
Sophie Pugh czuła, że coś jest nie tak z jej zdrowiem. Zgłaszała niepokojące objawy lekarzom wielokrotnie, ale nikt nic z tym nie zrobił. Po wielu miesiącach błędnych diagnoz dowiedziała się, że ma raka. Teraz zostało jej zaledwie kilka miesięcy życia. Opowiada więc swoją historię, by ostrzec inne kobiety.
28-latnia Sophie Pugh zmagała się z silnymi bólami menstruacyjnymi, a także z częstym bólem w dolnej części pleców. Kobieta odczuwała także dyskomfort podczas korzystania z toalety. Problematyczne było oddawanie moczu, biegunki, czy wzdęcia. Dolegliwości były tak duże, że Sophie niejednokrotnie upadała z bólu na ziemię. Mimo że zgłaszała to niejednokrotnie lekarzom, za każdym razem słyszała, że to nic takiego, do czasu, gdy okazało się, że zostało jej zaledwie kilka miesięcy życia.
Nie powinno boleć
Różni lekarze przez długi czas nie dostrzegali nic niepokojącego w dolegliwościach Sophie. Początkowo usłyszała, że przyczyną dyskomfortu, jaki odczuwa, jest najpewniej zespół policystycznych jajników (PCOS). Choć podczas jednego z badań znaleziono narośl na jajniku, powiedziano jej, że to nic takiego i nie robi się z tym nic na takim etapie. Kobieta chodziła od lekarza do lekarza, szukając przyczyny swoich dolegliwości. Gdy pojawił się ból pleców, założyła, że coś sobie naciągnęła podczas treningów (wykonywała martwy ciąg ze 100 kg obciążeniem). Usłyszała także od lekarza, że najpewniej się za mało rozgrzała, przygotowując do treningu z ciężarami. Gdy z bólem trafiła na szpitalną izbę przyjęć, uznano, że to zatrucie pokarmowe, sugerując się wymiotami i rozwolnieniem. Dolegliwości nie ustawały, a ból stawał się coraz groszy. Kobieta ponownie trafiła do szpitala tym razem z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego. Po czterech dniach usłyszała, że ma nowotwór.
"Ma pani nowotwór"
Gdy u Sophie w lutym zdiagnozowano raka jajnika, natychmiast podjęła leczenie. Zdecydowała się na chemioterapię, aby go jak najszybciej wyeliminować. Jednak po zakończonym leczeniu w listopadzie, okazało się, że lekarze przeoczyli drugi nowotwór - mięsaka wrzecionowatokomórkowego. Badania ujawniły, że choroba rozprzestrzeniła się praktycznie na cały jej organizm, a teraz najpewniej ją zabije. Sophie tym razem zdecydowała się na opiekę paliatywną zamiast agresywnego leczenia. "Jestem kompletnie załamana. Ostatnio zmagałam się z chemią i nie chcę znowu tak się czuć, a prawdopodobnie i tak mnie to nie wyleczy" – powiedziała w rozmowie z DailyMail. Opcja paliatywnej chemioterapii obejmuje jedną rundę leków co trzy tygodnie, aby przedłużyć życie Sophie bez obniżania jego jakości. Kobieta wykona kolejne badania w styczniu, by podjąć dalsze decyzje. Sophie opowiedziała swoją historię, mając nadzieję, że doda ona innym ludziom pewności siebie, by naciskać na lekarzy w celu uzyskania odpowiedzi, gdy czują się źle.
