
Seriale wciągają bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a dla wielu nastolatków stają się punktem odniesienia do własnego życia. Problem w tym, że ekranowa rzeczywistość jest znacznie bardziej intensywna niż codzienność i coraz trudniej po seansie wrócić do świata, który wydaje się tak bardzo zwyczajnie nudny.
Jeszcze nie tak dawno oglądanie seriali było wydarzeniem "od święta". Czekało się na kolejny odcinek, a ekran nie był dostępny na wyciągnięcie ręki o każdej porze dnia.
Dziś wszystko się zmieniło. Platformy streamingowe są wszędzie – w telefonie, laptopie, telewizorze. Serial można włączyć w każdej chwili, a jeden odcinek płynnie przechodzi w kolejny.
Na tle seriali, własne życie wygląda na nudne
Dla nastolatków oglądanie seriali to już nie tylko weekendowa rozrywka, ale codzienność. Problem zaczyna się właśnie wtedy, gdy ta ekranowa rzeczywistość zaczyna być bardziej atrakcyjna niż prawdziwe życie.
W serialach wszystko jest intensywniejsze. Relacje są głębsze, emocje silniejsze, wydarzenia bardziej spektakularne. Bohaterowie przeżywają miłości, dramaty, przygody. Wszystko to w tempie, które w realnym życiu jest po prostu niemożliwe. Każdy odcinek dostarcza nowych bodźców, zwrotów akcji, napięcia.
A rzeczywistość? Nudna szkoła, obowiązki, dni, które wyglądają podobnie. Naturalna monotonia, która jest częścią życia, zaczyna wydawać się niewystarczająca.
Zobacz także
Życie, w którym wieje nudą
Coraz częściej można zauważyć, że młodzi ludzie porównują swoje życie do tego, co widzą na ekranie. Zwykłe relacje wydają się mniej ekscytujące, a codzienność zbyt spokojna, a nawet nudna. Pojawia się poczucie, że coś ich omija, że ich życie nie jest tak ciekawe, jak powinno być.
Kiedyś również idealizowaliśmy bohaterów filmów i seriali. Chcieliśmy być jak oni, inspirowaliśmy się nimi. Różnica polega jednak na tym, że potrafiliśmy wyraźniej oddzielić fikcję od rzeczywistości. Seans się kończył, a my wracaliśmy do swojego świata.
Dziś ta granica zaczyna się zacierać
Serial nie kończy się po jednym odcinku, można oglądać dalej, godzinami. Mózg przyzwyczaja się do ciągłej stymulacji. Do szybkich emocji, natychmiastowych zwrotów akcji, intensywności.
I właśnie tu pojawia się mechanizm, który trudno zatrzymać. Im więcej tej ekranowej intensywności, tym trudniej odnaleźć satysfakcję w codzienności. A im bardziej codzienność wydaje się nudna, tym większa potrzeba, by znów wejść w świat seriali.
To błędne koło
Nie chodzi o to, że seriale są złe. Same w sobie mogą być inspirujące, rozwijające, dające chwilę odpoczynku. Problem pojawia się wtedy, gdy stają się głównym źródłem emocji i doświadczeń.
Bo przecież prawdziwe życie rzadko wygląda jak scenariusz filmowy. Nie ma w nim ciągłych zwrotów akcji. Często jest spokojne, powtarzalne, czasem nawet nudne. Ale to właśnie w tej nudzie budują się relacje, dojrzewanie, poczucie bezpieczeństwa.
A tego żaden serial nie jest w stanie zastąpić.


