Twoje dziecko płacze, gdy odkładasz je do łóżeczka? "To znak, że rozwija się prawidłowo"

Małe dzieci potrzebują bliskości, żeby nauczyć się wyciszać
Małe dzieci potrzebują bliskości, żeby nauczyć się wyciszać Prawo autorskie: alenkasm / 123RF Zdjęcie Seryjne
Długie minuty kołysania, śpiewania i mruczenia niektórych rodziców doprowadzają do białej gorączki. Szczególnie, kiedy po godzinie “bujania” próbujesz odłożyć malucha do łóżeczka, a ten okazuje się "nieodkładalny". – To znak, że rozwija się prawidłowo – mówi Agnieszka Słoniowska, specjalistka od fizjoterapii i integracji sensorycznej niemowląt i dzieci.

– Często słyszę od rodziców, że mają takie pragnienie, by ich dziecko zasypiało samo, że marzą o tym, by odłożyć je do łóżeczka i żeby sobie samo spało. Dziecko, które w wieku 11 tygodni nie chce zasypiać inaczej, niż tylko na piersi, prezentuje prawidłowe objawy umiejętności kształtowania regulacji w oparciu o bliskość rodzica i ssanie – napisała na Facebooku Agnieszka Słoniowska.

Pod jej postem natychmiast rozgorzała klasyczna dyskusja – czy takim kołysaniem nie przyzwyczaimy dziecka za bardzo? A co z metodą Ferbera, który radził dziecko zostawić na pięć minut? A co z dzieckiem, które już zawsze "będzie wisieć na mamie"?

Terapeutka uspokaja – tulenie do snu to naturalna forma bliskości, która pozwala dziecku rozwinąć umięjetność samodzielnego wyciszenia się. – Im bardziej dziecko jest tulone i zaspokojona jest potrzeba fizycznej bliskości i dostępu do piersi, naturalnego kołysania, słuchania oddechu mamy, tym bardziej chce rozwijać się poznawczo i szybciej będzie gotowe do pewnej samodzielności, będzie chciało być odłożone – podkreśla Słoniowska.
Biały szum to zło?
Terapeutka prowadząca także integrację sensoryczną niemowląt oraz specjalne warsztaty dla rodziców, przestrzega przed stosowaniem wszelkich "wspomagaczy" przy usypianiu dziecka – np. białego szumu czy mechanicznych kołysek.

– Im więcej stosujemy strategii zewnętrznych, niefizjologicznych (otulanie, biały szum, smoczek, kołyski mechaniczne), tym później uruchamiają się procesy samoregulacji i tym dłużej dziecko dopomina się, by dorosły ograniczał mu dostęp do trudnych bodźców, zamiast opracowywać wewnętrzne mechanizmy (których uczy się od rodzica) – pisze.


Tak więc to, co teoretycznie ma nam pomagać w ułożeniu niemowlęcia do snu, w rzeczywistości spowalnia jego rozwój sensoryczny i uniemożliwia mu nauczenie samodzielnego wyciszenia się.

– Dorośli patrzą na pomoce przez pryzmat skuteczności tu i teraz. Ale z jakiegoś powodu zrezygnowaliśmy z maczania smoczka w cukrze. Wiedza o tym, że szkodzi on dziecku, nie pozwala nam na stosowanie tej strategii, pomimo iż była skutecznym sposobem na zasmoczkowanie i uciszenie dziecka. To samo jest z białym szumem, kołysaniem na maszynie itp "pomocami". Dziecko się uspokaja bo jest karmione bardzo prostą stymulacja do, której nie trzeba się adaptować. Niestety wyrazem dojrzałości jest adaptacja – podkreśla.

"Uważaj, bo przyzwyczaisz"
Czytelniczki nie pozostały obojętne wobec słów Słoniowskiej. "Moim zdaniem to jest piękna teoria, na której można się bardzo przejechać" – napisała jedna z nich.

– Bardzo chciałabym, żeby to była tylko teoria. Pewnie miałabym znacznie mniej pacjentów z zaburzeniami regulacji. Mając czwórkę dzieci własnych i 18 lat doświadczenia w pracy z niemowlętami daleko mi do teoretyzowania. Wszystkie dzieci rodzą się z tymi samymi odruchami i warunkiem rozwoju jest ich zintegrowanie. Również rozwój wszystkich niemowląt jest silnie uwarunkowany prawidłowo zbudowaną więzią pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Tulenie i ssanie piersi to forma budowania więzi. Nie można się na tym przejechać – odpowiedziała Słoniowska.
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE