dzieci bawiące się z rodzicami na śniegu w parku
W Sylwestra nastolatki ulegają pokusie zabawy fajerwerkami. fot. filmstudio/storyblocks.com

Zaśnieżona górka dla saneczkarzy miała być bezpieczną zimową atrakcją dla dzieci. Zamiast tego pojawili się nastolatkowie z petardami, a razem z nimi pytanie, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna realne zagrożenie. Czy rodzic ma prawo reagować, gdy bezpieczeństwo cudzych dzieci przestaje być oczywiste?

REKLAMA

Zaśnieżona górka dla saneczkarzy...

Tuż przed końcem roku w naszym kraju nagle zapanowała zima. Spadło sporo śniegu – tego samego, którego przez ostatnie lata było zimą jak na lekarstwo. Moje kilkuletnie dzieci widują śnieg sporadycznie (mieszkamy na Mazowszu), więc kiedy tylko się pojawił, już pierwszego wieczora błagały mnie o wyjście na sanki. Gdy więc śnieg idealnie zgrał się z przerwą świąteczno-noworoczną, długo się nie zastanawiając, założyliśmy spodnie narciarskie i poszliśmy potarzać się w białym puchu oraz pozjeżdżać na pobliskiej miejskiej górce.

Z racji wolnych dni było tam sporo rodziców i dzieci. Nie trzeba było się przepychać ani specjalnie kombinować ze zjeżdżaniem między innymi dzieciakami, ale pustki też nie było. Stałam na górce, popychałam sanki moich synów i ich kolegów, żeby mogli zjeżdżać, kiedy nagle kątem oka moją uwagę przykuła grupa nastolatków.

Chłopcy na oko 12-letni, pięciu albo sześciu. W pierwszej chwili pomyślałam, że z młodymi wcale nie jest tak źle, jak to często grzmi w sieci – że tylko siedzą w smartfonach, o wszystko pytają AI i nie wystawiają nosa ze swojego pokoju. Nostalgicznie wróciłam też myślami do czasów, kiedy sama byłam w ich wieku i przychodziłam na tę samą miejską górkę z koleżankami – trochę dla zabawy w śniegu, ale głównie towarzysko.

Szybko okazało się jednak, że chłopaki przyszli tam w nieco innym celu. Ich „rozrywki” nie odbiegały zresztą bardzo od głupich pomysłów moich kolegów sprzed dwudziestu lat. Przyszli sprawdzić swoje najnowsze zakupy – całą torebkę petard. Z jednej strony odezwała się we mnie stara, marudna baba: pomyślałam o tym, że takim dzieciakom nikt nie powinien sprzedawać sztucznych ogni.

W okolicach Sylwestra w mediach co roku słyszy się o wypadkach, poparzeniach i pożarach. Z drugiej strony przyszła refleksja, że to przecież „tylko” nastolatki i że kiedy ja byłam w ich wieku, moi rówieśnicy mieli równie durne pomysły. Tak to już z dorastającymi dzieciakami bywa.

... kontra nastolatki z petardami

Zdenerwowało mnie jednak to, że grupa chłopców przymierzała się do odpalania petard na środku górki, na której bawiło się mnóstwo młodszych dzieci. Jakby nie mogli pójść w bardziej opustoszałe miejsce, gdzie nie byłoby ryzyka zrobienia komuś krzywdy. Zwróciłam im uwagę, że skoro ktoś już im te sztuczne ognie sprzedał, to ja mogę ich tylko poprosić, żeby nie odpalali ich tu i teraz – na górce pełnej dzieci.

Do dziś nie wiem, czy miałam prawo zareagować w jakikolwiek inny sposób. Poza zgłoszeniem sprawy rodzicom, do których w takiej anonimowej sytuacji i tak nie byłoby łatwego dostępu. Pewnie gdyby komuś stała się krzywda, miałabym ogromne wyrzuty sumienia, że na przykład nie zabrałam tym dwunastolatkom petard.

Z drugiej strony nie mam pojęcia, czy jako zupełnie obca osoba w ogóle mam do tego prawo. Po mojej prośbie chłopaki odeszli bez awantur, ale ja jeszcze długo myślałam o tym, czy zrobiłam wystarczająco dużo, czy może powinnam zareagować ostrzej.

Na stronie wielkopolskiej policji można znaleźć informację, że fajerwerków mogą używać wyłącznie osoby dorosłe, a odpowiedzialność prawna spoczywa głównie na sprzedawcy. Tylko że w realnym życiu, na ośnieżonej górce pełnej dzieci, te przepisy nagle przestają być oczywiste. Czy w takiej sytuacji powinnam wezwać policję?

Czy byłoby to rozsądne, czy już przesadzone? A może problem polega na tym, że jako dorośli czasami zostajemy sami z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo cudzych dzieci – bez jasnych narzędzi i bez pewności, czy nasza reakcja zostanie uznana za właściwą, czy za wtrącanie się nie w swoje sprawy.

Wracałam z tej górki z poczuciem, że granica między rozsądną reakcją a bezradnością jest dziś bardzo cienka. Takie dylematy zostają z nami na długo – a wy jakbyście zareagowali? Czekam na wasze maile: martyna.pstrag-jaworska@mamadu.pl.

Czytaj także: