie przyznają, że takiej ćwikły jak ta z ich ulubionej restauracji same nie potrafią zrobić.
