
Kilka dni temu pisaliśmy o tym, że dyrekcja jednej z wrocławskich podstawówek postanowiła rozwiązać klasę w połowie roku szkolnego. Powodem miał być "brak możliwości dogadania się z rodzicami", którzy mieli wobec nauczycieli stosować przemoc. Jako że rozwiązanie klasy w trakcie roku jest bezprawne, wobec dyrektorki wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Okazało się jednak, że to nie koniec tej sprawy.
REKLAMA
Interwencja kuratora
Większość uczniów została przeniesiona do innych szkół, kilkoro – do klasy równoległej. Rodzice dwójki dzieci zażądali jednak, by ich latorośle pozostały w nieistniejącej już właściwie klasie i poprosili o pomoc kuratora oświaty.
Większość uczniów została przeniesiona do innych szkół, kilkoro – do klasy równoległej. Rodzice dwójki dzieci zażądali jednak, by ich latorośle pozostały w nieistniejącej już właściwie klasie i poprosili o pomoc kuratora oświaty.
Rzeczywiście zgodnie z obowiązującym prawem, dyrektor nie może rozwiązać klasy w trakcie trwania roku szkolnego. Jeśli chciałby to zrobić, musiałby wystosować pismo do kuratora oświaty i czekać na (zazwyczaj w takich przypadkach negatywną) odpowiedź – w tym przypadku dyrektorka zrobiła to jednak dopiero po podjęciu decyzji o rozwiązaniu klasy.
"Prym wiodą dwie matki, jedynym wsparciem była dyrektorka"
W sprawie zainterweniował Dolnośląski Kurator Oświaty, Roman Kowalczyk, który uznał, że dla 2 uczniów można stworzyć osobną klasę.
W sprawie zainterweniował Dolnośląski Kurator Oświaty, Roman Kowalczyk, który uznał, że dla 2 uczniów można stworzyć osobną klasę.
Przeciwko takiemu rozwiązaniu zaprotestowali nie tylko nauczyciele Publicznej Szkoły Podstawowej Leonardo, ale również rodzice, którzy wystosowali do niego pisma wspierające dyrektorkę, Magdalenę Paźniewską.
– Od września 2018 roku mamy w naszej szkole do czynienia z potęgującą się falą hejtu i nienawiści ze strony niektórych rodziców. Prym w tych atakach na szkołę wiodą dwie matki (...) Hejt i nienawiść objawiały się próbą przemocy fizycznej, przemocą słowną i nastawianiem dzieci przeciwko nauczycielom, wychowawcom, pracownikom i dyrekcji szkoły – piszą nauczyciele w liście do Romana Kowalczyka.
Tłumaczą, iż wszelkie próby porozumienia z owymi matkami skutkowały "kolejnymi pismami, których forma oparta była na żądaniach i groźbach". Personel szkoły czuł się zatem szykanowany i zastraszany, a niektórzy rodzice do dzisiaj oczerniają go na forach społecznościowych.
– Jedynym wsparciem była dyrektor szkoły. Nie rozumiemy i nie zgadzamy się na oskarżanie i złe traktowanie pani dyrektor. Nie zamierzamy kontynuować pracy w miejscu, w którym nasz dyrektor jest poniżany, bezpodstawnie oskarżany i atakowany – napisali.
Potwierdzili, że popierają rozwiązanie klasy IV a, bo "to jedyna decyzja, która zabezpieczałaby dobro dzieci". Ich zdaniem w obecnej atmosferze uczniowie się zagubili i przestali rozumieć, dlaczego nauczyciele proponują im postawy życzliwości, tolerancji, otwartości i zaufania.
– Ich rodzice tym postawom przeczą. Wyrażamy głośny sprzeciw przeciwko naruszaniu naszej ludzkiej godności. Te sytuacje spowodowały, że nie widzimy sensu naszej pracy wychowawczej. Zachwiały się nasze wartości moralne i poczucie naszej osobistej wartości. Nie zgadzamy się dłużej na takie traktowanie. Jedynie pani dyrektor wspiera nas do dziś – napisali.
"Dajcie szkole normalnie funkcjonować"
"Oficjalny sprzeciw przeciw mowie nienawiści i fali oskarżeń" wystosowała również szkolna Rada Rodziców.
"Oficjalny sprzeciw przeciw mowie nienawiści i fali oskarżeń" wystosowała również szkolna Rada Rodziców.
– Nie rozumiemy, dlaczego dwie osoby, których wielokrotne skargi dotyczące funkcjonowania naszej szkoły, opierają się o to, że ich dzieciom jest w niej źle, nadal chcą, żeby te dzieci były naszymi uczniami. O czyje dobro walczą? Na pewno nie o dobro naszych dzieci, ale też nie o dobro dzieci swoich, którym przecież jest u nas tak źle. Nie rozumiemy stanowiska Dolnośląskiego Kuratora Oświaty, który nie bierze pod uwagę losu 140 naszych dzieci – napisali.
Ich zdaniem decyzja o rozwiązaniu klasy była podyktowana dobrem całej społeczności szkolnej. – Dajcie szkole normalnie funkcjonować bez jednostek, które zmieniają codzienność naszej placówki w gehennę – zaapelowali.
W sprawie wypowiedział się również organ prowadzący szkołę, Fundacja Familijny Poznań. Przyznał, iż "okoliczności zaistniałej sytuacji oraz spójny głos społeczności szkolnej" uniemożliwia utworzenie dwuosobowej klasy.
– Nasze milczenie w tej sprawie oznaczałoby obojętność i milczącą zgodę na łamanie praw człowieka i zagrożenie nauczyciela – napisali jej przedstawiciele w kolejnym piśmie popierającym władze szkoły.
