"Jest uczone, że musi chodzić na paluszkach". Ten problem dotyczy nawet 2 mln polskich dzieci

Nawet 2 mln polskich dzieci jest pod opieką rodzica z zaburzeniem lub chorobą psychiczną
Nawet 2 mln polskich dzieci jest pod opieką rodzica z zaburzeniem lub chorobą psychiczną 123rf.com
W dyskusjach na temat depresji czy alkoholizmu mówi się, że nie choruje jedna osoba, a cała rodzina. Dotyczy to niestety również wszelkich innych problemów natury psychicznej. Szacuje się, że nawet dwa miliony dzieci w Polsce są pod opieką rodzica z zaburzeniem.


Temat ten poruszyła Agata Jankowska z "Wprost" w rozmowie z psycholożką i specjalistką do spraw przeciwdziałania przemocy w rodzinie i ochrony dzieci przed krzywdzeniem, Jolantą Zmarzlik.

– Gdy rodzic przewlekle choruje, karuzela rodzinna zostaje zachwiana. Wszystko zaczyna się kręcić wokół chorego. Czy wziął leki, czy zrobił badania, jak się dziś czuje – wskazuje ekspertka. Sytuacja jest wyjątkowo ciężka, gdy rodzic zmaga się z problemem psychicznym. Ma depresję, nerwicę, psychozę maniakalno-depresyjną czy schizofrenię.


Chory często dosłownie walczy o przetrwanie, a każdy dzień jest dla niego wyzwaniem. Cała jego energia przeznaczana jest na proces zdrowienia, bliscy skupiają natomiast na tym, by mu pomóc i go wesprzeć. Zdarza się, że w takiej sytuacji dziecko zostaje odsunięte na dalszy plan, co zaburza zdrową rodzinną hierarchię.


– Dziecko jest uczone, że musi chodzić na paluszkach, żeby nie denerwować mamusi, gdy ta jest smutna. Albo jest od małego uczulane, żeby chować w domu noże, paski i sznurki, żeby tata nie odebrał sobie życia. Dziecko uczy się rozpoznawać najdrobniejszą zmianę humorów, bo może rodzic znów wybuchnie agresją i trzeba będzie uciekać lub się chować – mówi psycholożka.


W zmianie takiej sytuacji nie pomaga fatalna sytuacja psychiatrii, a także społeczne tabu. Nadal osoby chore psychicznie wstydzą się, boją się mówić o swoim stanie zdrowia. Trochę nie ma się, co dziwić, bo poziom edukacji w tym zakresie kuleje, a my co rusz dostajemy na to dowody w postaci, chociażby ostatniej nietrafionej kampanii "Nie świruj, idź na wybory".

Dziecko wychowywane przez rodzica z zaburzeniem jest zatem przygotowywane i uczone, że nie powinno nikomu mówić o tym, co się dzieje w domu. Ta tajemnica ma być ochroną przed odrzuceniem czy ocenieniem przez innych ludzi. Jolanta Zmarzlik zwraca uwagę na tak popularne, szczególnie wśród najmłodszych, etykiety jak: psychol, świr, szajbus.

A rodzice bardzo często izolują pociechę od wiedzy na temat "problemów dorosłych". Zatem mówić, czy nie mówić? W przypadku chorób czy zaburzeń psychicznych ekspertka wskazuje, że nie ma dobrych rozwiązań. – Co powiedzieć kilkulatkowi? Żeby się nie bał agresywnego ojca albo nie próbował przytulać się do mamy? Że nie może czuć strachu, żalu, złości tylko dlatego, że rodzic jest chory? Przecież to jego emocje, do których ma prawo.

To kolejny argument, że potrzebujemy nie tylko gruntownych zmian w systemie leczenia, ale również edukacji. By całkowicie wyeliminować stygmatyzację osób z zaburzeniami.
Źródło: wprost.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...