
Twórcy mediów społecznościowych doskonale wiedzą, jak silnie ich produkty wpływają na psychikę dzieci i nastolatków. Dlatego własnym dzieciom stawiają twarde granice, których miliony rodzin nigdy nie dostały w pakiecie z aplikacjami. Gdzie naprawdę przebiega bezpieczna granica korzystania z social mediów i dlaczego wiek 13 lat to dziś raczej fikcja niż realna ochrona najmłodszych?
Kiedy pozwolić dziecku na media społecznościowe?
Twórcy mediów społecznościowych nigdy nie pozwoliliby swoim dzieciom na ułamek tego czasu ekranowego, który dziś jest codziennością u przeciętnego nastolatka. Uczciwie odpowiedz: ile znasz dzieci, które faktycznie do 13. roku życia nie dotknęły smartfona? Które nie scrollowały filmików, nie grały, nie korzystały z aplikacji, które są przeznaczone dla starszych osób?
Teoretycznie właśnie ten wiek – 13 lat – uznawany jest w badaniach oraz regulaminach platform za moment osiągnięcia tzw. zgody cyfrowej. Oznacza to minimalny wiek, w którym dziecko może samodzielnie korzystać z mediów społecznościowych. W praktyce jednak ta granica od dawna jest fikcją.
Od pewnego czasu w mediach na nowo obserwujemy dyskusję o tym, jak bardzo czas ekranowy oraz obecność w mediach społecznościowych są szkodliwe dla dzieci i młodzieży. Niedawno ogłoszono, że Barbara Nowacka, szefowa MEN, we współpracy z Romanem Giertychem chce przygotować projekt ustawy zakazującej korzystania z mediów społecznościowych dzieciom poniżej 15. roku życia.
Zaledwie kilka dni temu temat dostępu do ekranów wrócił z nową siłą za sprawą Andziaks, która podarowała swojej 5-letniej córce najnowszy model iPhone’a. W sieci natychmiast pojawiły się głosy, że to zdecydowanie za wcześnie, by dawać dziecku urządzenie cyfrowe na własność – nawet pomijając kwestie finansowe.
Ta sytuacja ponownie doprowadziła do rozmów o tym, jak czas ekranowy wpływa na rozwój mózgu dziecka i jego umiejętności poznawcze. W przypadku małych dzieci skutki nadmiernego korzystania z ekranów widoczne są nie tylko w zdrowiu fizycznym, lecz także w kondycji psychicznej. Dodatkowym problemem są media społecznościowe, które w Polsce – zgodnie z regulaminami aplikacji takich jak Facebook, Instagram czy TikTok – formalnie dostępne są od 13. roku życia.
Właściciele social mediów zakazują ich swoim dzieciom
Co ciekawe, o negatywnym wpływie mediów społecznościowych na zdrowie fizyczne i psychiczne doskonale wiedzą ich twórcy oraz właściciele. W głośnym filmie dokumentalnym "Dylemat społeczny" najwięksi potentaci z Doliny Krzemowej – m.in. Mark Zuckerberg, twórca Facebooka i dyrektor generalny Meta Platforms, czy Bill Gates, współzałożyciel Microsoftu – otwarcie przyznają, że są świadomi destrukcyjnego wpływu rozwiązań cyfrowych na rozwój dzieci i młodzieży.
Zapytani o to, kiedy daliby swoim dzieciom smartfony z aplikacjami, których są właścicielami, część z nich odpowiada, że najchętniej nie dałaby ich wcale!
Inni wskazują na granicę wieku w okolicach 16-17 lat. Pojawiają się także doniesienia, że wielu liderów branży technologicznej daje swoim dzieciom wyłącznie proste telefony komórkowe – bez dostępu do internetu i aplikacji, służące jedynie do dzwonienia i wysyłania SMS-ów.
To jasno pokazuje, jak ostrożnie osoby związane z rozwojem technologii same podchodzą do kwestii limitów ekranowych.
W sieci można znaleźć bezpośrednie wypowiedzi Marka Zuckerberga, który mówił: "Zasadniczo nie chcę, aby moje dzieci spędzały długie godziny przed telewizorem lub komputerem". Podkreślał, że jego dzieci korzystają z ekranów głównie do wideorozmów z rodziną, natomiast obowiązują je wyraźne granice dotyczące rozrywki cyfrowej, a z mediów społecznościowych nie korzystają wcale.
Z kolei Bill Gates w wywiadzie dla "Mirror" przyznał, że jego dzieci nie mogły posiadać smartfonów do około 14. roku życia, a w jego domu do dziś obowiązuje zakaz używania urządzeń cyfrowych przy stole. Sundar Pichai, były CEO Google, w rozmowie z BBC wyrażał swoje obawy dotyczące wychowywania dzieci w całkowicie cyfrowym świecie, podkreślając jednak, że zamiast bezwzględnych zakazów stawia na edukację, budowanie kompetencji cyfrowych i odpowiedzialności.
Hipokryzja związana z zarabianiem milionów
Z jednej strony pokazuje to, jak niebezpieczne potrafią być media społecznościowe – skoro nawet ich twórcy tak restrykcyjnie ograniczają dostęp do nich własnym dzieciom. Z drugiej strony trudno nie mówić wprost o hipokryzji.
Skoro na tych rozwiązaniach się zarabia, zawodowo je promuje, a jednocześnie ma się pełną świadomość ich szkodliwości i chroni przed nimi własną rodzinę, to jak inaczej to nazwać?
Ten dysonans staje się jeszcze bardziej widoczny w kontekście ostatnich oskarżeń wobec właścicieli mediów społecznościowych.
W Kalifornii toczy się obecnie głośny proces, w którym 19-letnia kobieta oskarżyła firmy Meta (Facebook, Instagram), ByteDance (TikTok) oraz Google (YouTube) o doprowadzenie do choroby psychicznej i myśli samobójczych, będących skutkiem uzależnienia od mediów społecznościowych.
Proces wciąż trwa, a właściciele platform nie poczuwają się do odpowiedzialności za zdrowie młodej kobiety. Jednocześnie doskonale zdają sobie sprawę z zagrożeń, jakie niosą ich produkty – skoro sami nie pozwalają swoim dzieciom korzystać z nich w młodym wieku.
Cała ta sytuacja pokazuje, że problem nie leży wyłącznie w decyzjach pojedynczych rodziców, lecz w systemie, który pozwala zarabiać miliardy na mechanizmach uzależniających już najmłodszych użytkowników.
Jeśli nawet twórcy tych aplikacji nie ufają własnym produktom, to trudno oczekiwać, by odpowiedzialność za ochronę dzieci spoczywała wyłącznie na rodzicach.
A o tym często mówi się w kontekście odpowiedzialności właścicieli aplikacji – że na pierwszym miejscu znajduje się odpowiedzialność rodziców i mądre wychowanie.
Być może więc zamiast kolejnych rozmów o tym, że to rodzice nie stają na wysokości zadania, przydałyby się konkretne realne regulacje, odwaga polityczna i uczciwa rozmowa o granicach technologii – zanim koszty psychiczne i społeczne okażą się nieodwracalne.
Źródło: timesofindia.indiatimes.com, cnbc.com, bbc.com, businessinsider.com
