
Chrzest coraz częściej staje się rodzinną tradycją, a nie świadomym wyrazem wiary. Widać to szczególnie wtedy, gdy osoby proszone o bycie chrzestnym odmawiają, powołując się na brak związku z Kościołem. Czy w takiej sytuacji większym problemem jest odmowa, czy oczekiwanie zgody za wszelką cenę?
Chrzest to tradycja, a nie wyraz wiary
Dziś wiele z nas żyje w nieustannym pędzie i brakuje nam czasu na duchowość. Jednak powody odchodzenia od Kościoła są głębsze – wiele osób jako przyczynę wskazuje działania duchownych i sposób, w jaki instytucja Kościoła postrzegana jest z zewnątrz. W wielu parafiach ubywa wiernych uczestniczących w mszach, przyjmujących księdza po kolędzie czy zapisujących dzieci na katechezę.
Ten proces obserwujemy od kilku lat – widać go także w coraz mniejszej liczbie rodziców decydujących się na chrzest dziecka. Coraz częstsze są również sytuacje odwrotne: rodzice proszą o zostanie chrzestnym, a zaproszona osoba odmawia, tłumacząc to brakiem związku z Kościołem.
Na Threads pojawił się taki wpis:
Jako matka dwójki dzieci chętnie odpowiem na to pytanie. Moje dzieci są ochrzczone – dziś nie wiem, czy podjęłabym taką samą decyzję, ale nie o tym jest ten tekst. Wybór rodziców chrzestnych to odpowiedzialna decyzja, którą podejmują matka i ojciec dziecka.
Decydując się na chrzest, "wpisują" je do wspólnoty Kościoła, a rodzice chrzestni stają się tego świadkami – podobnie jak świadkowie podczas ślubu. Jednocześnie zobowiązują się do wspierania dziecka w wychowaniu w wierze, a w razie potrzeby – do otoczenia go opieką (choć nie w sensie prawnym).
Masz prawo odmówić bez obrażania się
Zobacz także
Zgodnie z nauczaniem Kościoła chrzestni powinni być osobami wierzącymi, praktykującymi, żyjącymi zgodnie z zasadami religii i gotowymi wspierać rodziców w religijnym wychowaniu dziecka. Tymczasem w praktyce bywa inaczej. Rodzice często kierują się bliskością rodzinną lub towarzyską – proszą rodzeństwo, przyjaciół, dalszych krewnych, czasem osoby, z którymi nie utrzymują regularnego kontaktu.
Coraz częściej chrzest traktowany jest nie jako sakrament, lecz jako element tradycji. Stąd wybór na chrzestnych osób, które nie są katolikami albo otwarcie deklarują się jako ateiści.
Osoby proszone o przyjęcie tej roli coraz częściej odmawiają – właśnie z tych powodów. Nie czują się związane z Kościołem, nie chcą składać deklaracji, których nie zamierzają realizować, nie uważają się za odpowiednie do wychowywania kogokolwiek w wierze. Czy tylko mnie wydaje się znamienne, że to właśnie osoby niezwiązane z religią podchodzą do tej kwestii najbardziej uczciwie i konsekwentnie?
W komentarzach pod wspomnianym wpisem pojawiły się takie słowa:
Warto też pamiętać, że bycie chrzestnym to zobowiązanie na lata. Relacje rodzinne nie zawsze pozostają tak samo bliskie przez całe życie. Dziecko przystępuje do komunii, obchodzi osiemnastkę, bierze ślub – w tych momentach często oczekuje się obecności chrzestnych, zaangażowania, a także prezentów. Nie każdy czuje się do tego zobowiązany, zwłaszcza jeśli przez lata nie utrzymywał z rodziną bliższych kontaktów.
Wśród komentarzy pojawiło się też podsumowanie tej postawy: "[...] chrzestna to nie jest 'ultra ciocia' tylko osoba pomagająca w wychowaniu dziecka w wierze, a ja planuję ślub cywilny i najpewniej apostazję".
Być może największym nietaktem nie jest odmowa, ale właśnie oczekiwanie przez rodziców zgody za wszelką cenę. Rola chrzestnego nie powinna być grzecznościowym gestem ani elementem rodzinnej układanki. To deklaracja – wobec rodziców, dziecka i wspólnoty religijnej.
Jeśli ktoś nie identyfikuje się z wiarą i nie chce składać obietnic sprzecznych z własnymi przekonaniami, odmowa jest wyrazem uczciwości i szacunku, a nie braku serca. Może warto więc, zanim zadamy to pytanie, zastanowić się, czy naprawdę chodzi nam o wiarę dziecka – czy tylko o tradycję i święty spokój.
