mama z dzieckiem idzie z pośpiechem przez park
Rodzice wciąż gdzieś pędzą i mają milion spraw do załatwienia. fot. filmstudio/storyblocks.com

Żyjemy w ciągłym pośpiechu i wiecznie brakuje nam czasu. Nawet w wolne dni pędzimy i poganiamy własne dzieci, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Ten nieustanny pośpiech odbiera nam spokój, radość i możliwość cieszenia się drobnymi chwilami życia.

REKLAMA

Wszyscy gdzieś pędzimy

Żyjemy w "szybkich" czasach – nie trzeba chyba nikogo do tego przekonywać. Wszyscy mamy na głowie milion spraw do załatwienia, ciągle gdzieś gonimy, wiecznie jesteśmy spóźnieni. Widać to nawet po treściach, które konsumujemy – mało kto ma dziś czas na książki czy długie artykuły. Bazujemy na krótkich rolkach, TikTokach i nagłówkach wiadomości, które tylko muskamy wzrokiem.

Kiedy czasem udaje mi się zatrzymać i nabrać dystansu, widzę wyraźnie, jak bardzo pędzimy – często zupełnie nie wiadomo za czym. Jak bardzo jesteśmy przy tym zestresowani i przebodźcowani. Dochodzi do tego, że nawet w dni wolne od pracy gdzieś się spieszymy i bezrefleksyjnie popędzamy innych, na przykład własne dzieci.

Ostatnio natknęłam się na Threads na wpis pewnego mężczyzny, który opisał bardzo podobne obserwacje. Opowiadał o rozmowie z ojcem dwójki dzieci:

"Ostatnio byłem na imprezie dziecięcej i rozmawiam z jednym z ojców (chłopak młodszy ode mnie – ma ok. 38 lat/dwoje dzieci 1 klasa i przedszkole) o tym, w jakim my biegu żyjemy. Wszystko spięte na trytytkę i tylko szybciej szybciej – również w stosunku do dzieci: 'ubierz się', 'zrób to, tamto' i 'szybko, jedziemy'. I on patrzy na mnie i mówi tak: że jest to już wręcz głupie że poganiam własne dzieci nawet jak się nigdzie nie spieszę... Opowiada, jak odbiera dziecko z przedszkola. Nigdzie się nie spieszą. Czy przyjadą do domu 15:00, 15:15 to nie ma żadnego znaczenia, a i tak jest jedno wielkie 'pospiesz się' i poganianie. Jest to mocno zastanawiające, po jaką cholerę my tak wszędzie biegniemy. Robię tak samo i w tej pętli też jestem jak cała reszta. I pół biedy jak naprawdę się spieszymy. Tyle że my się już spieszymy nawet jak nie ma takiej potrzeby".

To, o czym mówi ten ojciec, czuje zapewne wiele osób – nie tylko rodzice. Ci jednak są w szczególnej sytuacji, bo zwykle mają na głowie więcej obowiązków. Współcześni ojcowie i matki rzadziej niż kiedyś mogą liczyć na realną pomoc rodziny. Niektórzy łączą pracę zawodową z samodzielną opieką nad dziećmi, starając się być jednocześnie zaradni, odpowiedzialni i "ogarniający wszystko".

Już nawet w wolne dni nie umiemy zwolnić

Ta presja sprawia, że nawet w dni luźniejsze, spokojniejsze, z przyzwyczajenia nadal pędzimy. Towarzyszy nam napięcie i poczucie, że każdą czynność trzeba wykonać szybko i sprawnie, najlepiej odhaczyć ją z listy zadań.

Taki tryb funkcjonowania sprawia jednak, że w codzienności tracimy coś nieuchwytnego. Coś, co daje poczucie spokoju, wolności i prawdziwej radości. Skupieni na planach i harmonogramach, w pewnym momencie przestajemy umieć żyć bez nich, cieszyć się spokojnymi chwilami i doceniać spontaniczność.

Może więc warto czasem świadomie zwolnić – nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że można. Zatrzymać się bez powodu, nie poganiać siebie ani innych, pozwolić dzieciom i sobie samym na bycie tu i teraz.

Świat się od tego nie zawali, obowiązki nie potroją się, a my być może odzyskamy coś znacznie cenniejszego: uważność, spokój i poczucie, że życie to nie tylko lista zadań do wykonania, ale także chwile, które nie muszą do niczego prowadzić.

Czytaj także: