
Zostawiamy po sobie porządek w hotelu i restauracji, bo "tak nas wychowała mama" . Coraz częściej jesteśmy jednak za to wyśmiewane. Internetowy trend z nagraniami sprzątniętych pokoi wywołał zaskakującą dyskusję o wychowaniu, kulturze osobistej i roszczeniowości. Czy sprzątanie po sobie to kompleks, czy po prostu szacunek do pracy innych?
Zostawiamy po sobie porządek, bo "tak nas wychowała mama"
Jakiś czas temu w mediach społecznościowych popularny był trend polegający na pokazywaniu chwili opuszczania pokoju hotelowego. Polki nagrywały, że nie zostawiają w pomieszczeniach bałaganu, bo wychowała je "polska mama", która zawsze kazała dbać o czystość i porządek w pokoju. Zabawne filmiki z pożegnań z pokojami i apartamentami po wakacyjnych wyjazdach opublikowało wielu twórców cyfrowych.
Miał to być lekki, żartobliwy trend, ale – jak to często bywa – krył w sobie kilka głębszych wątków. Pierwsze, o czym pomyślałam, to fakt, jak bardzo nasi rodzice – wychowując nas w kulturze zap#$%^olu – zaprogramowali całe pokolenie milenialsów do bycia grzecznymi, porządnymi i słownymi osobami.
To pokolenie posłusznych pracowników, matek, które stają na rzęsach, żeby wszystko ogarnąć oraz ojców, którzy rozumieją, że powinni być zaangażowanymi rodzicami. Przy wszystkich pozytywnych stronach tej obowiązkowości są też minusy. Często z powodu nadmiernej odpowiedzialności doprowadzamy się do przemęczenia czy frustracji.
Trzeba jednak powiedzieć jasno: kiedy zostawiamy po sobie uprzątnięty pokój hotelowy albo uczymy dzieci, by nie bałaganiły przy restauracyjnym stoliku, pokazujemy otoczeniu, że jesteśmy dobrze wychowani, kulturalni i szanujemy pracę innych – obsługi hotelowej czy kelnerów.
O tym właśnie jest wideo, na które ostatnio trafiłam na Threads. Użytkowniczka o nicku @annadudekpodolog opublikowała film, na którym pokazuje, w jakim stanie zostawia z dziećmi przedział w nocnym pociągu. Wszystko było poukładane i posprzątane, pościel leżała na fotelach. Pod nagraniem napisała:
Zobacz także
To wyraz szacunku dla osób sprzątających
Muszę przyznać, że doskonale rozumiem ten przekaz. Sama nie mam problemu z tym, że zostaliśmy wychowani w kulturze zap#$%^olu. Myślę, że żyjemy w takich czasach, w których większość społeczeństwa ma już tego świadomość i próbuje to łagodzić oraz równoważyć – głównie po to, by dbać o swoje zdrowie psychiczne.
Tak też wychowuję swoje dzieci
Nie chcę, by traktowały porządek wokół siebie i sprzątanie jak przykry obowiązek, ale by rozumiały, że zostawianie po sobie ładu świadczy o ich kulturze i szacunku wobec osób, które później zajmują się sprzątaniem tej przestrzeni.
To, że za coś płacę i wymagam określonego standardu, nie oznacza, że mam być opryskliwa, roszczeniowa i zostawiać po sobie bałagan. Uczę więc synów, że należy szanować pracę innych, że nie można po sobie zostawiać brudu w restauracji ani śmieci i nieładu w wynajmowanym pokoju czy wakacyjnym apartamencie.
Zastanawiam się jednak, skąd w ogóle wzięła się narracja, że porządek po sobie to "kompleks" albo nadgorliwość. Być może to reakcja na lata przesadnego wymagania od siebie i innych. A może próba odreagowania – pokazania, że skoro płacę, to mogę nie przejmować się niczym więcej?
Tyle że między roszczeniowością a zdrowymi granicami jest ogromna różnica. Można jednocześnie dbać o siebie, nie brać na barki całego świata i wciąż pozostać człowiekiem, który z szacunku do innych zostawia po sobie porządek. I dla mnie właśnie o tym był ten – z pozoru lekki – internetowy trend.
