
Często zdarza się, że w redakcyjnej skrzynce i na facebookowym profilu Mama:Du otrzymujemy wiadomości od czytelniczek. Są to zazwyczaj ich reakcje na nasze artykuły, krytyka oraz poparcie (lub jego brak) na to, co w artykule było zamieszczone. Oto odpowiedź jednej z czytelniczek, która zareagowała na nasz artykuł o tym, jak minister Czarnek chce rozwiązać braki nauczycieli w szkołach. Przeczytajcie.
"Przeczytałam na mamadu.pl tekst artykułu pt.: "Czarnek znalazł rozwiązanie za 0 zł na brak nauczycieli. Kosztem tych już zatrudnionych" i nie zgadzam się z postawionymi w tym artykule tezami.
Po pierwsze moim zdaniem wcale nie Czarnek wymyślił takie rozwiązanie problemu, ponieważ wcześniej mówili o tym sami nauczyciele i to ci najlepsi, z dużymi sukcesami pedagogicznymi. Może jest to po prostu bardzo dobry pomysł na rozwiązanie problemu. To, że spodziewamy się kiepskiej realizacji dobrego pomysłu, nie jest argumentem za tezą, że ten pomysł jest zły.
Po drugie grupa zawodowa 'nauczyciele' jest zróżnicowana, niestety w tej grupie niemało jest osób nieodpowiedzialnych, traktujących 'z góry' swoich uczniów, ale także i rodziców. Przeciwstawianie 'dobrzy nauczyciele' kontra 'zły Czarnek' moim zdaniem jest o tyle ryzykowne, że większość rodziców ma do czynienia ze złymi nauczycielami (którzy bardziej rzucając się w oczy psują reputację całej grupy). W efekcie czego powstaje 'dobry Czarnek', jako nareszcie ktoś walczący o poważne podejście nauczycieli do swoich obowiązków. Sama mu się dokleja 'gęba bohatera' w takim zestawieniu.
Nauczyciele bywają roszczeniowi. Naprawdę często nie mają pojęcia o prawdziwym życiu, odpowiedzialności za swoje działania, konieczności włożenia dużej ilości pracy w projekty, które są naprawdę ważne, lekko zrzucają swoje obowiązki na rodziców i to bez wcześniejszego uzgodnienia, że to zrobią. Przykładowo żądają przygotowania przez rodziców strojów dla dzieci, dzięki czemu przygotowane 'przez nauczyciela' przedstawienie będzie dobrze wyglądać, na koniec rodzice zaangażowani, do których obowiązków przecież nie należy organizacja przedstawień szkolnych i przedszkolnych, których sami nie wymyślili - dostaną podziękowania.
Owszem są też nauczyciele dobrzy, skuteczni, oddani swojej pracy.
Jednak w pierwszej kolejności bardziej rzucają się w oczy ci żyjący w alternatywnej rzeczywistości, żądający na przykład: 'Na jutro dzieci mają przyjść w stroju strażaka, bo nasza szkoła świętuje właśnie jutro dzień strażaka', albo: "Proszę przyjść jutro na 17.00, obydwoje rodziców i bez dziecka' (a w jaki sposób znajdziemy opiekę dla naszego dziecka tak z dnia na dzień? Jak mamy oboje zdążyć na 17.00, kiedy jedno z nas pracuje do tejże godziny? I co zrobimy z zebraniem w szkole u drugiego dziecka, które to zebranie jest też na 17.00?). Na koniec jeszcze w czasie strajku, organizowanego przecież w słusznej sprawie, trafi się leń, który opowiada, jak to ciężko mają nauczyciele, ze względu na to, że muszą się 'dodatkowo' całe życie rozwijać i dokształcać (!). Jakby to było czymś niespotykanym, albo bardziej trudnym, niż praca z dziećmi i młodzieżą sama w sobie. Przecież dokształcać musi się nawet magazynier, czy pani na kasie w Biedronce (wchodzi nowy asortyment towarów, nowe formy płatności, nowe przepisy prawa/kasy fiskalne z nowym oprogramowaniem, inne cuda). Rodzice będący inżynierami, managerami, prawnikami, lekarzami, czy również nauczycielami, słysząc argument o tym, że ktoś 'jeszcze dodatkowo musi się dokształcać, zdobywać nową wiedzę' i to jest dla niego takie obciążające, czują się zażenowani.
Wszyscy potrzebujemy reformy oświaty w Polsce. Podchodźmy do tego na serio. Niezależnie od tego co tam 'Czarnek powiedział'".
