
Asia i Marlena znają się od liceum. Jak pisze ta pierwsza, zawsze były jak siostry. Świadkowały na swoich ślubach, są matkami chrzestnymi najstarszych dzieci. Razem wyjeżdżają na wakacje i spotykają się w święta. "Urodziny młodszego synka Marleny to impreza, na której nie mogło nas zabraknąć, Jasiek kończył 10 lat, to nie byle jaka okazja. Jak się okazuje, powinni je byli odwołać, ale tego nie zrobili. Jestem wściekła jak nigdy, mam ochotę zerwać tę znajomość" - pisze kobieta.
Joanna trzeci weekend listopada zarezerwowany ma zawsze na urodziny chłopca, bo choć urodził się tuż po świętach, rodzice organizują imprezę wcześniej, żeby goście dopisali. "Byłyśmy jak zawsze w codziennym kontakcie, Marlena dzwoniła o radę w kwestii dekoracji, chwaliła się projektem tortu. Normalnie jak zawsze" - pisze autorka listu.
Zwróciła uwagę na jego policzki
Kiedy przyjechała do domu przyjaciółki w sobotę, nie było jeszcze innych gości, zwyczajowo rodzina wpadała pomóc znajomym w ostatnich przygotowaniach. "Od razu przy powitaniu zwróciłam uwagę, że Jasiek ma straszne wypieki. Znam go dobrze, nie widziałam u niego takich. Zapytałam, czy dobrze się czuje. Przytaknął i zaprosił moje dzieci do wspólnej zabawy. Dołączyłam do jego mamy w kuchni, ta zbyła moje pytanie, zrzucając wszystko na emocje" - czytamy.
Goście zaczęli się schodzić godzinę później. Asia zauważyła, że Jasiek, zwykle bardzo radosny, jest jakiś niewyraźny. Zapytała przyjaciółkę, czy na pewno wszystko z nim dobrze. Ta zapierała się, że tak. Mówiła, że dzień taki senny, a on już nie mógł doczekać się przyjęcia i gości.
Mamo, a on nie był w szkole
"Dopiero w drodze do domu zapytałam męża, czy też zauważył, że Jaś nie był sobą. Strasznie siedziało mi to w głowie, martwiłam się. Wtedy z tylnego siedzenia odezwała się moja córka. Powiedziała, że syn Marleny źle się czuł i w piątek nawet nie był w szkole, bo miał temperaturę. Nie mogłam w to uwierzyć, zapytałam córkę, czy jest pewna" - pisze kobieta.
Wtedy okazało się, że chłopiec skarżył się jej też na ból i swędzenie pleców. Mama prosiła, żeby nie mówił gościom, bo trzeba będzie odwołać imprezę. "Z Mają przyjaźnią się, więc przyznał się jej w tajemnicy. Z domu zadzwoniłam do Marleny, zapytałam o Jasia, czy jest zadowolony i jak się czuje. Przyznała, że faktycznie po imprezie zauważyła, że coś jest na rzeczy" - czytamy.
Szła w zaparte
Joanna nie ukrywa, że już od początku tej rozmowy była zła, zapytała w końcu przyjaciółkę, czy to prawda, że Jaś czuł się źle już dzień wcześniej. "Doszło do niej, że nie ma sensu kłamać. Przyznała, że dziecko faktycznie miało podwyższoną temperaturę, a rano odkryła, że na plecach ma krosty. To ospa. Ale przyjęcia nie odwołała..." - dodaje ze smutkiem kobieta.
"Najsmutniejsze jest jednak jej tłumaczenie, bo przecież ospą zaraża się, zanim pojawią się krosty, do czwartku był w szkole, a we wtorek jechał z moimi dziećmi autem do kina, więc kogo miał zarazić... Nie dała nam wyboru, nie pozwoliła nam samodzielnie podjąć decyzji, czy chcemy narażać nasze dzieci, tylko zdecydowała sama. A co jeśli we wtorek się nie zarazili, a w sobotę już tak?" - pyta retorycznie kobieta.
Popsuła nam wyjazd!
Asia jest zdruzgotana, bo z okazji mikołajek zapanowali dla dzieci niespodziankę, w nadchodzący weekend mieli lecieć na krótkie wakacje, nie polecą, jej 6-letni syn ma ospę... "Wiedziała i powinna nas uprzedzić, w poniedziałek zadzwoniłam do przychodni, jak tylko otworzyli, czy jeszcze możemy zaszczepić dzieci, powiedzieli, że już za późno... Jestem wściekła. Marlena wydzwania, ale ja nie odbieram" - przyznaje.
Kobieta uważa, że zachowanie przyjaciółki nie tylko było nieodpowiedzialne, ale wręcz nosi znamiona zdrady. "Dacie wiarę, że napisała mi SMS-a, że rozumie, że się wkurzyłam, ale prosi, żeby nikomu z gości nie mówić, że Jaś był chory na przyjęciu. Oficjalnie rozłożył się w niedzielę. Żenada" - kwituje krótko.
Umyślnie, czy nie, Marlena zorganizowała 10-latkom ospa party, a to trudno nazwać zachowaniem odpowiedzialnym. Nie ma się co dziwić, że Joanna się zdenerwowała. Jednak warto spojrzeć na to z jeszcze jednej strony. Kto z nas nie popełnia błędów? Czy ponad 20-letnia przyjaźń powinna wobec tej sytuacji zostać przekreślona? Na to pytanie Joanna musi odpowiedzieć sobie sama.
