
Współczesne matki próbują ogarniać wszystko – pracę, dom, emocje i wychowanie dzieci. Chcą być obecne, wspierające i zaangażowane, ale coraz częściej dopada je zmęczenie i przebodźcowanie. Jak znaleźć równowagę między byciem dla innych a byciem dla siebie?
Współczesne rodzicielstwo to zaangażowanie na 100 procent
Dziś rodzice są znacznie bardziej świadomi, obecni i zaangażowani w życie swoich dzieci niż byli nasi właśni rodzice. Staramy się wspierać ich rozwój, dbać o emocje i towarzyszyć im na każdym kroku. Nie znaczy to oczywiście, że dawniej rodzice tego nie robili, ale wielu z nich żyło w rodzinach wielopokoleniowych, gdzie pomoc bliskich w opiece nad dziećmi była czymś naturalnym. Obowiązki rozkładały się wówczas nie tylko na mamę i tatę, ale także na dziadków, ciocie czy starsze rodzeństwo.
Dziś mamy jako rodzice na swoich barkach znacznie więcej zobowiązań i w każdej sferze życia staramy się wypełniać je na sto procent. Coraz częściej – na szczęście – mówi się o tym, że nie da się być idealnym na wszystkich polach, jednak wiele matek wciąż próbuje wszystko ogarniać i robić to na najwyższym poziomie.
Szykujemy idealne, zdrowe śniadaniówki, odrabiamy z dziećmi lekcje, zawozimy je na zajęcia dodatkowe, a jednocześnie pracujemy zawodowo, dbamy o emocje naszych pociech i staramy się, by na stole codziennie czekał na nie świeży obiad.
Wpadamy w spiralę zadań i zobowiązań, aż w końcu dopada nas zmęczenie i przebodźcowanie. Wtedy najchętniej spędziłybyśmy tydzień, leżąc na kanapie pod kocem i oglądając seriale. To błędne koło, które wielu rodziców zna aż za dobrze – i pewnie teraz czyta te słowa, z rezygnacją kiwając głową.
Sama jestem rodzicem, który stara się angażować, wspierać, zawozić na zajęcia, a jeśli trzeba – upiec ciasto na szkolny kiermasz. Chodzę na przedszkolne warsztaty, żeby wspólnie z dziećmi robić ciasteczka, a potem biegnę na przedstawienie kółka teatralnego starszego syna. Staram się być obecną i zaangażowaną mamą, żeby moje dzieci nigdy nie miały poczucia, że dorastały bez mojej obecności.
Na koniec rodzic zostaje sam: zmęczony i przebodźcowany
Po takim maratonie obowiązków jednak padam na twarz – i wiem, że wiele innych mam doskonale mnie zrozumie. Po jednym czy dwóch intensywnych tygodniach marzę tylko o tym, by po pracy założyć dres, usiąść w fotelu z książką i kubkiem herbaty. Nie mam wtedy ochoty nawet rozmawiać przez telefon z mamą czy najbliższą przyjaciółką, bo moje społeczne baterie są całkowicie rozładowane.
Jasne, jestem osobą ekstrawertyczną, towarzyską, uśmiechniętą i empatyczną. Ale po rodzicielskim maratonie naprawdę zaczynam wierzyć, że jednak sporo we mnie introwertyka, który najbardziej lubi być sam w swoim domu.
Nie zamykam się w nim na długo – bo za chwilę moje dzieci mają kolejne zadania, w których muszę je wesprzeć. I tak to się kręci. Ale wiem, że na końcu tego wszystkiego zawsze czeka coś, co daje mi siłę: uśmiech dziecka, które mówi, że nasz dzbanuszek z warsztatów był najładniejszy. Albo starszy syn, który z dumą mówi kolegom, że te babeczki z kiermaszu, które wszystkim smakowały, zrobiła jego mama.
I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o perfekcję, nie o to, by zawsze mieć wszystko pod kontrolą i z uśmiechem odhaczać kolejne punkty z rodzicielskiej listy. Chodzi o obecność i znalezienie równowagi – nawet jeśli czasem jesteśmy zmęczone, rozkojarzone i marzymy tylko o ciszy, spokoju, dresie i kubku herbaty.
Nie musimy być idealni
Dzieci nie potrzebują idealnych mam. Potrzebują prawdziwych – takich, które czasem mają dość, które się śmieją, ale też denerwują, które potrafią przyznać, że mają gorszy dzień. I takich, które umieją zadbać o siebie, żeby kolejnego dnia znów dać z siebie wszystko dla swoich dzieci.
Bo właśnie w tej szczerości i autentyczności uczymy je najwięcej. Tego, że emocje są w porządku, że można odpoczywać, że miłość nie wymaga doskonałości. Że można się potknąć, zatrzymać, złapać oddech – i nadal być najlepszą mamą na świecie.
Nie dlatego, że zawsze jesteśmy dostępne, uśmiechnięte i gotowe na wszelkie ewentualności. Ale dlatego, że jesteśmy obok i staramy się być najlepszymi matkami, jakimi umiemy. Raz po raz, mimo zmęczenia, lęku i wszystkiego innego.
