smutna kobieta
Dobre słowo czy gest niewiele kosztuje, więc dlaczego tak ciężko go wykonać? fot. Polina Zimmerman/Pexels

Niezwykle łatwo jest krytykować i oceniać obcych ludzi, szczególnie matki, których dzieci dokazują. Prosto powiedzieć, że 'niewychowane bachory', 'niegrzeczne', 'dzikie', a matka 'bezradna' i 'beznadziejna'. A gdyby tak całą tę energię spożytkować na coś dobrego? Na miły gest i dobre słowo? Byłoby idealnie! Choć nie żyjemy w perfekcyjnym świecie, to jednak są ludzie, którzy bezinteresownie czynią dobro, udowadnia to historia naszej czytelniczki.

REKLAMA

Anonimowi i obojętni

"Wychowałam się w małym miasteczku. Wychodząc z domu, zawsze trafiało się na kogoś znajomego. Jako nastolatka nie znosiłam tego, nie można było być anonimowym. Zawsze było ryzyko, że ktoś doniesie rodzicom, co robię. Nie miałam pojęcia, że tak bardzo za tym zatęsknię, gdy sama zostanę mamą. Z perspektywy czasu widzę, ile w tym było życzliwości. Każdego dnia na moją mamę czekała miła rozmowa, uśmiech i pomocna dłoń. Ja jako dzieciak, rzecz jasna, nie potrafiłam tego docenić, więc uciekłam do 'wielkiego miasta'.

Zachłysnęłam się anonimowością i luzem, który dała mi przeprowadzka. Jednak gdy sama zostałam mamą, zaczęło mi brakować znajomych ludzi. Moje życie trochę spowolniło, zaczęłam dostrzegać więcej, ale świat pędził dalej... Zaczęło mnie to męczyć.

Po ciąży stałam się ckliwa i bardziej wrażliwa? Bardzo możliwe. Nie zmienia to faktu, że rozumiałam, że ludzie nie są anonimowi, a po prostu obojętni i nieprzyjemni. Ciągle pędzą i nie obchodzą ich inni. Poczułam to nie raz na własnej skórze i nie raz widziałam to 'na mieście'. Szybciej cię ochrzanią, niż pomogą. Jedak niedawno wydarzyło się coś, co sprawiło, że pomyślałam: 'wow, jak fajnie'. Taka prosta rzecz, a jak bardzo może zmienić nasze życie.

Byłam na granicy

Jestem mamą dwójki małych dzieci, którymi zajmuję się sama. Po rozstaniu z partnerem czasem naprawdę brakuje mi sił. Zmęczenie potrafi być niezwykle podstępne. Wydaje ci się, że dajesz radę, ale kilka nieprzespanych nocy, trudniejszy okres w pracy, choroba dziecka i człowiek nagle rozsypuje się, niczym domek z kart.  W takiej chwili nic nie ma sensu, a wszystko staje się tak potwornie ciężkie. 

Uważam, że jestem silną i waleczną osobą, ale jednak człowiek nie jest ze stali. Choć byłam pewna, że jest ok, wystarczył jeden drobiazg, bym dosłownie pękła i rozsypała się na drobne kawałeczki.

Niedawno z dzieciakami byłam na zakupach. Nie jest to łatwe zadanie. Jedno biegało, drugie płakało, a ja nie mogłam się skupić na tym, co muszę kupić. Do tego czułam, jak ludzie się na mnie gapią. Nie reagowałam na zachowanie dzieci, odcięłam się od ich głosów, próbując resztkami sił przypomnieć sobie, po co ja do tego sklepu w ogóle przyszłam. W głowie miałam pustkę. Zamknęłam oczy, by odnaleźć w głowie listę, która została na stole w kuchni. 

W pewnej chwili podeszła do mnie kobieta i z olbrzymim wyrzutem zaczęła krzyczeć: 'Czy może pani ogarnąć te dzikusy? Skoro nie potrafią się zachować, trzeba było zostawić je w domu!'. 

Zorientowałam się, że syn rozrzucił opakowania płatków śniadaniowych. Chciało mi się płakać. Kobieta coś nadal do mnie mówiła, choć ledwo to pamiętam, coś o 'bezstresowym wychowaniu', 'że niektórzy nie powinni mieć dzieci' i że 'za jej czasów to było nie do pomyślenia'. Normalnie bym pewnie coś odpysknęła, ale tamtego dnia byłam totalnie bezradna. Usiadłam na ziemi i zaczęłam zbierać porozrzucane opakowania, sprawdzając, czy nie uległy uszkodzeniu. Łzy ciekły mi po policzkach. Wyprawa do sklepu była kropką nad i. Niby silna, a pękłam w najmniej oczekiwanym momencie.

Nagle usłyszałam donośny głos: 'Po zakupy pani tu przyszła, to się proszę nimi zająć, a nie cudzymi dziećmi'. Zadziałało! Kobieta zakończyła swój monolog i poszła. Managerka sklepu pomogła mi pozbierać opakowania, po czym wzięła córkę na ręce i powiedziała do moich dzieci: 'Chyba musimy pomóc mamie zrobić zakupy. Co lubicie jeść na obiad? Wyglądacie na fanów makaronu z sosem pomidorowym, zgadza się?'. Ja nadal siedziałam na podłodze, gdy syn nieudolnie pchał wózek. Patrzyłam, jak kobieta wrzuca do niego kilka podstawowych produktów, z których da się zrobić prosty obiad, kolację i śniadanie. Cały czas zagadywała moje dzieci, wyznaczając im zadania.

'Zapraszam do kasy. Na dziś i jutro na pewno wystarczy. Jutro na pewno będzie lepszy dzień na zakupy' – powiedziała, uśmiechając się do mnie. Pomogła zapakować mi zakupy i odstawiała nas do samochodu. A ja, zamiast podziękować, tylko zapytałam: 'Dlaczego?'

Nadal serdecznie uśmiechnięta kobieta odpowiedziała, że ktoś kiedyś zrobił coś takiego dla niej i gdy spytała, jak może się odwdzięczyć, ten ktoś poprosił, by i ona komuś pomogła w podobnej sytuacji. Wyznała jednak, że nie pomogła tylko raz. Że to wchodzi w nawyk, ale i odmienia życie na lepsze. I tak sobie myślę, o ile życie byłoby piękniejsze, gdybyśmy wszyscy umieli tak robić: przekazywać dobro dalej. Zamiast krytykować, osądzać i rzucać krytyczne spojrzenia, cały ten czasz poświecić na miłe słowo, gest, czy pomoc.

W szoku nie podziękowałam wtedy. Dziękuję teraz!".

Czytaj także: