mama na śniegu z dzieckiem, poprawia mu czapkę
Rodzice zimą szybciej są zmęczeni i sfrustrowani opieką nad dziećmi. fot. artemegorov/storyblocks.com

Rodzice zawsze gdzieś pędzą i zawsze są między szkołą, przedszkolem, pracą i tysiącem codziennych obowiązków. Zimą ten pośpiech boli bardziej, bo jesteśmy przemęczeni, brakuje nam światła i denerwuje nas wieczne ubieranie dzieci w 15 warstw ubrań. Podzieliłam się osobistą refleksją jako matka dwójki dzieci o tym, dlaczego zimą trudniej być spokojnym rodzicem i dlaczego to nie jest niczyja wina.

REKLAMA

Rodzice zawsze gdzieś pędzą, żeby coś załatwić

Myśl o tym, że zimą trudniej jest być rodzicem i że marzę juz o wiośnie, przyszła do mnie kilka dni temu pod szkołą syna. Wracałam z nim po lekcjach do domu, w głowie miałam listę zadań dłuższą niż mój szalik: odebrać młodsze dziecko z przedszkola, zdążyć na zajęcia dodatkowe, zrobić zakupy, ogarnąć obiad, zrobić pranie.

W biegu, w stresie, z tym charakterystycznym napięciem w barkach i poczuciem, że mój umysł nie nadąża za tym, co planuje mój mózg. I wtedy zobaczyłam znajomą: stała na trawniku przy szkole, a jej dzieciaki bawiły się w śniegu. Ona – wyraźnie wkurzona, zmęczona, zmarznięta. Ale czekała cierpliwie. Albo raczej: trzymała się tej resztki cierpliwości, którą jeszcze miała.

Pomyślałam wtedy: jak dobrze ją rozumiem. I w sumie też podziwiam, że jeszcze tych ostatków spokoju sie jakoś trzyma.

Jestem mamą dwójki dzieci i nie będę udawać, że zawsze mam anielską cierpliwość. Coraz lepiej radzę sobie z tym, że moje słowa nie wywołują natychmiastowej reakcji. Wiem, że moje dzieci potrzebują czasu, powtarzania im informacji po tysiąc razy i spokoju.

A mimo to zdarza mi się je poganiać, irytować się, a czasem podniosę głos. Nie jestem z tego dumna, ale też nie zamierzam się za to biczować. Wiem, że każdej z nas czasem kończą się nerwy – jesteśmy tylko ludźmi.

Wiosna uwolni nas od wiecznej frustracji

Zima jednak robi swoje. I choć brzmi to jak banał, naprawdę sprzyja traceniu cierpliwości. Brak światła, zimno, spadki energii – to nie są wymówki, to fakty dotyczące tego, że ta pora roku związana jest z trybem przetrwania i potrzebą wyciszenia (widzimy to też przecież w naturze).

Do tego warstwy ubrań, które trzeba na siebie i dzieci nałożyć, zdjąć, poprawić, wysuszyć. Wieczne ubieranie się w pośpiechu, wieczne spóźnienie, wieczne poganianie, gdy pot leje się po plecach, a rękawiczki znowu gdzieś zniknęły. Zima potrafi zmęczyć nawet najbardziej spokojną matkę świata.

W tym roku szczególnie rozumiem tych, którzy mają dość. Długa, ostra zima potrafi wyssać resztki cierpliwości. Marzymy o cieple, wiośnie, słońcu – a przynajmniej ja jako rodzic o tym marzę. O tym, żeby po pracy pójść z dziećmi na plac zabaw, pozwolić im się wyszaleć, wybiegać, wykrzyczeć. A nie patrzeć, jak nadmiar energii rozładowują, szturmując kanapę i połowę mebli w salonie.

Jeśli więc czujesz, że zimą jesteś bardziej nerwowa, mniej wyrozumiała, szybciej wybuchasz – to nie znaczy, że jesteś złym rodzicem. To znaczy, że jesteś zmęczonym człowiekiem w trudnym czasie. Wspierajmy się, zamiast oceniać. Zauważajmy te momenty, kiedy mimo wszystko udaje nam się nie krzyknąć. I dawajmy sobie prawo do słabszych dni.

A na koniec przypomnienie, które sama sobie powtarzam: do wiosny zostało już tylko kilkadziesiąt (dziś dokładnie 43 – polecam ten kalkulator dni do wiosny www.bimkal.pl/kalendarz/wiosna ;-)) dni. Naprawdę, dotrwamy.

Czytaj także: