
Porównywanie dzieci do zwierząt rozpaliło internet do czerwoności. Jeden komentarz na Threads wystarczył, by wywołać falę oburzenia wśród rodziców i opiekunów zwierząt. Gdzie kończy się wolność opinii, a zaczyna odczłowieczenie i wzajemny hejt oraz szczucie różnych grup społecznych na siebie?
Co jest gorsze: dzieci czy zwierzęta?
Wojny, sprzeczki i nieprzyjemne sytuacje między rodzicami a opiekunami zwierząt stały się dziś niemal codziennością. Nie jest tajemnicą, że dzietność w Polsce od lat utrzymuje się na dramatycznie niskim poziomie, a wiele młodych osób – także będących w związkach – zamiast decyzji o dziecku wybiera opiekę nad psem czy kotem.
Sam ten fakt nie jest problemem. Problemem stają się jednak społeczne narracje, które narastają wokół tych wyborów: jedne hejtują rodziców, inne uderzają w opiekunów zwierząt. Zamiast zrozumienia pojawia się wzajemna pogarda.
Ostatnio na Threads trafiłam na komentarz, który – jako matkę – zwyczajnie mnie zmroził. Być może moja perspektywa jest dziś inna, bo obecnie nie opiekuję się żadnym czworonogiem.
W przeszłości było jednak inaczej, dlatego uważam, że potrafię spojrzeć na sprawę z obu stron. Empatia pozwala mi zrozumieć tok rozumowania osób, które nie mają dzieci, a opieka nad zwierzęciem jest dla nich ważną częścią życia. Mimo to są granice, których przekraczanie trudno zaakceptować.
"Wiecie, czego totalnie nie rozumiem? Tego, że w wielu ogłoszeniach jest napisane 'bez zwierząt', ale nikt nie pisze 'bez dzieci'. A według mnie te małe stworki wyrządzają pięć razy więcej szkód niż zwierzaki. Wychowany pies śpi i patrzy. Kot? Najwyżej zadrapie kanapę. A dzieci? Tu coś wyleją, tu nabrudzą, a jak coś im się nie spodoba, to będą się darły i płakały Bóg wie po co" – napisała użytkowniczka o nicku @sara.czekaj.
Moja pierwsza reakcja była czystym oburzeniem. Jak w ogóle można porównywać dziecko do zwierzęcia? Dziecko to człowiek – tyle że na bardzo wczesnym etapie rozwoju – który kiedyś stanie się dorosły. Owszem, z biologicznego punktu widzenia człowiek jest częścią świata zwierząt, ale posiada znacznie bardziej rozwinięty mózg, zdolność tworzenia kultury i myślenia abstrakcyjnego.
To, że dziecko nie panuje jeszcze nad emocjami czy zachowaniem, nie jest jego winą. Dokładnie tak samo szczeniaki i kocięta wymagają w pierwszych miesiącach życia nauki, cierpliwości i konsekwencji ze strony swoich opiekunów.
Skończcie z tym wzajemnym szczuciem
Wiele osób komentujących wpis miało podobne zdanie. "Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Dziecko to nadal człowiek – tylko w początkowym stadium rozwoju. I to właśnie odróżnia je od zwierzęcia: gatunek. Totalnie nie rozumiem zestawiania zachowań psa i człowieka, to jak porównywanie krowy do pająka" – napisała jedna z użytkowniczek.
Ktoś inny dodał: "Przedstawiasz przykład wychowanego psa i zestawiasz go z niemowlakiem lub kilkulatkiem, jakby tylko taka konfiguracja istniała. Jako właściciel psa i rodzic stwierdzam z całą stanowczością, że zwierzęta potrafią wyrządzić znacznie więcej szkód niż dzieci. Brudną ścianę umyjesz albo odmalujesz. Coś, co się wyleje, można wytrzeć. To są zerowe szkody – i równie dobrze mogą przydarzyć się dorosłym. Po psie, jeśli nie zrobisz generalnego remontu, sierść potrafi wychodzić latami. Zwierzęta też brudzą ściany, drapią i gryzą meble".
Na końcu warto powiedzieć to wyraźnie: zwierzęta są ważne. Opieka nad nimi to odpowiedzialność, empatia i codzienna praca – także taka, która może i powinna być elementem wychowania dzieci. Kontakt ze zwierzęciem uczy je wrażliwości, odpowiedzialności, troski i konsekwencji.
Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy próbuje się stawiać zwierzęta ponad ludźmi albo budować swoją tożsamość kosztem deprecjonowania rodziców i dzieci. Nie ma żadnego powodu, by przeciwstawiać sobie te światy.
Opiekunowie zwierząt nie powinni być dyskryminowani, tak samo jak rodzice nie powinni być celem hejtu. Szacunek i zrozumienie nie są dobrem ograniczonym – naprawdę starczy ich dla wszystkich.
