
Zanim zostaniemy rodzicami, łatwo oceniamy cudze wychowanie i mamy gotowe recepty na "grzeczne dziecko". Dopiero macierzyństwo i ojcostwo pokazują, że temperament, emocje i etap rozwoju potrafią wywrócić te teorie do góry nogami. Każde dziecko jest inne, a rodzicielstwo nie działa jak uniwersalna instrukcja obsługi.
Jak się nie jest rodzicem, to można sie mądrzyć
Zanim zostaje się rodzicem, często wydaje nam się, że jesteśmy najlepszymi specjalistami od wychowania. Spotkaliście się z tym? Gdy miałam 25 lat, byłam przekonana, że doskonale wiem, jak wychować dzieci, by były posłuszne, spały grzecznie w swoich łóżeczkach i nie urządzały scen w komunikacji miejskiej.
Potem przyszło życie – wraz z dojrzewaniem i kolejnymi doświadczeniami, również tymi macierzyńskimi, zrozumiałam, że wreszcie mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć: niewiele wiem. A właściwie wiem o dzieciach tylko tyle, ile pozwolili mi odkryć moi własni synowie.
To oni nauczyli mnie, że każde dziecko jest inne, że to, co działa w jednym przypadku, w innym można włożyć między bajki. Każde małe dziecko to odrębna, indywidualna osoba, która wymaga uważności i elastyczności. Bo nie wszystko, co sprawdza się u dziecka przyjaciółki, okaże się równie skuteczne w przypadku mojego.
O podobnej refleksji napisała ostatnio pewna mama na swoim profilu na Threads:
Muszę przyznać, że w dużej mierze się z nią zgadzam. A nawet pójdę o krok dalej – nawet dwoje czy troje dzieci może diametralnie różnić się temperamentem i poziomem współpracy. Mówimy przecież o dzieciach tych samych rodziców, wychowywanych w tym samym domu, z tym samym zapleczem wartości i zasad, posiadających wspólne DNA. A mimo to różnice między nimi bywają ogromne. Rodzice kilkorga dzieci często podkreślają, że każde z nich wymaga zupełnie innego podejścia.
W komentarzach pod postem autorka powyższego wpisu dodała: "[...] Kiedyś też myslalam, że można dziecku 'powiedzieć, żeby było cicho' i to zadziała. Otóż nie. Więc dajcie na luz".
Zobacz także
Każde dziecko jest inne
Czasem wszystkie dzieci w rodzinie są równie wymagające, temperamentne i uparte. Innym razem jedno z rodzeństwa jest bardziej wycofane, a jeszcze inne może być neuroatypowe i potrzebować szczególnego wsparcia. Kiedy patrzymy na dzieci z zewnątrz, w różnych sytuacjach społecznych, często widzimy tylko hałas: krzyk, śmiech, płacz. Coraz więcej osób otwarcie mówi, że takie zachowania im przeszkadzają – i odpowiedzialnością obarcza rodziców.
A przecież te reakcje są naturalną odpowiedzią na emocje, których dzieci dopiero się uczą. Nie wszystko rozumieją, nie nad wszystkim potrafią zapanować. Wielu dorosłych zresztą również ma z tym trudność. Dlaczego więc oczekujemy od dwulatka, że będzie siedział cicho i spokojnie, kiedy jest przebodźcowany, zmęczony lub głodny?
Takiej samokontroli możemy wymagać od dorosłego, który powinien mieć wykształcone mechanizmy regulacji emocji. W przypadku dzieci problem bywa bardziej złożony: czasem rzeczywiście zawodzi konsekwencja rodziców, brak granic czy uważności na potrzeby dziecka. Czasem jednak to po prostu kwestia temperamentu i etapu rozwoju.
Na rodzicielstwo nie ma jednego uniwersalnego przepisu. Nie da się go zamknąć w jednym poradniku ani sprowadzić do kilku złotych zasad, do których powinni stosować się wszyscy rodzice. Każde dziecko to osobna historia, a każdy rodzic uczy się jej krok po kroku – często metodą prób i błędów.
Może więc zamiast oceniać, warto częściej okazać sobie nawzajem więcej zrozumienia. Bo za każdym "niegrzecznym" zachowaniem stoi mały człowiek, który dopiero uczy się świata – i dorosły, który również wciąż uczy się bycia rodzicem.
