
Szczepionka przeciw wirusowi HPV (wirusowi brodawczaka ludzkiego) prawie zupełnie likwiduje możliwość zachorowania na raka szyjki macicy. Powinno się szczepić przeciwko niemu już nastolatki (zarówno dziewczynki, jak i chłopców), jeszcze przed rozpoczęciem współżycia płciowego. Tymczasem większość farmaceutów przyznaje, że od pół roku szczepionek w hurtowniach – a w następstwie również w aptekach – po prostu nie ma.
REKLAMA
Farmakolog kliniczny, doktor Leszek Borkowski twierdzi, że powodem jest wzmożone zainteresowanie szczepionkami i brak możliwości szybkiego ich "doprodukowania".
– Jednego roku szczepi się troszeczkę więcej, innego troszeczkę mniej osób i trudno jest na zapas zgromadzić szczepionki. Zwłaszcza że taka szczepionka, która kosztuje znaczne pieniądze, przeterminowuje się i potem po prostu trzeba to wyrzucić - wskazuje dr Borkowski w rozmowie z PAP.
Oszacowanie, ile szczepionek jest potrzebnych jest o tyle trudne, że w Polsce szczepienia przeciwko HPV nie są obowiązkowe, liczby szczepionych nie da się więc obliczyć z góry. Tym samym oznacza to, że nie są refundowane – jedna dawka kosztuje 500 złotych, choć coraz więcej samorządów decyduje się na ich finansowanie – tak jest m.in. w Gdańsku, Gdyni, Krakowie czy Poznaniu.
Od jesieni szczepionki mają być również finansowane w Warszawie, a urzędnicy liczą, że "problemy z dostępnością szczepionek nie pokrzyżują tych planów".
Może cię zainteresować także: Lepiej przechorować czy zaszczepić? Lekarz odpowiada na najczęstsze pytania rodziców
