Bez sztucznych rzęs i paznokci komunia się nie odbędzie. "Córka usłyszała, że o siebie nie dba"

Niektórzy bardzo poważnie podeszli do pierwszokomunijnych przygotowań...
Niektórzy bardzo poważnie podeszli do pierwszokomunijnych przygotowań... Prawo autorskie: wideonet / 123RF Zdjęcie Seryjne
Maj to nie tylko czas, kiedy cieszymy się długim weekendem i coraz cieplejszymi dniami. To również miesiąc uroczystości komunijnych. W związku z tymi ostatnimi już chyba wszyscy przestali mieć złudzenia – obecnie niejednokrotnie ważniejsze niż sam sakrament i otoczka religijna, są prezenty, przygotowania, wystawne obiady, fryzury i kostiumy. Przekonała się o tym mama, która napisała do naszej redakcji.


Córka pani Malwiny za niecały miesiąc razem ze swoimi koleżankami i kolegami przystąpi do pierwszej komunii świętej. Przygotowania do sakramentu trwają już od początku roku szkolnego, jednak "im bliżej tego wielkiego dnia, tym większe szaleństwo" – pisze pani Malwina i dodaje, że już sama nie wie, czy bardziej jej żal rodziców, czy dzieci.

O co chodzi? Kobieta dokładnie opisuje to w wiadomości do naszej redakcji.

Kilka dni temu córka wróciła bardzo smutna ze spotkania z koleżankami. Długo nie chciała powiedzieć, o co chodzi, ale zastanowiło mnie, że jak zawsze przedłuża takie spotkania i dzwoni pięć razy, że "zostanie jeszcze pół godzinki", tak tym razem była w domu przed czasem. Zamknęła się w pokoju i milczała aż do kolacji.

Dopiero wieczorem udało mi się przekonać ją do zwierzeń. Wyznała, że od koleżanek dowiedziała się, że "nie dba o siebie" i najpewniej w Kościele na pierwszej komunii będzie wyglądać najgorzej ze wszystkich. Byłam poruszona, bo widziałam, że bardzo ją to dotknęło. Aż sama zastanowiłam się, czy to nie ja popełniam błąd, może też powinnam dziecku zaproponować wizytę u profesjonalnej kosmetyczki, może nie nadążam, nie znam się... Zgłupiałam.


Okazała się, że jedna koleżanka już dwa razy była na robieniu próbnej fryzury, drugiej matka obiecała farbowanie włosów, kolejna ma zamówioną kosmetyczkę i panią, która nałoży jej sztuczne paznokcie i rzęsy. Ale to nie wszystko. Kilkuletnie dziewczynki są przez swoje matki poddawane "zabiegom". Nakładanie jakichś maseczek odżywczych, pillingów, balsamów brązujących, żeby "skóra po zimie była pięknie oliwkowa" (to cytat z jednej z mam).

Dbam o siebie i swoje dzieci, ale uważam, że są pewne granice. Przecież 8- czy 9-letnia dziewczynka nie potrzebuje specjalistycznych pielęgnacji. Trudno było mi wytłumaczyć to córce, która wiadomo, że nie chce być gorsza od koleżanek.

Planowałam sama uczesać jej włosy, teraz, po rozmowie zgodziłam się dodatkowo na delikatny makijaż. Nie pochwalam tego, ale widziałam, jak jej zależy. Starałam się przy okazji wytłumaczyć jej, że uroda to nie wszystko, że nie świadczy o wartości człowieka i że dziewczynki w jej wieku naprawdę nie potrzebują sztucznych paznokci, rzęs, maseczek wygładzających (bo co tu wygładzać?), nie muszą farbować włosów.

Uczę córkę i syna, że higiena jest ważna. Pozwalam, by sami wybierali kosmetyki, staram się doradzać i pomagać, gdy czegoś nie wiedzą, ale nie ukrywam, że zagotowało się we mnie, gdy usłyszałam, jakie wzorce przekazują inne mamy.

Od małego wpajamy dziewczynkom, że muszą być wymalowane, poprawione, idealne. Chyba wiele z tych kobiet, które już umówiły swoje córki na kolejne wizyty u kosmetyczek, nie zdążyło pomyśleć, jaką krzywdę wyrządzają własnym dzieciom.

Może cię zainteresować także: Życzenia komunijne - propozycje


Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE