uczniowie w szkole
Współczesne dzieci są bardziej empatyczne, niż nam się wydaje. Fot. 123rf.com

Nie napiszę: "Przygotujcie chusteczki", choć przyznaję, po przeczytaniu tego maila łezka w oku mi się zakręciła. Na świecie mnóstwo jest zła i cierpienia, jednak takie historie sprawiają, że na sercu robi się jakoś lżej. Brzmi ckliwie? Być może. Przeczytajcie jednak, co napisała do naszej redakcji Ewelina.

REKLAMA

"Jestem dumna ze swojego dziecka, dlatego postanowiłam napisać. Jestem dumna, że wychowuję wrażliwego, empatycznego chłopca. Jestem dumna z innych dzieci z jego klasy. Krew mnie zalewa, jak czytam te wszystkie wypociny, co z tych dzieci wyrośnie, że one takie skupione na sobie i egoistyczne. Jakieś na pewno, ale nie wszystkie.

Kilka dni temu syn zapytał, czy mogę mu dać do szkoły 5 zł. Zapytałam, na co potrzebuje. To nie jest duża kwota, ale on jest dopiero w czwartej klasie, dostaje zawsze drugie śniadanie, chodzi na obiady, więc byłam ciekawa. Czy to jakaś kolejna klasowa zbiórka, czy co? Nie chciał powiedzieć, mówił, że to na specjalny projekt.

Wkurzył mnie tym trochę, bo ja tam nie wiem, różne pomysły mają dzieci, nie chciałam, żeby się wpakował w jakieś kłopoty. Posmutniał, no to dałam mu te 5 zł. Przytulił mnie wtedy mocno i podziękował. Dwa czy trzy dni później wrócił ze szkoły cały w skowronkach i w końcu mi powiedział, po co mu były te pieniądze.

W szkole jest zwyczaj, że w dniu urodzin każde dziecko przynosi jakieś słodkości i drobne upominki dla innych dzieci. Wiadomo, dziecko przynosi, ale to my, rodzice za to płacimy. Dzieci z klasy dowiedziały się, że zbliżają się urodziny takiej jednej dziewczynki, która pochodzi z ubogiej rodziny. No, nie przelewa się tam, ta dziewczynka jest dość wycofana i w ogóle. Podobno w zeszłym roku miała urodziny i nic nie przynosiła, było jej przykro i zawsze się dziwnie czuje, jak dostaje coś od innych dzieci, kiedy one świętują.

No i mój syn i inne dzieci chciały się zebrać, żeby kupić jakieś słodycze i przynieść je w dzień urodzin tej dziewczynki, żeby wspólnie świętować i żeby było jej miło. Kiedy mi to powiedział, to się rozkleiłam na maksa i tak wyłam prawie przez całą noc. Z takiego wzruszenia, że syn na to wpadł. I się tak sama poklepałam po ramieniu, że dobrze go wychowałam.

Trochę się bałam, czy tej dziewczynce nie będzie głupio, uważam, że to mogło też jakoś wprowadzić w zakłopotanie jej mamę czy coś. No wiadomo, jak to jest. Ale nie, ta dziewczynka się bardzo ucieszyła z niespodzianki, poczuła, że jest częścią grupy. Może można to było wcześniej załatwić z jej mamą, ale i tak podziwiam syna i jego kolegów. Jestem dumna!".

I co, miałam rację z tymi chusteczkami?

Czytaj także: