zmartwiona kobieta siedzi na łóżku
Strach przed nastoletnią ciążą do dziś odczuwa wiele dorosłych już kobiet. fot. mykhalets/storyblocks.com

Pokolenie milenialsów dorastało w atmosferze strachu przed nastoletnią ciążą, wstydu i moralnej paniki. Dziś coraz więcej dorosłych kobiet i matek otwarcie mówi o tym, jak te doświadczenia wpłynęły na ich podejście do cielesności, dojrzewania i rozmów z własnymi dziećmi. Głos Eweliny Wąs pokazuje, że był to problem całego pokolenia, a nie pojedynczych historii.

REKLAMA

Podobne doświadczenia całego pokolenia

Pokolenie milenialsów to obecni 30- i 40-latkowie, którzy dorastali w latach 90. i 2000. Dziś wielu z nich w mediach społecznościowych dzieli się swoimi refleksjami o minionych metodach wychowawczych lub opowiada z nostalgią o zwyczajach i zabawach ze swojego dzieciństwa. Ta nuta emocjonalności jest tu niezwykle ważna, bo sprawia, że całe pokolenie, które miało podobne doświadczenia, utożsamia się z takimi treściami (a przy tym je lajkuje i udostępnia).

O jednym z takich krzywdzących elementów naszej młodości napisała ostatnio na Instagramie Ewelina Wąs, twórczyni internetowa publikująca pod nickiem Wąskie Gardło. Wiele treści, które publikuje "Wąska" to rolki o różnych odczuciach i doświadczeniach milenialsów: od testowania słodyczy z naszego dzieciństwa przez zapytania do obserwujących o to, czy woleli "Bravo" czy "Popcorn".

W jednej z ostatnich rolek influencerka opowiedziała o pewnym elemencie wychowania, który do dziś ciągnie się za już dorosłymi kobietami – często również matkami. Chodzi o strach przed nastoletnią ciążą. W latach 90. i 2000., kiedy królowała prasa dla nastolatków, można tam było znaleźć różne porady dotyczące m.in. dojrzewania. Pojawiały się historie przestrzegające przed zajściem w ciążę.

Dodatkowo wiele treści edukujących na temat antykoncepcji opierało się właśnie o ten element strachu. Efekt jest taki, że nasze pokolenie z edukacją sek$%^&alną miało niewiele wspólnego w szkole – większość wiedzy mamy z własnego, indywidualnego szukania informacji.

Wiele osób z tej generacji w ogóle nie rozmawiała o dojrzewaniu i wszystkich pokrewnych kwestiach z rodzicami – jedyne, co słyszeliśmy, to żebyśmy przypadkiem uważali, bo skończymy bez dachu nad głową, pracy i perspektyw na przyszłość, jeśli "wpadniemy".

W krótkim filmiku na Instagramie Ewelina Wąs napisała: "Zrobili to tak skutecznie, strasząc nas nastoletnią ciążą, że nadal się boję, mając 36 lat". I muszę przyznać, że rozmawiając z różnymi koleżankami po 30., widzę, że wiele kobiet z mojego pokolenia ma tak samo.

Strach przed nastoletnią ciążą

Pod filmem influencerka napisała: "Jako pokolenie milenialsów dostaliśmy solidną dawkę strachu już na starcie. Edukacja sek$%^&lna oparta na panice, wstydzie i 'uważaj, bo zrujnujesz sobie życie' zrobiła robotę aż za dobrze. Efekt? Po trzydziestce nadal reagujemy napięciem, zamiast spokojem i wiedzą.

To nie jest o odpowiedzialności. To jest o tym, jak bardzo nas wtedy przestraszono i jak długo to w nas siedzi. Dorastanie w Polsce lat 90. i 2000. zostawia ślady, o których rzadko się mówi na głos. A szkoda, bo wiele z nas ma bardzo podobne doświadczenia".

Sama, jako matka dwójki dzieci, czasami ze śmiechem przyznaję, że mnie również trochę ten strach dotyczy, mimo świadomego i zaplanowanego rodzicielstwa. Dziś, kiedy sami jesteśmy rodzicami, coraz wyraźniej widać, jak bardzo ten mechanizm odbił się na naszym podejściu do cielesności, dojrzewania i rozmów o sek$%^ości.

Z jednej strony chcemy wychować dzieci inaczej – spokojniej, z większym zaufaniem do wiedzy i faktów, bez wstydu i moralnej paniki. Z drugiej jednak strony w wielu z nas wciąż odzywają się dawne lęki, które nie zawsze potrafimy nazwać. Czasem pojawiają się one właśnie w żartach, czasem w nadmiernej kontroli, a czasem w trudności, by w ogóle rozpocząć z dzieckiem rozmowę o dojrzewaniu w sposób naturalny i niewypełniony napięciem.

Być może dlatego tak dużą popularnością cieszą się dziś treści, które wyciągają te doświadczenia na światło dzienne i pozwalają je wspólnie "odczarować". Mówienie o tym, co nas ukształtowało – także o strachu, który był elementem wychowania całego pokolenia – może być pierwszym krokiem do zmiany.

Dla nas samych, ale też dla naszych dzieci. Bo odpowiedzialność nie musi wyrastać z lęku, a wiedza nie musi iść w parze ze wstydem. I im częściej będziemy to sobie uświadamiać, tym większa szansa, że kolejne pokolenie nie będzie musiało po trzydziestce odkrywać, jak głęboko zaszczepiony strach potrafi ciągnąć się przez całe życie.

Czytaj także: