
– Czy to jest normalne, że w ramach zastępstwa ksiądz prowadzi lekcję matematyki, okraszając ją przy tym modlitwą? – zapytała na Twitterze Julia Stępniewska. – Czy to nie jest zmuszanie uczniów do praktyk religijnych na zajęciach obowiązkowej podstawy programowej? Przyjść z prawnikiem do szkoły? – dociekała, twierdząc, że wysłane przez nią do szkoły pismo w tej sprawie zostało zignorowane.
REKLAMA
Ta sytuacja nie jest wyjątkiem; nie tak dawno pisaliśmy o ósmoklasistach, którzy przed egzaminem kończącym szkołę również musieli odmówić modlitwę. Pojawiały się wówczas głosy, że jest to nie tylko naruszenie dobrego obyczaju, ale również protokołu egzaminu. W tym przypadku o naruszeniu protokołu mowy być nie może, faktem jednak jest, że matematyka – w przeciwieństwie do religii – jest przedmiotem obowiązkowym i dziecko niewierzące nie może z takiej lekcji zrezygnować.
Jeden z komentatorów uznał, iż sprawą powinna zająć się działająca na rzecz realnego rozdziału państwa od Kościoła Fundacja Wolność od Religii. Zwykła rozmowa z dyrekcją czy pismo do kuratorium niewiele zmieni – dyrektor może zawsze zasłonić się tym, że "szkoła jest zbudowana na wartościach chrześcijańskich", żeby zostać powszechnie zrozumianym. Podobną przecież strategię obrała dyrekcja podstawowej szkoły społecznej TAK w Opolu, zabraniając uczniom zdjąć krzyże ze ścian szkolnych klas.
Może cię zainteresować: Rodzicu, nie daj sobie mydlić oczu. Zmuszanie do wyboru etyką a religią nie powinno mieć miejsca
