płacz dziecka
Długotrwały płacz wykańcza psychicznie, ciężko wtedy trzeźwo myśleć. Fot. 123rf.com

Ciąża to czas oczekiwania na upragnione dziecko. Pod koniec rodzice często już nie mogą się doczekać, by wziąć maluszka w ramiona. Będzie płakać? No cóż, przecież to tylko dziecko. Jednak potem dochodzi do brutalnego zdarzenia z rzeczywistością. Bo tego, jak bardzo, jak długo i często może płakać niemowlę nie sposób sobie wyobrazić, a co za tym idzie - przygotować się na to psychicznie.

REKLAMA

A ono płacze, płacze i nadal płacze...

Zmęczenie sprawia, że najbardziej cierpliwi i niezłomni rodzice mogą być oszołomieni częstotliwością i czasem trwania ataków płaczu u maluszka. Pojawia się uczucie bezradności i pytania: "Czy ja się nadaje na rodzica?", "Dlaczego ja nie potrafię uspokoić własnego dziecka?". Nie pomaga noszenie, bujanie, lulanie, głaskanie, smoczek, karmienie, odbijanie, masowanie, śpiewanie, nucenie, spacer wózkiem, jazda samochodem... uczcie beznadziejności zaczyna przytłaczać coraz bardziej...

... ale poradzić jakoś sobie trzeba. Wiele osób ma opór, by w takiej sytuacji chwycić za telefon. "Bo co będą po ludziach dzwonić środku nocy? I co powiem? Że sobie nie radzę?" Proszenie o pomoc, gdy człowiek ma wrażenie, że jest jedyną osobą na ziemi, która sobie nie radzi z dzieckiem, jest trudne.

A co, gdyby istniał anonimowy telefon dla rodziców w potrzebie? Okazuje się, że takie wsparcie istnieje. Rodzice mieszkający w Niemczech, Austrii, Szwajcarii czy Luksemburgu, mogą liczyć na pomoc. "Schreibaby Ambulanz" to pogotowie, które ma ratować rodziców przed "niewyobrażalnym wyczerpaniem". Co ciekawe istnieje już od ponad 20 lat. W rzeczywistości nie jest to ani karetka, ani pogotowie, a raczej klinika, która wspiera rodziców, którzy już nie mają więcej pomysłów, jak sobie poradzić z płaczącym maluszkiem. Jednak po pomoc mogą się zwrócić wszyscy rodzie dzieci w różnym wieku. Medycy, pracownicy socjalni, nauczyciele i psychologowie udzielaj wsparcia nie tylko rodzicom niemowląt z kolką, ale także tym, którzy mają problemy z kamieniem, snem malucha czy inne problemy w okresie przedszkola, czy dojrzewania. Metody, które są proponowane przez personel, są skoncentrowane głównie na wsparcie w kryzysie, między innymi eksperci pomagają w doborze technik radzenia sobie ze stresem. Jednocześnie zachęcają rodziców na zaufaniu swojemu instynktowi.

Gdy już dłużej nie dajesz rady

Niedawno w sieci pojawił się Tweet chwalący działalność organizacji. Amerykańskie mamy momentalnie podchwyciły temat, zachwycając się rozwiązaniem, ale także dzieląc się swoimi historiami, gdy dotarły do granic wytrzymałości. Jedna wspomniała, że gdy przyszła w odwiedziny do koleżanki, ta po prostu wepchnęła jej niemowlę, a sama opuściła bez słowa mieszkanie. Gdy wróciła po dłuższej chwili, oznajmiła, że nie wie, co mogłoby się stać, gdyby na moment nie wyszła. Inna wrzynała, że gdy pojawiły się myśli, że wystawi dziecko na werandę i zamknie za sobą drzwi, zadzwoniła do przyjaciółki, ale ma świadomość, że nie każdy ma do kogo zadzwonić. Jak sobie radzić, bez takiego telefonicznego pogotowia? Kiedyś przeczytałam o pewnej metodzie, którą sama potem zastosowałam przy drugim dziecku. I to działa! Jeszcze w ciąży stwórzcie listę numerów alarmowych. Pomyślcie, kto potrafi was uspokoić lub posiada wiedzę na temat pielęgnacji malucha: mama, teściowa, siostra, przyjaciółka... porozmawiajcie z tymi osobami, czy gdyby zaistniała kryzysowa sytuacja, gdy maluszek pojawi się na świecie, czy możecie dzwonić w nocy, o północy. Z pewnością się zgodzą.

Imiona zapiszcie na karce i mieście na lodówce, tak by były na widoku i wpadły wam w oko, gdy naprawdę będzie słabo. Bliskie osoby zawsze chętnie wam pomogą, jednak najczęściej krępuje nas pora. Tymczasem jedna rozmowa zawczasu może sprawić, że będzie znacznie łatwiej sięgnąć po słuchawkę. Bo jedyne czego możesz być pewna to, że taki kryzys przyjdzie. Pamiętaj, że absolutnie to nie oznacza, że jesteś beznadziejną mamą, a proszenie o pomoc nie jest żadnym wstydem!

Czytaj także: