"Chciałam zabrać dziecko i uciec". Oto dlaczego powinniśmy patrzeć lekarzom na ręce

Wizyta w przychodni była prawdziwym koszmarem
Wizyta w przychodni była prawdziwym koszmarem Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Po tym, co ostatnio spotkało mnie w przychodni, przestałam dziwić się młodym rodzicom, którzy na myśl o wizycie u pediatry – o szczepieniach nie wspominając – dostają gęsiej skórki. Przysięgam, miałam ochotę zabrać dziecko i uciec z gabinetu!

Przy starszym synku miałam szczęście. Zawsze trafialiśmy do przemiłej pani doktor w brązowych lokach, która nie ignorowała żadnego pytania i cierpliwie wszystko tłumaczyła. Nieważne czy chodziło o kolor kupki niemowlaka, katarek, czy zjedzony w piaskownicy kamyk. Była jeszcze kochana "ciocia Jasia", jak mówiła o sobie pielęgniarka. Atmosfera jak w przedszkolu – zabawki, piosenki, dowcipy.

Dziwiłam się innym rodzicom, że tak narzekają na swoich pediatrów i polecałam "naszą" panią doktor. – W końcu to taka świetna przychodnia – powtarzałam.

Niestety, gdy zaczęły się wizyty z młodszą córką, skończyło się szczęście. Na każdej wizycie trafiałam na innego pediatrę. Za każdym razem od początku musiałam opowiadać o szczepieniach, alergiach, diecie. Zupełnie jak w dniu świstaka.

"Jak to szczepimy?"
Ale czarę goryczy przelała ostatnia wizyta. Madzia skończyła półtora roku i zgodnie z kalendarzem szczepień 2018 musiałyśmy zgłosić się na kolejną dawkę. W gabinecie – jak zwykle ostatnimi czasy – przywitały mnie zupełnie nowe twarze.

Posadziłam Madzię na przewijaku, pediatra zaczęła sprawdzać jej książeczkę, kartę szczepień, pytać o samopoczucie. Malutka dała się osłuchać i z zaciekawieniem oglądała różowego pluszowego misia, a ja – też z rosnącą ciekawością – patrzyłam na to, co robi pani doktor i pielęgniarka. A właściwie czego nie robią.


Miałam wrażenie, że każda z nich jednym okiem śpi, a drugim zerka na zegarek, ile do końca dyżuru. "Szczepimy" – zarządziła lekarka. No jak to szczepimy? – pomyślałam. A uszka, a gardełko, a węzły chłonne, a brzuszek? Nic niezbadane!

Wina przemęczenia?
Pani doktor pokręciła głową, coś tam mruknęła, że to z przemęczenia i zbadała małą. Dobra, teraz możemy szczepić. Czas na "występ" pielęgniarki, która do tej pory kręciła się po gabinecie i coś tam porządkowała. Ona też zapomniała, że "wypadałoby" dziecko zważyć i zmierzyć. O wszystko musiałam się upomnieć.

Ale i tak najgorsze miało dopiero nadejść. Bo oto pielęgniarka, która ma przed sobą kartę szczepień mojej córki, podchodzi do lodówki, grzebie między pudełkami z lekami i szczepionkami, wyciąga jedno i wypala – "a co to w ogóle miało być za szczepienie?". Och nie – myślę sobie – przecież w karcie jest wszystko napisane!

Pediatra, chyba widząc moją przerażoną minę i to, że zastanawiam się, czy nie porwać córki i uciec gdzie pieprz rośnie, spokojnie podchodzi do pielęgniarki. Wyjmuje z jej rąk pudełko i odkłada. Bierze z lodówki inne. – To ta – mówi, a ja czuję, że chyba zemdleję. Oczywiście po tej całej przygodzie nie dałam już wiary zapewnieniom lekarki i sama też sprawdziłam, czy to na pewno ta szczepionka i czy przypadkiem nie jest przeterminowana.

Patrz lekarzowi na ręce!
Potem wszystko poszło już gładko, ale stres jeszcze długo nie puszczał. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co by było gdyby... Gdyby lekarka nie zbadała Madzi i pozwoliła na szczepienie. Gdyby pielęgniarka pomyliła fiolki. Gdybym ja też była przemęczona, spieszyła się albo miała gorszy dzień i nie pilnowała tego, co się dzieje!

Nie wiem, co było przyczyną takiego bałaganu. Może zła organizacja pracy, może problemy w przychodni, może przemęczenie personelu? Wszystko jest możliwe i ja to wszystko staram się zrozumieć. Nie łudzę się, że polska służba zdrowia może sprawnie funkcjonować, ale nie każdego stać – a nawet większości nie stać – na prywatną opiekę.

Tym bardziej chcę uczulić wszystkich rodziców, żeby patrzyli lekarzom na ręce. I to tak dosłownie. Jeśli coś budzi wasze wątpliwości, mówcie o tym! Tu chodzi o wasze dzieci, ich zdrowie i bezpieczeństwo. Musicie o nie zadbać.

Napisz do autorki: katarzyna.grzelak@mamadu.pl

Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE