
Dla dzieci to naturalna ciekawość świata. Śnieg wygląda czysto, jest zimny i aż korci, by sprawdzić jego smak. Sami też na pewno pamiętamy tę ciekawość z dzieciństwa. Dziś jednak coraz częściej mówi się o tym, że biały puch może kryć w sobie zagrożenia, których nie zawsze widać gołym okiem. Ostatnio coraz częściej mówi się o śniegowych pchłach, które żyją w zewnętrznej warstwie białego puchu.
Dzieci poznają świat wszystkimi zmysłami. Dotykają, wąchają i sprawdzają fakturę. Bardzo często także smakują. To naturalny etap rozwoju, który pomaga im zrozumieć otoczenie. Nic więc dziwnego, że gdy spadnie śnieg, maluchy chcą sprawdzić, jak smakuje biały puch z nieba, czy rzeczywiście jest tak zimny i czy różni się czymś od lodu, który znają np z zamrażarki.
W tym roku zima szczególnie nas rozpieszcza. Śniegu nie brakuje, a dzieci korzystają z każdej okazji do zabawy na świeżym powietrzu. Wielu dorosłych, wracając myślami do własnego dzieciństwa, przyznaje z uśmiechem, że sami też nie raz próbowali śniegu. Dziś jednak podchodzimy do tego znacznie ostrożniej. I nie bez powodu.
Śnieg tylko z pozoru wygląda czysto
W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się filmiki, na których mamy pokazują, jak wygląda śnieg po rozpuszczeniu w domu. Woda, która miała być krystaliczna, często okazuje się mętna, z drobinkami piasku, sadzy czy ciemnym osadem na dnie naczynia. To prosty, ale bardzo sugestywny obraz tego, że śnieg nie jest tak czysty, jak się wydaje.
Podczas opadów śnieg zbiera z powietrza wszystko to, co w nim krąży – pyły, spaliny, związki chemiczne, metale ciężkie. Dodatkowo, po kontakcie z ziemią, chodnikiem czy ulicą, może zawierać resztki soli drogowej, bakterie, a nawet odchody zwierząt. To zanieczyszczenia, których często nie widać gołym okiem, ale które mogą stanowić realne zagrożenie dla zdrowia dziecka.
Niewidzialne zagrożenia w białym puchu
Szczególnie niepokojące są właśnie te elementy, których nie da się dostrzec gołym okiem, czyli metale ciężkie, drobnoustroje czy toksyny osadzające się na płatkach śniegu. Układ odpornościowy małego dziecka jest wciąż w fazie rozwoju, dlatego nawet niewielkie ilości takich substancji mogą podrażniać przewód pokarmowy, wywoływać bóle brzucha, wymioty lub biegunkę.
To jednak nie wszystko. W ostatnim czasie w Polsce coraz częściej mówi się o jeszcze jednym, zaskakującym zjawisku.
Śniegowe pchły – czym właściwie są?
Coraz więcej osób zwraca uwagę na drobne, ciemne punkciki poruszające się po powierzchni śniegu. To tzw. śniegowe pchły, a właściwie skoczogonki, czyli niewielkie organizmy, które potrafią poruszać się bardzo dynamicznie, tworząc wrażenie "ruchomego śniegu". Choć nazwa może brzmieć groźnie, w rzeczywistości nie są to pchły w takim znaczeniu, jakie znamy – od zwierząt.
Śniegowe pchły są pożytecznymi mieszkańcami gleby. Pomagają rozkładać materię organiczną i wspierają naturalne procesy zachodzące w środowisku. Pojawiają się zimą, gdy warunki są dla nich sprzyjające i nie stanowią zagrożenia same w sobie. To jednak nie zmienia faktu, że nie są czymś, co powinno znaleźć się w "diecie" dziecka.
Ich obecność jest kolejnym argumentem za tym, by nie traktować śniegu jako "eksperymentu kulinarnego" i tłumaczyć dzieciom, dlaczego nie powinny go jeść.
Lepiej tłumaczyć niż zakazywać
Zamiast straszyć lub wprowadzać sztywne zakazy, warto spokojnie wyjaśnić dziecku, że śnieg, choć piękny i idealny do zabawy, nie nadaje się do jedzenia. To dobra okazja do rozmowy o tym, jak działa przyroda, czym jest zanieczyszczenie środowiska i dlaczego nie wszystko, co jest białe i wygląda czysto, faktycznie takie jest.
