screen z Instagrama: Francesca Lollobrigida z synem
Po zwycięstwie na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich medalistka wzięła w ramiona swojego syna. fot. Instagram @lollobrigida_francy

Francesca Lollobrigida została złotą olimpijką w łyżwiarskim biegu na 3000 metrów podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich we Włoszech. Jej zwycięstwo poruszyło świat nie tylko sportowo, ale też społecznie, bo na mecie i w wywiadach towarzyszył jej 3-letni syn. Ta scena wywołała we mnie falę emocji: od zrozumienia jej jako matki, po złość, że nawet w takiej chwili kobieta musi pilnować swojego dziecka. Wyobrażacie sobie taką sytuację ze sportowcem, który jest ojcem?

REKLAMA

Udzieliła wywiadu po zwycięstwie z dzieckiem na rękach

Podczas XXV Zimowych IO w Cortinie i Mediolanie Francesca Lollobrigida zdobyła złoto na 3000 m w łyżwiarstwie szybkim, dokładnie w dniu swoich 35. urodzin. Wzruszenie wzbudziła scena, gdy po biegu odebrała syna z trybun, inne emocje wywołał już wywiad, którego udzieliła z dzieckiem na rękach.

W czasie rozmowy chłopiec wyraźnie próbuje zwrócić na siebie uwagę, przerywa jej wypowiedzi, klepie ją po twarzy, łapie za nos, zdejmuje jej czapkę, ucisza przykładając palec do ust.

W komentarzach pojawiło się sporo krytycznych głosów: że dziecko "nie umie się zachować", że to efekt "bezstresowego wychowania", że kobieta nie powinna udzielać wywiadu z dzieckiem na rękach.

Jednocześnie prawicowi dziennikarze pisali o tej historii jako o dowodzie na to, że można być matką i robić zawrotną karierę, zdobywać najwyższe sportowe szczyty, być docenianą i spełnioną zawodowo kobietą. Ale ja widzę w tym i blaski, i cienie.

Matka zawsze musi być matką...

Jako kobietę, która także jest matką i pracuje zawodowo, ta historia wyjątkowo mnie poruszyła.

Ale ja widzę ją nieco inaczej niż prawicowe media. Z jednej strony widzę kobietę, która w chwili największego szczęścia i sukcesu chce dzielić go z osobą, którą kocha najbardziej na świecie. Ma do tego prawo. Rozumiem ją jako matka.

W chwilach największej radości, sukcesów i wzruszeń ja również chcę, by moi bliscy byli obok mnie i bym mogła dzielić to doświadczenie właśnie z nimi. Nawet wtedy, gdy dzieci wcześniej nie współpracowały, gdy traciłam cierpliwość, byłam zmęczona, niewyspana i sfrustrowana macierzyńskimi obowiązkami.

Nawet wtedy – a może właśnie wtedy – najbardziej pragnę, by moje dzieci były blisko. Dlatego doskonale rozumiem, skąd w Lollobrigidzie potrzeba pobiegnięcia prosto z mety po syna i wzięcia go w ramiona. To była chwila czystej ekscytacji, adrenaliny i emocji po zwycięstwie.

Z drugiej strony, mama też ma prawo świętować swoje sukcesy poza macierzyństwem.

Jako sportsmenka, jako kobieta, człowiek.

I postawić dziecku granicę. Wywiad po olimpijskim zwycięstwie mógł być właśnie taką granicą. To nie jest tak, że olimpijka nie miała komu powierzyć opieki nad dzieckiem.

W trakcie wyścigu synkiem zajmowała się jej siostra, która bez problemu mogła przejąć opiekę również na czas rozmów z dziennikarzami. W niektórych źródłach pojawiały się też pytania o to, gdzie był mąż Lollobrigidy i dlaczego nie zabrał dziecka na czas wywiadów. Sama również się nad tym zastanawiałam..

Faceci w chwili sukcesu nie myślą o dzieciach – nie muszą

Zadajmy sobie jedno pytanie: czy gdyby taka sytuacja dotyczyła mężczyzny, udzielałby on wywiadu z dzieckiem na rękach, pozwalając mu wkładać palce do nosa i buzi? Najprawdopodobniej nie.

Mężczyźni w momentach tak wielkich sukcesów rzadko myślą o sobie w kategorii ojców. Nie ujmując im jako rodzicom, mam wrażenie, że to kobiety znacznie częściej nie oddzielają swojej roli matki od życia zawodowego. Mężczyzna skupiłby się na swoim triumfie – a opieką nad dzieckiem zajęłaby się partnerka.

Kobiety są wychowywane inaczej i inaczej pracuje ich mózg. Jesteśmy empatyczne, relacyjne, uczucia często stawiamy ponad rozsądek. Gdy odnosimy sukces, nie zawsze chcemy pławić się w blasku fleszy – częściej chcemy wziąć w ramiona swoje dzieci. Nie twierdzę, że tak jest zawsze i u wszystkich, ale w historii Franceski Lollobrigidy widać to bardzo wyraźnie.

A nagranie z wywiadu pokazuje coś jeszcze: że standardy rodzicielstwa wciąż nie są w pełni równe i partnerskie. Nawet jeśli ojciec jest zaangażowany, obecny i kochający, to w "swojej" wielkiej chwili rzadziej myśli o opiece nad dzieckiem. Zakłada, że to zadanie partnerki.

Historia Franceski Lollobrigidy nie jest więc tylko opowieścią o sportowym triumfie. To także lustro, w którym odbijają się nasze społeczne oczekiwania wobec matek – nawet tych stojących na olimpijskim podium. Oczekujemy od nich jednocześnie pełnego profesjonalizmu, idealnego macierzyństwa i emocjonalnej dostępności. Każdy ich gest jest oceniany, komentowany i interpretowany.

Może zamiast zastanawiać się, czy dziecko "zachowywało się odpowiednio" i czy przypadkiem nie jest ofiarą bezstresowego wychowania, warto zadać sobie pytanie, dlaczego wciąż tak trudno pozwolić kobietom być jednocześnie mistrzyniami i matkami – bez konieczności nieustannego tłumaczenia się z jednego i drugiego.

Sama Francesca wielokrotnie odnosiła się do swojego sukcesu w kontekście macierzyństwa.

– Ten medal jest dla mnie niezwykle ważny. Chciałam pokazać synowi, który był tu i oglądał wyścig, jak silna jest mama. I chciałam też pokazać światu, że można połączyć rodzinę i sport. Zdobyłam najważniejszy medal po urodzeniu dziecka. Będąc mamą, została mistrzynią świata i olimpijską – mówiła wzruszona.

– Zawsze mi mówili, że jeśli wybierzesz rodzinę, trudno będzie wrócić. A ja chciałam udowodnić, że mogę być mamą i mogę być mistrzynią olimpijską. A dziś są moje urodziny. Zasłużyłam więc na wszystko, co najlepsze – powiedziała.

Źródło: threads.com, eurosport.tvn24.pl, sport.tvp.pl

Czytaj także: