
Wielu rodziców powtarza to jedno zdanie z przyzwyczajenia. Ma uspokoić, pocieszyć, czasem zakończyć histerię. Ale w rzeczywistości działa odwrotnie – sprawia, że dziecko zaczyna wątpić w swoje emocje i w siebie.
"Nie przesadzaj" – słowa, które odbierają prawo do emocji
Wyobraź sobie: twoje dziecko wraca ze szkoły, z płaczem opowiada ci, że kolega nie chciał się z nim bawić, a ty, zmęczona po pracy, mówisz:
"Nie przesadzaj, jutro się pogodzicie".
Dla dorosłego to drobiazg. Dla dziecka – koniec świata.
Kiedy powtarzamy "nie przesadzaj", nieświadomie wysyłamy dziecku komunikat: "Twoje uczucia są niewłaściwe. Nie warto ich pokazywać".
Z czasem dziecko przestaje ufać własnym odczuciom. Myśli: Skoro mama mówi, że przesadzam, to pewnie naprawdę coś ze mną nie tak.
Co tak naprawdę słyszy dziecko?
Słowa "nie przesadzaj" mają w sobie pozory racjonalności. Przecież chcemy, żeby dziecko nie wyolbrzymiało problemów, ale ono nie słyszy logicznego argumentu. Ono słyszy: "Twoje emocje nie są ważne". To komunikat, który uczy wstydu i tłumienia emocji.
Z biegiem czasu takie dziecko przestaje mówić o tym, co czuje. Zamiast płakać – zamyka się w pokoju. Zamiast powiedzieć, że jest smutne, odpowiada" "nic mi nie jest". W dorosłym życiu może mieć trudność z mówieniem o sobie, bo od dziecka uczyło się, że okazywanie emocji to przesada.
"Nie przesadzaj" w różnych wersjach
Czasem to zdanie brzmi łagodnie:
Każda z tych wersji ma wspólny mianownik – zamiatanie emocji pod dywan. Dziecko w takich momentach nie potrzebuje rady, tylko naszego zrozumienia. Chce, żeby ktoś usiadł obok i powiedział: "Widzę, że ci trudno". To proste zdanie nie rozwiązuje problemu, ale daje dziecku poczucie, że nie jest samo.
Zamiast "nie przesadzaj", możesz też powiedzieć:
Takie słowa nie nakręcają histerii. One ją uspokajają. Bo dziecko, które czuje się wysłuchane, nie musi walczyć o uwagę krzykiem.
