mama z córką robią zakupy online na swoich smartfonach
Blue Monday to rzekomo najbardziej depresyjny dzień w roku. fot. ba-media/storyblocks.com

Czym jest Blue Monday? To rzekomo najbardziej depresyjny dzień w roku, który od lat wywołuje poczucie zmęczenia, winy i presji, także wśród rodziców. Coraz więcej ekspertów podkreśla jednak, że to marketingowy mit, który zamiast pomagać, nakręca stres i konsumpcję.

REKLAMA

Blue Monday był wymyślony na potrzeby marketingowe

Blue Monday to dzień, który rzekomo uchodzi za najsmutniejszy i najbardziej przygnębiający w całym roku. Według tej koncepcji zawsze wypada on w trzeci poniedziałek stycznia. Zwolennicy tej teorii tłumaczą, że właśnie wtedy wielu osobom opada motywacja do realizowania noworocznych postanowień. Dodatkowo daje się we znaki zmęczenie zimą, brak słońca, krótkie dni oraz ogólna niechęć do działania.

Prawda jest jednak taka, że Blue Monday jako termin i zjawisko funkcjonuje stosunkowo krótko – dokładnie od 2004 roku. Wtedy to brytyjskie biuro podróży zwróciło się do psychologa Cliffa Arnalla z prośbą o wyliczenie najbardziej depresyjnego dnia w roku. Arnall próbował wskazać taką datę na podstawie kilku czynników, takich jak:

  1. Pogoda.
  2. Ilość czasu, jaka minęła od świąt Bożego Narodzenia.
  3. Stopień realizacji noworocznych postanowień.
  4. Poziom motywacji.
  5. Sytuacja finansowa po świątecznych wydatkach.

Według jego szacunków najtrudniejszym dniem miał być właśnie trzeci poniedziałek stycznia, kiedy – jak twierdził – najwięcej osób odczuwa spadek nastroju. Warto jednak podkreślić, że całe przedsięwzięcie miało przede wszystkim promować zimowe wyjazdy organizowane przez wspomniane biuro podróży. Okazuje się więc, że Blue Monday niekoniecznie jest najbardziej przygnębiającym dniem w roku, lecz raczej wytworem skutecznego marketingu.

Co więcej, szacunki Arnalla nie były poparte żadnymi rzetelnymi badaniami naukowymi. To marketingowy chwyt, który po prostu się przyjął – do tego stopnia, że stał się samospełniającą się przepowiednią.

Jak podaje rmf24.pl, sam psycholog w rozmowie z "The Independent" zdystansował się od koncepcji Blue Monday, przyznając, że nie ma ona naukowych podstaw. Eksperci ostrzegają również, że traktowanie takich wyliczeń zbyt poważnie może prowadzić do bagatelizowania realnych objawów kryzysu psychicznego.

Blue Monday: święto konsumpcjonizmu

Dziś Blue Monday funkcjonuje przede wszystkim jako hasło marketingowe, które sprawia, że wiele osób zaczyna doszukiwać się u siebie spadków nastroju. To z kolei sprzyja poszukiwaniu szybkich "rozwiązań" na poprawę samopoczucia – co doskonale wpisuje się w interesy różnych marek. Gdy jesteśmy zmęczeni i przygnębieni, część z nas sięga po zakupy, licząc na chwilową poprawę nastroju.

Psychologowie podkreślają jednak, że to jedna z najmniej skutecznych metod. Zdecydowanie lepsze efekty przynoszą:

  • spędzanie czasu z bliskimi,
  • aktywność fizyczna,
  • oddawanie się ulubionym czynnościom, takim jak czytanie, oglądanie filmów czy gotowanie.
  • Potwierdzają to również badania zrealizowane przez firmę Huawei. Wynika z nich, że Polacy najczęściej rozładowują napięcie emocjonalne właśnie w taki sposób. Co ciekawe, aż 96 procent badanych przyznało, że w tym okresie odczuwa zwiększone napięcie psychiczne. Autorzy badania podkreślili w podsumowaniu, że o zdrowiu psychicznym należy pamiętać przez cały rok i uważnie obserwować sygnały wysyłane przez organizm.

    Na koniec warto dodać, że robienie zakupów "na poprawę nastroju" to mechanizm, który w dłuższej perspektywie jedynie napędza konsumpcjonizm, nie przynosząc realnej ulgi.

    Chwilowa satysfakcja szybko mija, a problemy pozostają. Tymczasem zwykły spacer, ruch, kontakt z innymi ludźmi czy czas poświęcony na ulubione zajęcia działają znacznie skuteczniej i długofalowo. Może więc zamiast kolejnej promocji na Blue Monday, warto wybrać coś, co faktycznie służy naszemu dobrostanowi.

    Źródło: rmf24.pl, businessinsider.com.pl

    Czytaj także: