mama z dzieckiem
Podążaj za dzieckiem, zamiast mu przeszkadzać. fot. Katie Emslie/Unsplash

Czasami jakaś myśl, przeczytane zdanie lub cała książka, wysłuchany podcast albo odbyta rozmowa zmieniają coś w naszym życiu tak silnie, że trudno uwierzyć, że wcześniej mogliśmy postępować inaczej. Właśnie o takim odkryciu napisała dziennikarka parentingowa Elizabeth Tenety, prywatnie mama trojga. Warto jej wysłuchać, może zmieni też twoje macierzyństwo.

REKLAMA

Elizabeth Tenety, dziennikarka, współzałożycielka parentingowego portalu Motherly, nagradzana autorka podcastów. Matka trojga. O swojej podróży w świat macierzyństwa mówi, że zmieniła w niej wszystko. Na lepsze. 

Opowiadając o swoich początkach jako matki, Tenety wspomina o obsesji na punkcie robienia wszystkiego dobrze. Prawidłowo. Książkowo. Najlepiej dla dziecka. Czytam jej słowa i uśmiecham się pod nosem, bo to też moja historia. 

Kupowanie odpowiedniego jedzenia (tylko eko, organiczne, dobre dla mózgu), ciągłe mówienie do bobasa i czytanie mu książek już od kołyski (rozwija mowę, intelekt i w ogóle wszystko). Śledzenie każdej informacji o rozwoju, zdrowiu, wychowaniu. Tenety w ten sposób założyła Motherly, ja zostałam dziennikarką parentingową.

A potem Elizabeth Tenety, w okolicach piątych urodzin swojego pierwszego dziecka, spotkała się z filozofią Montessori. I ta odmieniła jej macierzyństwo. Szczególnie jedna myśl wprost z dekalogu Montessori okazała się wyzwalająca i wzbogacająca. Dla niej i dla trojga jej małych dzieci.

Podążaj za dzieckiem

Tenety pisze, że w tym czasie była bliska wypalenia rodzicielskiego. Jej mąż dużo podróżował służbowo, ona zajmowała się trojgiem dzieci poniżej 5. roku życia. "Moja zdolność do dotrzymania kroku kulturowym normom proaktywnego rodzicielstwa, które w każdej chwili stymuluje rozwój dziecka, zaczęła się wypalać". Ratunek znalazła w książce "Montessori w twoim domu" Simone Davies. To tam przeczytała o podejściu, które wszystko zmieniło.

"Podążaj za dzieckiem" – to zdanie-klucz do całej pedagogiki Marii Montessori. Zaufaj swojemu dziecku, pozwól mu prowadzić drogą jego rozwoju. Nie przeszkadzaj. 

"Naszym zadaniem, jako rodziców, jest ciche obserwowanie naszych dzieci pod kątem ich naturalnych pragnień, instynktów i preferencji. Oznacza to zauważanie, czy nasze dzieci są szczęśliwe, czy smutne, otwarte czy wrogie, pełne energii lub zmęczone", pisze Tenety o tym przesłaniu. 

Jak to wcielić w życie?

To proste. Wystarczy odpuścić. Wyjść z roli rodzica-wiecznego-animatora, wejść w rolę uważnego obserwatora. Zamiast zasypywać dziecko pomysłami na zabawę, zajęcia, podsuwać mu co rusz nowe hobby, powinniśmy pozwolić dzieciom podążać za swoimi zainteresowaniami. Nie przeszkadzać im w rozwijaniu pasji, nie zaburzać wrodzonej ciekawości świata i dążenia do samodzielności. 

I nie chodzi tu o to, by pozwalać dziecku na wszystko, co tylko przyjdzie mu do głowy. Nadal jest tu miejsce na stawianie zdrowych granic i dbanie o potrzeby wszystkich członków rodziny. Proponowane przez Tenety wyjaśnienie tego przesłania wydaje mi się szczególnie trafne:

"'Podążanie za dzieckiem' rozumiem jako dawanie swoim dzieciom takiego samego szacunku dla ich potrzeb i wyborów, jakiego oczekuję dla siebie".

Jak to często z mądrymi rodzicielskimi drogami bywa, ta również opiera się na prostej prawdzie. Instynkcie. Intuicji. Rozumiem zachwyt Elizabeth Tenety i to, że podejście Montessori zmieniło jej macierzyństwo. Ja też odpuściłam w okolicach 5. urodzin mojego pierworodnego dziecka, to przyszło naturalnie. I choć początki naszej rodzinnej drogi także były wspaniałe, brak spięcia, który towarzyszy nam od tego czasu, wszystkim nam wyszedł na dobre. Po prostu szanujemy się. Podążamy za sobą.

Czytaj także: