
Dwoje dzieci samotnie przemierzających ulice w centrum miasta budzi dziś mieszane uczucia – z jednej strony podziwiamy ich odwagę, z drugiej obawiamy się o ich bezpieczeństwo, bo nie wiadomo, czy ich samodzielność jest zamierzona. Warto jednak zastanowić się, jak stopniowo uczyć dzieci samodzielności, nie narażając ich na niebezpieczeństwo.
Dwoje dzieci na mieście bez dorosłego
Kiedy myślę o dzieciach samodzielnie przemierzających ulice, z jednej strony myślę o moim 7-letnim synu, który bardzo chciałby już sam chodzić do szkoły, a ja na to jeszcze nie pozwalam. Z drugiej strony zastanawiam się nad tym, że niektórzy rodzice świetnie radzą sobie z dzisiejszą presją społeczną i w tych trudnych realiach potrafią wychować dzieci w duchu samodzielności – takiej, jaką miało każde dziecko w latach 80. i 90.
Dziś dzieci w środku miasta bez opiekuna dorosłego wzbudzają wiele emocji. Bo z jednej strony można podziwiać ich niezależność, a z drugiej – współczesne społeczeństwo jest tak przewrażliwione na punkcie bezpieczeństwa najmłodszych, że trudno wyobrazić sobie kilkulatki poruszające się samodzielnie po mieście.
W takiej sytuacji dorośli powinni reagować – bo dzieci same na ulicy mogą oznaczać różne niebezpieczne scenariusze: zgubienie się, wypadek lub sytuację, w której ich opiekunom mogło się coś przydarzyć lub nie są w stanie się nimi zająć. Ostatnio trafiłam na taki wpis na Threads:
"Co byście zrobili gdybyście wyszli na spacer np. z psem pod wieczór. Godzina 18, niedziela. Idziecie chodnikiem przy dość ruchliwej ulicy i po drugiej stronie widzicie 2 małych dzieci, samotnie idących chodnikiem, trzymających się za ręce, maszerujących dzielnie. Patrzysz raz, patrzysz drugi. Za nimi nie ma żadnego dorosłego – mamy czy taty. Przechodzicie na drugą stronę i pytacie, gdzie są rodzice, czy nic was to nie obchodzi? Bo to nie wasze dzieci..." – napisała użytkowniczka o nicku @margo_artszczecin.
Pozwalaj na samodzielność, ale stopniowo
Kiedy sama zaczęłam się zastanawiać, jak bym zareagowała, bez dwóch zdań pomyślałam, że podeszłabym do dzieci i zapytała, co się dzieje z ich opiekunem. Dziś kilkulatki bez opieki wcale nie są taką oczywistością, jak jeszcze 2-3 dekady temu. Nawet 9- czy 10-latki nie zawsze same chodzą do szkoły, nie mówiąc już o młodszych dzieciach.
Tu warto ocenić sytuację pod kątem wieku dzieci, ich wyglądu, zachowania i warunków, w jakich się znajdują. Czy są ubrane odpowiednio do pogody? Czy idą spokojnie, czy może biegną, płaczą, wyglądają na przestraszone? Takie szczegóły mogą wskazywać, czy dzieje się coś niepokojącego, czy po prostu dzieci przeżywają swoją małą przygodę. Zawsze lepiej jednak w takiej sprawie zareagować niż udawać, że nic się nie dzieje.
Samodzielność dzieci w przestrzeni miejskiej to temat, który budzi kontrowersje i pokazuje różnice między pokoleniami. Dla rodziców z lat 80. i 90. Nie jest to nic nadzwyczajnego: dzieci same chodziły do szkoły, bawiły się na podwórkach czy wracały z zajęć pozalekcyjnych bez opieki dorosłych i traktowano to jako naturalny etap wychowania.
Dziś wielu rodziców nie jest w stanie pozwolić na taką swobodę – z jednej strony z powodu rosnącej liczby samochodów i zagrożeń w mieście, z drugiej – z powodu presji społecznej i lęku, że inni uznają brak nadzoru za zaniedbanie.
Nie chodzi o to, żeby pozwalać dzieciom wyruszać samym na wielokilometrowe spacery, ale o to, by uczyć je stopniowo odpowiedzialności i orientacji w świecie. Może to być np. samodzielne przejście do osiedlowego sklepu po bułki, krótkie wyjście na plac zabaw w pobliżu domu, nauka przechodzenia przez ulicę z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Takie małe kroki budują pewność siebie i niezależność, a jednocześnie pozwalają rodzicom obserwować, jak dziecko radzi sobie w różnych sytuacjach.
