
Dzieci potrzebują swobody w doświadczaniu świata – także wtedy, gdy pada deszcz i wszędzie jest błoto, co pod koniec zimy nie jest niczym dziwnym. Zabawa na świeżym powietrzu, kontakt z naturą i brudne kolana wspierają rozwój oraz odporność dzieci lepiej niż sterylna sala. Leśne przedszkola pokazują, że prawdziwe dzieciństwo zaczyna się tam, gdzie kończy się nadmierna kontrola.
Dzieci potrzebują swobody w doświadczaniu świata
Jestem mamą dwóch chłopców i każdy, kto wychowuje synów, wie, że to trochę inny wymiar rodzicielstwa. Nie ukrywam, że moje dzieci czasem skaczą po meblach, bawiąc się w "podłoga to lawa", bywa, że sprzedadzą sobie kuksańca, a najlepszą rozrywką okazuje się walka na miecze, za które robią kupione w Zakopanem ciupagi.
Bez wahania wskakują w kałuże, przemierzają z tatą las i nie straszne im żadne drzewo, gdy ktoś wspomina o wspinaczce.
Od najmłodszych lat intuicyjnie starałam się wspierać ich rozwój, dając im bezpieczną przestrzeń do spożytkowania tych niekończących się pokładów energii.
Chcieli skakać w kałużach i wysmarować się błotem? W porządku – zakładaliśmy odpowiednie ubrania funkcjonalne (szczerze polecam second handy, bo takie rzeczy potrafią sporo kosztować, a tych z drugiej ręki mniej szkoda) i po deszczu ruszaliśmy na osiedle w poszukiwaniu największych kałuż.
Czasem ten brud, zimno i "puszczenie dzieci samopas" bywają dla rodziców trudne. Żyjemy w instagramowej bańce, w której dzieci mają być czyste, ładne i estetyczne.
Tymczasem pozwalanie na wspinanie się po drzewach, babranie w błocie czy kopanie w piasku i leśnym runie to jedne z najlepszych zabaw – wspierają nie tylko rozwój motoryczny, ale i odporność.
Dziś, kiedy moi synowie mają 8 i 6 lat, wyraźnie widzę, że takie wychowanie dało im pewność siebie i – co równie ważne – większą odporność na infekcje. Kiedy więc zobaczyłam nagranie z pewnego leśnego przedszkola, które publikuje materiały na Instagramie, byłam zachwycona.
Przez chwilę żałowałam, że w publicznej placówce, do której chodzą moje dzieci, nauczycielom często brakuje odwagi na tak śmiałe zajęcia terenowe. Jednocześnie poczułam ogromną radość, że takie miejsca istnieją, pokazują swoją codzienność w sieci i normalizują fakt, że dzieciństwo to brud, bałagan i fantastyczna przygoda odkrywania świata przez doświadczanie.
Wspaniała zabawa w błocie
Na filmie, który wyświetlił mi się w feedzie, przedszkolaki stoją w kaloszach i przeciwdeszczowych ubraniach po kostki w kałużach. Ktoś polewa je z wiadra brudną, błotnistą wodą. Po dzieciach widać, że to dla nich czysta radość i że nie jest to sytuacja wyjątkowa, a element codzienności.
Idea leśnych przedszkoli polega przecież na tym, by jak najwięcej czasu spędzać na świeżym powietrzu – w naturze.
Tylko część zajęć odbywa się w budynkach. Stawia się tam na budowanie samodzielności, zaradności i pewności siebie poprzez swobodę działania – oczywiście kontrolowaną i bezpieczną dla kilkulatków.
Pod filmem prowadzący profil @polana_wolnychdzieci napisali: "W jurcie czeka na nas ciepły obiad, więc trzeba szybciutko się wykąpać.
Na wszystko znajdziemy sposób! [...] Jeśli myślisz o alternatywnej edukacji bliżej natury, jeśli chcesz, żeby twoje dziecko miało dzieciństwo, które się pamięta – spotkajmy się na Polanie. Tworzymy społeczność rodzin, które wierzą, że najlepsza sala zabaw ma niebo zamiast sufitu". Na wideo pojawia się też napis: "Kiedy błotko wejdzie za bardzo!".
Mnie – jako wyluzowaną mamę chłopców, która tego luzu i zgody na brudne zabawy musiała się nauczyć – ten film zachwyca. Wiem jednak, że wciąż jest wielu rodziców, którzy oglądając takie nagranie, przeżywają szok i niedowierzanie.
Widuję ich w szkole i przedszkolu moich dzieci – to ci, którzy nie potrafią odpuścić kontroli i chcieliby, by ich pociechy zawsze były czyste, grzeczne i poukładane. Tylko że takie sterylne dzieciństwo bywa zwyczajnie smutne i może pozostawiać braki w doświadczeniach, które budują sprawczość i odporność.
Nie twierdzę, że każdy musi zapisać dziecko do leśnego przedszkola. Wierzę jednak, że na takim doświadczaniu można tylko zyskać. Warto więc czasem odpuścić perfekcjonizm i nadmierną kontrolę. Pozwolić dziecku wrócić do domu z mokrymi skarpetkami, brudnymi kolanami i szerokim uśmiechem.
Bo to właśnie w tych chwilach – w błocie, na drzewie, w kałuży – buduje się prawdziwe dzieciństwo. A wraz z nim odporność, odwaga i przekonanie, że świat jest miejscem do odkrywania, a nie jedynie do omijania przeszkód. I na koniec: nie ma złej pogody na zabawę na świeżym powietrzu – są tylko dzieci nieodpowiednio ubrane do pogody ;-)
