kobieta płacze
Zamykam się w łazience i wyłączam telefon. Bo jestem matką, nie maszyną. fot. Pixabay.com

"Nie chcę was dziś widzieć. Ani dzieci, ani świata. Chcę być sama – i nie mam najmniejszego zamiaru się z tego tłumaczyć, przepraszać ani usprawiedliwiać". Przeczytajcie poruszający list od naszej czytelniczki, Izy.

REKLAMA

"Nie jestem złą matką, bo czasem chcę być sama. Jestem człowiekiem"

"Czasem marzę o pokoju. Ale nie o pokoju z ładnym widokiem, pachnącą pościelą z hotelowej pralni. Nie o SPA, nie o kolacji w ciszy.

Marzę o zamkniętych drzwiach, których nikt nie otwiera. O kubku herbaty, którą wypiję, zanim wystygnie. O chwili, gdy nie słyszę: 'mamo, siku', 'mamo, zobacz', 'mamo, jestem głodny', 'mamo, gdzie jest…' – wpisz cokolwiek...

Nie chcę niczego więcej. Tylko ciszy. Tylko pobyć sama. Tylko przez chwilę nie być odpowiedzią na czyjeś potrzeby.

Samotność – luksus zakazany

Matki mają kochać. Matki mają dawać z siebie wszystko. Matki mają być cierpliwe, gotowe, dostępne. Nawet wtedy, kiedy padają na twarz. Nawet wtedy, gdy nikt ich nie widzi. Ale nikt nie mówi głośno, że dawanie z siebie wszystkiego bez chwili przerwy to powolne znikanie.

Nikt nie mówi, że z kochającej matki można niepostrzeżenie stać się cieniem człowieka. Cieniem, który nie ma czasu ani ciszy, żeby dowiedzieć się, kim właściwie jest.

To nie depresja. To instynkt samozachowawczy

Nie jestem w kryzysie. Nie potrzebuję pomocy. Potrzebuję odpoczynku. Fizycznego, ale też psychicznego, emocjonalnego, zmysłowego. Potrzebuję przestać słyszeć. Przestać czuć na sobie małe rączki.

Czasem siadam na podłodze w łazience, zamykam się od środka i udaję, że mnie nie ma. Czy to brzmi dramatycznie? Może. Ale wiecie co? To mnie czasem ratuje.

Uciekłam. I nie żałuję

Pewnego dnia, bez awantury, bez słów, bez planu – wyszłam z domu. Wzięłam kurtkę, założyłam buty i zamknęłam za sobą drzwi.

Nie miałam celu. Po prostu szłam. Sześć godzin błąkałam się po mieście. Przez pierwsze trzy płakałam, przez kolejne trzy nie czułam nic.

I dopiero wtedy, po tych sześciu godzinach ciszy, bez bodźców, bez 'mamo', poczułam, że wracam do siebie. Nie do tej wersji siebie, którą znają dzieci, partner, sąsiedzi, szkoła i lekarz. Do tej prawdziwej – którą prawie zagłuszyło bycie wszystkim dla wszystkich.

Nie chcę się tłumaczyć. Nie chcę słyszeć, że 'inni mają gorzej'. Nie interesuje mnie licytacja na poświęcenie. Mam prawo chcieć pobyć sama. Tak po prostu. Bez winy. Bez racjonalizacji.

To, że jestem matką, nie znaczy, że przestałam być człowiekiem. A człowiek bez przestrzeni dla siebie – gaśnie.

Kiedy milczę, nie znaczy, że nie kocham

To, że się wycofuję na moment, nie oznacza, że nie kocham. Kocham aż za bardzo. Ale nie chcę, żeby moja miłość była ciężarem. A stanie się nim, jeśli sama będę tylko cieniem.

Jeśli jestem zmęczona, zła, przebodźcowana i sfrustrowana – to nie jestem w stanie dać dziecku nic dobrego.

Samotność to nie ucieczka. To regeneracja. To profilaktyka. To higiena psychiczna.

Jeśli to czytasz, prawdopodobnie myślisz: 'też tak mam'. I nie jesteś złą matką. Jesteś bardzo dobrą matką, która wie, że czasem trzeba zniknąć, żeby móc wrócić. Z nowym oddechem. Z miejscem w głowie. Z czułością, która nie musi być wymuszona.

Nie chcę was dziś widzieć. Ale jutro wrócę. Cała".

(Imiona bohaterów zostały zmienione).

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: