
Żyjemy w ciągłym pośpiechu i wiecznie brakuje nam czasu. Nawet w wolne dni pędzimy i poganiamy własne dzieci, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Ten nieustanny pośpiech odbiera nam spokój, radość i możliwość cieszenia się drobnymi chwilami życia.
Wszyscy gdzieś pędzimy
Żyjemy w "szybkich" czasach – nie trzeba chyba nikogo do tego przekonywać. Wszyscy mamy na głowie milion spraw do załatwienia, ciągle gdzieś gonimy, wiecznie jesteśmy spóźnieni. Widać to nawet po treściach, które konsumujemy – mało kto ma dziś czas na książki czy długie artykuły. Bazujemy na krótkich rolkach, TikTokach i nagłówkach wiadomości, które tylko muskamy wzrokiem.
Kiedy czasem udaje mi się zatrzymać i nabrać dystansu, widzę wyraźnie, jak bardzo pędzimy – często zupełnie nie wiadomo za czym. Jak bardzo jesteśmy przy tym zestresowani i przebodźcowani. Dochodzi do tego, że nawet w dni wolne od pracy gdzieś się spieszymy i bezrefleksyjnie popędzamy innych, na przykład własne dzieci.
Ostatnio natknęłam się na Threads na wpis pewnego mężczyzny, który opisał bardzo podobne obserwacje. Opowiadał o rozmowie z ojcem dwójki dzieci:
To, o czym mówi ten ojciec, czuje zapewne wiele osób – nie tylko rodzice. Ci jednak są w szczególnej sytuacji, bo zwykle mają na głowie więcej obowiązków. Współcześni ojcowie i matki rzadziej niż kiedyś mogą liczyć na realną pomoc rodziny. Niektórzy łączą pracę zawodową z samodzielną opieką nad dziećmi, starając się być jednocześnie zaradni, odpowiedzialni i "ogarniający wszystko".
Już nawet w wolne dni nie umiemy zwolnić
Ta presja sprawia, że nawet w dni luźniejsze, spokojniejsze, z przyzwyczajenia nadal pędzimy. Towarzyszy nam napięcie i poczucie, że każdą czynność trzeba wykonać szybko i sprawnie, najlepiej odhaczyć ją z listy zadań.
Taki tryb funkcjonowania sprawia jednak, że w codzienności tracimy coś nieuchwytnego. Coś, co daje poczucie spokoju, wolności i prawdziwej radości. Skupieni na planach i harmonogramach, w pewnym momencie przestajemy umieć żyć bez nich, cieszyć się spokojnymi chwilami i doceniać spontaniczność.
Może więc warto czasem świadomie zwolnić – nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że można. Zatrzymać się bez powodu, nie poganiać siebie ani innych, pozwolić dzieciom i sobie samym na bycie tu i teraz.
Świat się od tego nie zawali, obowiązki nie potroją się, a my być może odzyskamy coś znacznie cenniejszego: uważność, spokój i poczucie, że życie to nie tylko lista zadań do wykonania, ale także chwile, które nie muszą do niczego prowadzić.
