dziecko na śniegu
Jedno zjechanie na jabłuszku i tragedia gotowa? O tym ryzyku rodzice często nie myślą. fot. Pixabay.com

Jazda na jabłuszku to jedna z najpopularniejszych zimowych zabaw w Polsce. Jest nie tylko tania i prosta, ale też dostępna niemal wszędzie. Wielu rodziców traktuje ją jak bezpieczniejszą alternatywę dla sanek. Ale czy na pewno tak jest?

REKLAMA

Czy jazda na jabłuszku jest bezpieczna?

Krótka odpowiedź na to pytanie brzmi: to zależy. Samo jabłuszko, czyli plastikowa, okrągła ślizgawka bez oparcia i hamulców, nie jest z natury niebezpieczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy łączymy je z dużą prędkością, stromą górką i brakiem kontroli.

Dziecko siedzi na nim bardzo nisko, nie ma pasów, nie ma kierownicy ani skutecznego sposobu hamowania. Jeśli coś pojawi się na trasie: drzewo, inna osoba lub zagłębienie w śniegu – reakcja jest praktycznie niemożliwa.

Jakie są najczęstsze urazy?

Podczas zimy oddziały ratunkowe notują więcej złamań i urazów kończyn. Najczęstsze kontuzje po zjazdach na jabłuszku to:

  • złamania nadgarstków (dziecko podpiera się przy upadku),
  • urazy barków i obojczyka,
  • stłuczenia kręgosłupa,
  • urazy głowy przy zderzeniu.
  • Szczególnie niebezpieczne są zjazdy na oblodzonej nawierzchni, bo wtedy prędkość gwałtownie rośnie, a kontrola spada do zera.

    Co jeszcze zwiększa ryzyko wypadku?

    Nie samo jabłuszko jest największym problemem, tylko warunki.

    Ryzyko rośnie, gdy:

  • górka kończy się ulicą, chodnikiem lub drzewami,
  • dzieci zjeżdżają jedno za drugim, bez odstępu,
  • zjazd odbywa się po zmroku,
  • maluch nie ma kasku.
  • Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, że nawet niewielka górka może rozpędzić dziecko do naprawdę dużej prędkości.

    Jak zmniejszyć zagrożenie?

    Nie trzeba od razu rezygnować z zabawy na jabłuszku. Wystarczy wprowadzić kilka podstawowych zasad:

  • wybieraj szeroką, łagodną górkę bez przeszkód,
  • sprawdź, co znajduje się na dole (najlepiej płaski teren),
  • zadbaj o kask,
  • pilnuj odstępów między zjeżdżającymi,
  • unikaj jazdy po lodzie.
  • Warto też ustalić jasną zasadę: jedno dziecko – jeden zjazd – i czekamy, aż trasa będzie pusta.

    Sama pamiętam zimowe zabawy bez kasku, i wiem, ile w tym radości. Dziś jednak, kiedy sama mam małe dziecko, patrzę na to zupełnie inaczej, bo świadomość ryzyka jest większa. Nie chodzi tu o zakazywanie zabawy, tylko o to, by nie mylić beztroski z bezpieczeństwem.

    Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl