mama z dzieckiem bawi się zabawkami z Temu
Dawanie dzieciom prezentów z chińskich aplikacji to pomyłka. fot. Vitaly Gariev/Unsplash

Prezenty dla dziewczynek w klasie na Dzień Kobiet to temat, który potrafi przyprawić rodziców o stres. Jako mama w trójce klasowej staram się, żeby dzieci dostawały coś wartościowego, ale często cała odpowiedzialność spada na mnie, a oczekiwania innych są wysokie. Zamiast tandetnych prezentów z chińskich aplikacji, wolę proste upominki czy słodycze, które naprawdę sprawią dzieciom radość.

REKLAMA

Prezenty dla dziewczynek w klasie na Dzień Kobiet

Znalazłam się w trójce klasowej u mojego syna, bo zostałam do niej wylosowana. Nikt inny się nie zgłosił, więc wychowawczyni zdecydowała o losowaniu. Nie jestem z tej roli zachwycona, ale staram się jak mogę, żeby dzieci miały miłe chwile i małe radości przy okazji Dnia Chłopaka, Dnia Kobiet, Mikołajek czy Dnia Dziecka.

Problem w tym, że kiedy prosimy z drugą mamą, z którą współpracujemy w tej kwestii, o wsparcie w angażowaniu innych rodziców, większość pracy i tak spada na nas. Inni mają wysokie oczekiwania, ale nikt nie chce włożyć wysiłku. Każdy chce, żeby dzieciaki miały wszystko super zorganizowane, a tymczasem każda okazja staje się stresującym wyzwaniem.

Dobrym przykładem jest nadchodzący Dzień Kobiet. Mieliśmy budżet na prezenty dla dziewczynek i wychowawczyni, ale jako mamy chłopców potrzebowałyśmy wsparcia. Chciałyśmy dać dzieciom coś ładnego, co sprawi radość, a jednocześnie nie będzie przesadzone. Skończyło się na zamówieniu przyborników i sztucznych kwiatków przez chińską aplikację.

Przypominało to loterię – część rzeczy przyszła brzydka, tandetna, niektóre uszkodzone. Trzeba było składać reklamacje, stresować się, czy uda się odzyskać pieniądze, a potem wymyślać nowe rozwiązania, zamawiać wszystko od początku i martwić się o termin dostawy. Widziałam te rzeczy na własne oczy i nie ukrywam – wolałabym kupić coś prostego i porządnego w osiedlowym markecie czy w Pepco. Te przynajmniej by jakjoś wyglądały i miały jakieś atesty.

Nawet zwykłe słodycze, które chłopcy mogliby wręczyć koleżankom z klasy, byłyby znacznie lepszym rozwiązaniem. Nie jestem zwolenniczką przesadzania z cukrem ani obchodzenia każdej okazji słodkościami, ale słodycze są lepsze niż chińskie badziewie, który wstydziłabym się komuś wręczyć – dziewczynkom w klasie, a już szczególnie wychowawczyni.

Stajesz na rzęsach, a rodzicom i tak nie pasuje

Kiedy coś robię dla klasy, staram się, żeby było uczciwie, miło i bezpiecznie. Chcę, żeby dzieci poczuły, że ktoś myślał o tym, co mogłoby sprawić im radość. Niestety rzeczywistość w trójce klasowej wygląda tak, że oczekuje się perfekcji, a wsparcia innych rodziców brak. Trzeba też liczyć się z krytyką. Chińskie badziewie źle, słodycze też źle, a bycie w trójce klasowej to "mega trudny obowiązek", który nie pozwala sprostać wszystkim oczekiwaniom.

Jako matka pracująca, z setką innych obowiązków, czuję, że moja cierpliwość ma granice. Nie jestem specjalistką od organizowania imprez ani mamą niepracującą, która ma czas jeździć po marketach w ciągu dnia. Wolałabym, żeby dzieci spędziły miło czas i dostały coś prostego, co naprawdę sprawi im radość, zamiast słyszeć od innych rodziców: "Może zamówmy coś z Temu, będzie tanie i problem z głowy".

Później i tak wszyscy będą niezadowoleni, a na końcu to ja usłyszę, że "wydałam pieniądze klasowe na pierdoły". Organizacja życia klasy to obowiązek, który pochłania czas, energię i nerwy, a mimo to i tak nie da się dogodzić wszystkim. Dzieciaki i tak będą zadowolone ze wszystkiego, a rodzice oczekują perfekcji, choć szkoda im pieniędzy na drobne przyjemności.

Ja chcę tylko, żeby ten rok szkolny się skończył, żebym mogła zrezygnować z bycia w trójce i przestać szarpać się z rodzicami, którzy najchętniej w ogóle by nie organizowali składek i dawali dzieciom byle co z okazji ich święta.

Na razie pozostaje mi robić swoje najlepiej, jak potrafię, i liczyć na to, że dzieci i tak będą zadowolone. W końcu to dla nich, a nie dla dorosłych, mają być te prezenty i te święta w szkole.