Cały rok na plastykę przychodzą nieprzygotowani, a potem płacz, bo zaniża średnią.
Cały rok na plastykę przychodzą nieprzygotowani, a potem płacz, bo zaniża średnią. fot. SHVETS production/Pexels

- Cały rok słuchałam tłumaczeń, że mama nie kupiła farb, że uczył się na historię, więc nie zrobił pracy domowej. Mój przedmiot uczniowie traktują jak lekcje drugiej kategorii, a przy wystawianiu ocen robią się cyrki - zaczyna swoją opowieść Katarzyna, która uczy plastyki w szkole podstawowej w mieście powiatowym.

REKLAMA
  • Nauczycielka plastyki przyznaje, że przez cały rok uczniowie i ich rodzice traktują przedmiot, którego uczy, jako mało ważny.
  • Dopiero słabszy stopień na świadectwie motywuje ich do podjęcia aktywności, tyle że wówczas jest już za późno.
  • Rodzice czyhają na nauczycieli pod szkołą, pełni nadziei, że jeśli zaskoczą pedagoga, ten zmieni zdanie i stopień dziecka.
  • Cały rok mnie ignorują

    Katarzyna uważa, że odkąd rodzice mają dostęp do dziennika elektronicznego, sytuacja uległa pogorszeniu. Zdaniem nauczycielki śledzą poczynania swoich dzieci na bieżąco, ale nie reagują.

    - Rozumiem, że nie każdy musi być artystą, ale wymagam noszenia materiałów plastycznych i starannego wykonywania prac. Skoro do plastyki są książki, to wypada, żeby dzieci wiedziały, co się w nich znajduje - mówi plastyczka.

    Kobieta uważa, że powszechne jest traktowanie przedmiotu, którego uczy, jako mniej ważnego. - Natomiast nie ma we mnie zgody na zupełne ignorowanie go. Przedmioty artystyczne uczą uważności, wrażliwości i czynią młodych ludzi bardziej otwartymi. To nie jest tak, że kartkówka z nurtów w malarstwie jest bez sensu, ze sztuki wyrasta ogromna część świata wokół nas - zauważa.

    - Tak, stawiam jedynki, minusy, dwóje, tróje, ale też szóstki i to wcale nie za talent, ale za należyte podejście do przedmiotu. Jednak uczniowie zaczynają się tym wszystkim przejmować, dopiero kiedy okazuje się, że trójka na koniec roku z plastyki przekreśla ich szanse na czerwony pasek na świadectwie. Wtedy zaczynają się pielgrzymki - wyjaśnia Katarzyna. 

    Czają się na mnie

    Nauczycielka zauważa, że uczniowie, którzy cały semestr nie mieli czasu na zrobienie szkicu, nagle potrafią odnaleźć ją w szkole i zapytać, czy da się jakoś poprawić. Ona odpowiada zgodnie z porozumieniem i zasadami oceniania z przedmiotu, który wszyscy uczniowie podpisali na początku roku. - Jeśli minęło więcej niż dwa tygodnie od ostatecznego oddania prac, nie wyrażam zgody na poprawę - wyjaśnia.

    Jednak to nie uczniowie są największą zmorą nauczycielki. Jej zdaniem rodzice bywają naprawdę bezczelni. - Wcale nierzadko, kiedy wychodzę ze szkoły, któryś czeka na mnie przy wejściu, a ostatnio dwie osoby niby przypadkiem podjechały po dzieci, kiedy ja kończyłam lekcje. Widziałam, jak siedzą w swoich kombi i czekają, aż podejdę do auta. Za każdym razem jest ta sama śpiewka - słyszę.

    Rodzice tłumaczą, że dziecko się stara, dużo się uczy, ma zajęcia dodatkowe i ze wszystkich przedmiotów świetne stopnie, tylko ta plastyka tak zaniża średnią. A przecież nie każde dziecko musi umieć rysować. - Tłumaczę wtedy, że nie oceniam talentu, ale to ich nie przekonuje, okazuje się, że przeczytanie kilku stron podręcznika też zajmuje dziecku zbyt wiele czasu - przytacza słowa rodziców nauczycielka plastyki.

    - W ich głowach nie istnieje coś takiego, jak podstawa programowa z plastyki, muzyki, techniki czy WF-u. Z tych przedmiotów nauczyciele powinni stawiać wszystkim uczniom same szóstki, żeby podbić średnią. Zwykle te rozmowy nie kończą się przyjemnie - wyjaśnia Katarzyna.

    Nie będzie piątek

    Z roku na rok rodziców jest więcej, ale nauczycielka przyznaje, że jeszcze nie zdarzyło się, żeby po takiej wizycie podniosła dziecku ocenę. Choć nie raz była wzywana do dyrektora po skargach rodziców. Jak przyznaje, przełożony zgadza się nią i za każdym razem, gdy słyszy, w jakich okolicznościach doszło do rozmowy, oddala zarzuty.

    - Jeśli widzę, że uczeń się stara, sam w ciągu roku zabiega o poprawienie stopnia za nieudaną pracę i zawsze jest przygotowany, zdarza mi się podciągnąć o jeden stopień, ale tym, którym o plastyce przypomina się w czerwcu, nigdy nie podnoszę. Tłumaczę, dlaczego i we wrześniu przypominam, kilka osób zawsze stara się bardziej, ale większość ma przedmioty artystyczne gdzieś - konczy opowieść Katarzyna. 

    Plastycy nie ocenią talentu?

    Ocenę celującą z przedmiotów artystycznych zwykle otrzymują uczniowie, którzy mają szczególne uzdolnienia w tym kierunku. Są zaangażowani w szkolne projekty plastyczne i przejawiają nie tylko wykraczającą poza szkolny podręcznik wiedzę, ale i chęci, które wyraźnie ich wyróżniają z grupy.

    Piątkowy uczeń powinien być zawsze przygotowany do lekcji, zaangażowany, posiadać wiedzę podręcznikową odpowiadającą jego poziomowi edukacji i dążyć do rozwijania swoich zdolności. Tylko tyle i aż tyle. Nie ma nawet słowa o czajeniu się na nauczycieli pod szkołą. Oni opuszczając mury szkoły, nie muszą już z rodzicami rozmawiać, bo nie są w pracy.

    Jeśli rodzic czuje potrzebę spotkania z nauczycielem dziecka i omówienia jego postępów w nauce, warto zadzwonić do szkolnego sekretariatu i umówić się na takie spotkanie. Udawanie, że wpadliśmy na kogoś przypadkiem, nie jest najlepszym sposobem komunikacji. Zwłaszcza jeśli ten "podstęp" ma obliczony element zaskoczenia jako część strategii. 

    Jeśli chcesz opowiedzieć nam swoją historię, napisz na marta.lewandowska@mamadu.pl
    Czytaj także: