
"Mój ojciec ma głodową emeryturę. Teraz chce zamieszkać ze mną i moją rodziną, ale kiedy byłam mała, to on nas zostawił mnie, moją siostrę i moją mamę. Bez pieniędzy, bez perspektyw i same w maleńkim mieszkaniu".
Ucieczka od problemów?
"Kiedy byłam mała, na początku lat 90., mój tata wyjechał do pracy za granicę. Nie chcę rozpisywać się nad okolicznościami jego wyjazdu, ale jak łatwo się domyślić, mojej rodzinie się nie przelewało. Delikatnie mówiąc. Tata miał mały i niby dobrze prosperujący biznes, ale w pewnym momencie wszystko legło jak domek z kart i jego firma zaczęła generować coraz większe straty. Doszły do tego długi i w pewnym momencie żyliśmy tylko z jednej, pielęgniarskiej pensji mojej mamy. Nie było kolorowo i dobrze pamiętam dni, kiedy w domu do jedzenia było dosłownie kilka kromek chleba. I nic więcej.
Tak więc tata znalazł pracę za granicą i się wyprowadził. Od samego początku to rozwiązanie miało być czasowe i nikt nie brał pod uwagę, że ja, moja siostra i nasza mama dołączymy do ojca. Plan był taki, że po dwóch latach, kiedy odłoży pieniądze, na stałe wróci do Polski. W tym czasie miał nam przelewać środki 'na życie'. Sytuacja taka sama jak pewnie w tysiącach innych polskich rodzin tamtego czasu.
Ale niektórzy chyba faktycznie do tych rodzin wrócili. W dużym skrócie, tata z początku przyjeżdżał do nas co weekend, ale później te przyjazdy były coraz rzadsze i rzadsze. Pewnego dnia zorientowałam się, że nie widziałam go już pół roku i po prostu od nas odszedł. To był bardzo trudny czas w naszym domu.
Nowe życie
Miałam 7 lat, kiedy mój tata wyjechał na stałe z Polski, więc nie to, że go nie pamiętam z dzieciństwa, ale tych wspomnień jest dosyć mało. Później widywaliśmy się maksymalnie raz w roku, wysyłał nam na urodziny jakieś kartki i prezenty, ale generalnie to było wszystko. W pewnym momencie jedyne pieniądze, jakie mama od niego widziała, to były minimalne alimenty. Nic więcej, a przecież zadłużenia po jego firmie spłacała jeszcze kilka lat od jego wyjazdu. Zostawił ją z tym samą.
Tata ułożył sobie za granicą nowe życie. Związał się z kobietą, ale nigdy nie wzięli ślubu. Ona była wdową i miała dwoje dzieci, z którymi mój tata siłą rzeczy zamieszkał. Wychowywał więc obce, cudze dzieci zamiast własnych. Prowadzili w miarę dostatnie życie i na pewno niczego im nie brakowało. Mieszkali w domku pod miastem podczas gdy my się kisiłyśmy w 40-metrowym mieszkaniu w bloku. Tata jeździł z tamtymi dziećmi na zagraniczne wakacje, a my z siostrą całe lato siedziałyśmy w dusznym pokoju, czekając aż mama wróci z pracy. Kłóciłyśmy się o komputer, jadłyśmy byle co i oglądałyśmy telewizję. Oto nasze dzieciństwo.
Tata kompletnie nie interesował się ani mamą, ani nami. Kiedy miałam 18 lat, mama ciężko zachorowała. Wtedy z tego wyszła, ale choroba wróciła po kilku latach i odebrała nam ją na dobre. Mam wrażenie, że zwłaszcza wtedy, w tamtym momencie, tata jeszcze bardziej ograniczył kontakty z nami. Nie pytał o samopoczucie mamy, zachowywał się tak, jakby tej choroby nie było. Na pogrzeb przyjechał, ale od razu po mszy wyszedł z kościoła i na cmentarzu już go nie widziałam.
Pieniądze? Tylko alimenty
Tata nigdy nie dał nam więcej pieniędzy niż kwota alimentacyjna. Mama dalej pracowała jako pielęgniarka, więc jej pensja naprawdę nie była porywająca. Żyłyśmy sobie we trzy w komunalnym mieszkaniu, które aż się prosiło o jakikolwiek remont. Było bardzo skromnie, ale mama starała się, jak mogła. Czasami brała nadgodziny czy szukała dodatkowej pracy, żeby opłacić nasze korepetycje czy nawet... kupić sukienkę na studniówkę. Stresowała się wydatkami i niepewnym jutrem. Ja myślę, że to ten permanentny stres i ogromne rozczarowanie moim ojcem przyczyniło się do rozwoju nowotworu u mojej mamy.
Mój tata ma dzisiaj 65 lat. Kilka lat temu wrócił do Polski, a jego partnerka postanowiła zamieszkać ze swoim najstarszym synem. Nie wiem, jakie były okoliczności ich rozstania, ale chyba niezbyt miłe i z tego co wiem, tamta pani wzięła z ich wspólnego dorobku to, co uznała, że jej się należy. Czyli chyba wszystko, co miało jakąkolwiek wartość.
Tata został na lodzie. Dziś zamiast cieszyć się życiem emeryta i myśleć o spokojnej starości on musi się jeszcze szarpać, żeby dorobić do głodowej emerytury naliczonej z tych lat, kiedy jeszcze był i pracował w Polsce. Okazało się, że domek, w którym mieszkali był wynajmowany, więc tata nawet nie ma czego sprzedać. Generalnie nie ma nic poza paroma antykami. Szczerze to nie jest mi go nawet żal.
U córeczki najlepiej
Kiedy mój ojciec chciał odnowić z nami kontakt, z początku było mi trudno, ale zgodziłam się. Chciałam, żeby poznał moje dzieci i myślałam, że skoro nie był ojcem dla mnie, to może będzie dziadkiem dla swoich wnuków. Nie mogę mu zarzucić tego, że się nie stara.
Ale zorientowałam się, że jemu nie chodzi o zwykłe odnowienie kontaktu. On chce 'przytulić się' do mojego domu i mojej rodziny, szuka sobie gniazdka na stare lata. Sam przebalował całe dorosłe życie: najpierw nas porzucił, a potem wychowywał cudze dzieci i wszystkie pieniądze 'przejadali' i wydawali na rozrywki typu wakacje w Egipcie czy nowszy samochód. My z siostrą do 20. roku życia nie byłyśmy nawet nad polskim morzem.
I teraz ja mam go utrzymywać? Pieniądze, te alimenty, które nam wysyłał, nawet nie wystarczały na jedzenie, nie mówiąc już o jakichkolwiek rozrywkach i wakacjach. Mało tego, jestem pewna, że ojciec wysyłał nam tych alimentów zdecydowanie mniej, niż by mógł. On przez wiele lat pracował na czarno, więc nie miał udokumentowanych tych zarobków. To zwykłe oszustwo.
Wiem, że za 3-4 lata mój ojciec będzie całkowicie niesamodzielny finansowo. Jest sam i nie ma nikogo, bo moja siostra absolutnie nie chce mieć z nim żadnego kontaktu. Ona wprost obwinia go o całą tę biedę, którą miałyśmy w domu i chorobę mamy.
Mimo to, że wiem, że będzie żył za minimum i nie ma nikogo bliskiego, nie chcę go w moim domu. To bezduszność?".
Od redakcji
Emocje autorki listu i jej niechęć do opiekowania się ojcem są w pełni zrozumiałe. Nie ma wątpliwości, że jej ojciec zachował się karygodnie. To nie autorka listu teraz, a on, przez lata, był bezduszny względem byłej żony i własnych córek.
Bezsprzecznie autorka listu i jej siostra bardzo dużo przeszły. Warto rozmawiać o tym wprost i jeśli będzie taka konieczność przepracować trudną przeszłość u specjalisty.