
Rodzice z pokolenia milenialsów coraz częściej wracają do analogowych zwyczajów ze swojego dzieciństwa. Wśród nich pojawił się zaskakujący trend – powrót do telefonu stacjonarnego w domach z małymi dziećmi. To nie tylko sentymentalna moda, ale też sposób na ograniczenie czasu ekranowego i budowanie bliższych relacji w rodzinie.
Nostalgiczny powrót do dzieciństwa pokolenia milenialsów
Dzisiejsi rodzice to w dużej mierze pokolenie milenialsów, czyli osób urodzonych w latach 80. i 90. Dla nich posiadanie w domu telefonu stacjonarnego było czymś oczywistym – kiedy byli dziećmi, mogli pomarzyć o bezprzewodowych telefonach, nie mówiąc już o smartfonach z dostępem do internetu na wyciągnięcie ręki.
Wyobraź sobie teraz, że twoje dzieci dorastają w takich analogowych realiach, jak ty jako dziecko: bez smartfona przyrośniętego do ręki i bez dostępu do internetu. Żeby zadzwonić do kolegi, trzeba było zapisać na kartce jego numer lub nauczyć się go na pamięć, a następnie na stacjonarnym urządzeniu zamontowanym w domu, wybrać ten numer i połączyć się z nim głosowo.
W dzisiejszych czasach brzmi to całkiem nierealnie, szczególnie że wg portalu mother.ly prawie 80 proc. gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej ma tylko mobilne urządzenia: smartfony, smartwatche i tablety. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że w Polsce te statystyki są podobne.
Na tle tego nostalgicznego obrazka dziś możemy zaobserwować pewien rodzicielski trend. Okazuje się bowiem, że milenialsi jako rodzice nie tylko tęsknią za analogowymi czasami z lat swojego dzieciństwa. Oni dosłownie wracają do zwyczajów sprzed 30-40 lat.
Okazuje się, że w USA wśród młodych par z małymi dziećmi coraz bardziej popularne jest zakładanie w domu telefonu stacjonarnego, lub korzystanie z mobilnej usługi ze smartfonem, ale traktowanie urządzenia jako typowo domowego (a nie osobistego smartfona kogoś z domowników).
Telefon stacjonarny w domu
Ta moda podobno coraz bardziej się przyjmuje i młodzi są zachwyceni tym, że w ich domach panują zwyczaje rodem z lat ich własnego dzieciństwa. No bo powiedzcie: czy jest coś bardziej ekscytującego, kiedy ma się 9 lat, a starszy brat, który odbiera telefon, nagle krzyczy: "Stasiek, to do ciebie! Kolega z klasy"?
Ten trend wydaje się dość zabawny w czasach, kiedy przecież wszyscy mamy nieograniczony dostęp do technologii, wielu rozwiązań ułatwiających życie i komunikacji. Ale wiecie co?
W tych cyfrowych realiach coraz więcej jest też uzależnień od internetu i mediów społecznościowych, negatywnych emocji, które towarzyszą dzieciom z powodu nadmiaru czasu ekranowego i wiele innych skutków, które negatywnie wpływają na rozwój i stan psychiczny dzieci i młodzieży.
Takie analogowe rozwiązanie, czyli jeden telefon "stacjonarny" dla wszystkich domowników to nie tylko dobre rozwiązanie dla dzieci. Pokazuje też dorosłym, że nie muszą być przywiązani do mediów społecznościowych 24 godziny na dobę. Uczy pielęgnowania relacji, wspólnego spędzania czasu, bez patrzenia całe dnie w ekran i scrollowania.
To dość ciekawe rozwiązanie, na które wiele z nas być może jeszcze nie jest gotowych, bo jesteśmy stale przywiązani do naszych smartfonów. Ale trzeba głośno powiedzieć, że takie rozwiązanie też pozytywnie może wpłynąć na zdrowie psychiczne i rozwój dzieci, które bez ciągłego kontaktu z ekranami mają szansę na inne spędzanie czasu wolnego.
Powrót do korzeni, którego rodzice potrzebują
Niektórzy pewnie z powątpiewaniem pokręcą głowami i powiedzą, że to nie jest realny pomysł, jeśli ma się dziecko w wieku szkolnym. Jeśli chcemy uczyć je samodzielności i niezależności, trzeba dać mu przecież urządzenie cyfrowe, by mieć z nim kontakt. No i to wcale nie jest prawda, że trzeba.
Po prostu przyzwyczaiły nas do tego obecne czasy – przecież my i nasi rodzice wcale nie mieliśmy smartfonów, a jakoś sobie poradziliśmy. A nawet więcej – byliśmy bardziej samodzielni niż obecne dzieciaki kiedykolwiek będą. Tu chodzi o zmianę myślenia u rodziców, którzy stali się chorobliwie przewrażliwieni, nadopiekuńczy i zabierający dzieciom wolność w imię swojego spokoju.
Jasne, nie można całkiem dzisiaj dzieciom zakazać technologii, bo będą się czuły wykluczone wśród rówieśników. Ale spowolnienie tego wprowadzania cyfrowych urządzeń do codzienności przez taki stacjonarny telefon to całkiem ciekawy pomysł. Kiedy dziecko będzie miało powyżej 13. lat (od tego wieku dozwolone są media społecznościowe), telefon być może będzie miał sens. Żeby wcześniej dzieci mogły budować relacje z rówieśnikami, wcale tych ekranów aż tak bardzo nie potrzebują.
Być może więc moda na powrót do telefonu stacjonarnego nie jest wcale takim dziwactwem, jak mogłoby się wydawać. To raczej próba odzyskania równowagi między światem online a realnym życiem – między tym, co wygodne, a tym, co naprawdę buduje więzi.
Może właśnie taki "krok wstecz" pomoże wielu rodzinom zatrzymać się na chwilę, pobyć ze sobą bez nieustannego rozpraszania powiadomieniami i docenić np. rozmowy – te, które nie toczą się w aplikacjach, ale przy stole, z uśmiechem i patrzeniem sobie w oczy.
Źródło: mother.ly
